Patrzysz na wypowiedzi znalezione dla słów: Język polski Współczesny słownik języka polskiego

ta,ta, te, te.. jak to wkoncu jest bo zglupialem..

macko:

chodzilo mi o to, ze mowi sie
tę kukiełkę, a nie tą kukiełkę


Zależy kto mówi.

,,Tę'' jest archaizmem, zabytkiem z czasów, gdy przymiotniki żeńskie w
bierniku l.poj. kończyły się na /ę/, np. ,, /dobrę/ książkę''.
Wszystkie inne zaimki wskazujące itp. już dawno przybrały współczesną
końcówkę przymiotnikową /ą/ :
  -- /tamtą/ kukiełkę, a nie /tamtę/,
  -- /ową/ kukiełkę, a nie /owę/,
  -- /którą/ kukiełkę, a nie /którę/.

Wykopalisko /tę/ utrzymuje się przy życiu wyłącznie za pomocą stałej
reanimacji dokonywanej z wysiłkiem przez nauczycieli polskiego i przez
językodawców normatywnych (w tym autorów słowników). I jest coraz
dalsze od zwykłego języka stosowanego przez ludzi.  Ostatnio zresztą

łamać i w niektórych słownikach możesz znaleźć wskazówkę, że pisze się
/tę/ a mówi się albo /tą/ albo /tę/.  Wymowa litery /ę/ jako /o/
nosowego jest w języku polskim ewenementem, na który językodawcy
zgodzili się w desperacji.

Dla mnie /tę/ w mowie brzmi snobistycznie, coś jak odstawianie małego
paluszka przy trzymaniu filiżanki za uszko: patrzcie, jaki jestem
kulturalny.  Natomiast /tę/ w piśmie świadczy o tym, że człowiek się
za długo uczył w szkole i się przeuczył.

 - Stefan

 » 

"Duenna" w języku polskim?

W dawnych tekstach angielskich (i we współczesnych stylizacjach) pojawia się
często słowo "duenna" oznaczające starszą kobietę towarzyszącą młodej damie.
Stanisławski tłumaczy ten wyraz jako "duenna <dogena". I tutaj jest pies
pogrzebany.

Czy ktoś może potwierdzić, że słowo "duenna" (lub "dogena") jest używane w
języku polskim w takiej właśnie postaci? W żadnym z moich słowników (języka
polskiego, wyrazów obcych itp.) nie znalazłem bowiem ani słowa "duenna", ani
"dogena".

Oczywiście, zawsze można to przełożyć jako "opiekunka", "bona" czy (bliżej
naszym czasom) "guwernantka" lub "przyzwoitka". Ale skoro istnieje i funkcjonuje
archaiczne słowo "duenna", to nie widzę powodu, dla którego nie miałbym go
wykorzystać.

Bukary

"Duenna" w języku polskim?

----- Original Message -----

Sent: Wednesday, January 07, 2004 6:16 PM
Subject: "Duenna" w języku polskim?

W dawnych tekstach angielskich (i we współczesnych stylizacjach) pojawia
się
często słowo "duenna" oznaczające starszą kobietę towarzyszącą młodej
damie.
Stanisławski tłumaczy ten wyraz jako "duenna <dogena". I tutaj jest pies
pogrzebany.

Czy ktoś może potwierdzić, że słowo "duenna" (lub "dogena") jest używane w
języku polskim w takiej właśnie postaci? W żadnym z moich słowników
(języka
polskiego, wyrazów obcych itp.) nie znalazłem bowiem ani słowa "duenna",
ani
"dogena".

Oczywiście, zawsze można to przełożyć jako "opiekunka", "bona" czy (bliżej
naszym czasom) "guwernantka" lub "przyzwoitka". Ale skoro istnieje i
funkcjonuje
archaiczne słowo "duenna", to nie widzę powodu, dla którego nie miałbym go
wykorzystać.

Bukary


Wiesz powód chyba jednak jest... nie wiem, czy ktokolwiek będzie wiedział o
co chodzi, a chyba jednak tworzysz ten przekład dla ludzi, chyba że
zamieścisz przypis i tam to wyjaśnisz. Ja nie znam tego słowa.
Lezer

EN > PL nonmedical practitioners


Szumixx:
Nie chce być wyrocznią, ale wg Słownika Współczesnego Języka Polskiego
Warszawa 2001 cytuję: "paramedycyna .... - niekonwencjonalne metody
leczenia chorób, nieakceptowane przez oficjalną medycynę".

To prawda, ale pamiętajmy, że to jednak dwa różne języki. I nie
szukajmy podobieństw po czesku ;-)


Wydaje mi się, że Szumixx ma rację - polska "paramedycyna" odnosi się
raczej do różnych szarlatanów, podczas gdy Alexander [1], określając
zawody miarem "paramedycznych", w gruncie rzeczy opisuje angielskie słowo
"paramedical" [2]. False friend.

Z tego punktu widzenia być może użycie słowa "paramedycyna" byłoby
niegłupie, choć chyba mniej neutralne niż oryginał.

Hania

[1] Jeżeli ignoruję twoje posty, Alexandrze, to nie ze złej woli, tylko
dlatego, że mój serwer ich po prostu nie ściąga. Żeby je przeczytać, muszę
wejść na stronę Gugla.
[2] Dorlands:  paramedical - having some connection with or relation to
the science or practice of medicine; adjunctive to the practice of
medicine in the maintenance or restoration of health and normal
functioning. Paramedical workers include physical, occupational, and
speech therapists, medical social workers, pharmacists, technicians, and
so on.

 » 

EN > PL nonmedical practitioners





| Szumixx:
| Nie chce być wyrocznią, ale wg Słownika Współczesnego Języka Polskiego
| Warszawa 2001 cytuję: "paramedycyna .... - niekonwencjonalne metody
| leczenia chorób, nieakceptowane przez oficjalną medycynę".

| To prawda, ale pamiętajmy, że to jednak dwa różne języki. I nie
| szukajmy podobieństw po czesku ;-)

Wydaje mi się, że Szumixx ma rację - polska "paramedycyna" odnosi się
raczej do różnych szarlatanów, podczas gdy Alexander [1], określając
zawody miarem "paramedycznych", w gruncie rzeczy opisuje angielskie słowo
"paramedical" [2]. False friend.

Z tego punktu widzenia być może użycie słowa "paramedycyna" byłoby
niegłupie, choć chyba mniej neutralne niż oryginał.

Hania

[1] Jeżeli ignoruję twoje posty, Alexandrze, to nie ze złej woli, tylko
dlatego, że mój serwer ich po prostu nie ściąga. Żeby je przeczytać, muszę
wejść na stronę Gugla.
[2] Dorlands:  paramedical - having some connection with or relation to
the science or practice of medicine; adjunctive to the practice of
medicine in the maintenance or restoration of health and normal
functioning. Paramedical workers include physical, occupational, and
speech therapists, medical social workers, pharmacists, technicians, and
so on.


Twoja definicja siciagnieta z Goggla zgadza sie ze moja, Haniu

Alexander

Why do you identify me as the "False friend", dear?

OdciĂŞcie od ciepÂłej wody - zwykÂłe ÂświĂąstwo! =)


| Zwrot "co pisze w umowie" jest
| absolutnie niepoprawny
| i kaleczy język polski.

Jest absolutnie poprawny.


Nie jest poprawny. To taki sam bełkot, jak np. "szłem".

Tyle, że nie należy do języka prawniczego
z uwagi na potencjalną wieloznaczność.


Nie należy do współczesnego, poprawnego języka polskiego.



| Natomiast nic nie może 'pisać w umowie'.

Odsyłam do podręczników gamatyki.
Tych raczej starszych.


Jasne. W równie starych słownikach ortograficznych będziesz miał
"kopję", "artylerję" oraz "Xiężną".

gruntowna powtórka


Kochański, Klebanowska, Markowski "O dobrej i złej polszczyźnie"
Buttler, Kurkowska, Satkiewicz "Kultura języka polskiego"
pod red. Kurkowskiej "Współczesna polszczyzna"

z nowszych rzeczy choćby "Słownik wyrazów kłopotliwych" pod red. Bańki i
Krajewskiej (bardziej poradnik niż słownik, choć w układzie
alfabetycznym), Podrackiego "Słownik interpunkcyjny języka polskiego"
itp. Ogólnie szukaj bibliografii pod hasłem "kultura języka".


Hmmmm... A może również prace prof. W. Doroszewskiego:

"O kulturę słowa" (sic!)
"Wśród słów, wrażeń i myśli. Refleksje o języku polskim"
"Rozmowa o języku"

itd....

jeszcze o naszym naturalnym satelicie

| Witam
| Wiem ze i to moze okazac sie oczywiste ale w szkole nie mialem...
Laciny???
| Nasz ksiezyc to "Ksiezyc" - inne to "ksiezyce".
| Ale skad pochodzi ta nazwa - w ciemno powiedzialbym ze Lacina
ale...

| i o odpowiedz na to pytanie prosimy zwlaszcza sandre :))))

A którą, bo ja widzę swoje (?) imię (?) pisane małymi literami.  :-)

| btw lacine mialem na studiach - spox jezyk -

Do polskiego już takiego sentymentu u Ciebie nie widzę.  :-))

| ale nie sadze zeby wyraz "Ksiezyc" pochodzil z laciny :)

Z łaciny to mamy Luna - już o tym było.
Współcześnie (w praktyce) w Polsce ta nazwa nie jest używana.
Mi się też tak nie wydaje, a w staropolskim to był raczej Miesiąc.
Jak będę czegoś pewna napiszę więcej na razie polecam
słownik etymologiczny języka polskiego.


Ciekawe co mowi slownik etymologiczny. Pamietam jak nam w szkole
Humanistka tlumaczyla pochodzenie Ksiezyc od ksiecia (syn ksiecia). Ale
co z tego mialo wyniknac - nie pamietam, niemniej kwestia jest
interesujaca

Wiktor

Problem z ZAPALANIEM na mrozie :(

-----Original Message-----

Sent: Monday, December 09, 2002 4:19 PM

Subject: Re: Problem z ZAPALANIEM na mrozie :(

"wstyd to nie szukać szansy, a pech to ją zmarnować"


Dobrze powiedziane :)

Pytanie nie jest niczym złym. Nigdy się nie boję o coś zapytać i
nawet jeżeli
odpowiedź była by jak powiedziałeś "lamerska" - to dobrze.
Przynajmniej już
wiem o co chodzi :)


Hmm...

Laik-Człowiek niekompetentny w danej dziedzinie,nieznajacy sie na jakims
zagadnieniu; dyletant.
Lamer-brak takiego slowa w slowniku (domyslnie slowo oficjalnie
nieistniejace w jezyku polskim).

Zrodlo:Słownik Wspolczesnego Jezyka Polskiego r.2001

Zdecydowanie obstaje przy "opisie jak dla laika". Nie uzywam slowa "lamer"
gdy przmi obrazliwie a  nigdy nie wiadomo na kogo sie trafi.

A tak przy okazji hehe drugie znaczenie slowa laik:
"wierny Kosciola rzymskokatolickiego niebedacy członkiem stanu
kapłanskiego."

hehehe czyli wiekszosc z nas jest laikami :))))))

Pozdrawiam

Mr_Alex

----------------------------------------------------------------------
Zwieksz swoje szanse na sukces o mozliwosci nowej, lepszej poczty...
Poczta PLUS i PREMIUM | http://link.interia.pl/f16a1

Problem z ZAPALANIEM na mrozie :(

Hmm...

Laik-Człowiek niekompetentny w danej dziedzinie,nieznajacy sie na jakims
zagadnieniu; dyletant.
Lamer-brak takiego slowa w slowniku (domyslnie slowo oficjalnie
nieistniejace w jezyku polskim).


Lamer to nic innego jak laik. Tylko, że jest to takie nowsze określenie.
Powiedziałbym "na czasie".

Zrodlo:Słownik Wspolczesnego Jezyka Polskiego r.2001

Zdecydowanie obstaje przy "opisie jak dla laika". Nie uzywam slowa "lamer"
gdy przmi obrazliwie a  nigdy nie wiadomo na kogo sie trafi.


Sorry, ale jeżeli "lamer" to słowo obraźliwe, to adekwatnie "laik" tak samo...

A tak przy okazji hehe drugie znaczenie slowa laik:
"wierny Kosciola rzymskokatolickiego niebedacy członkiem stanu
kapłanskiego."

hehehe czyli wiekszosc z nas jest laikami :))))))


:)

W sumie znalazłem aż 3 określenia:

laik (p.łc. laicus &#8216;świecki&#8217; gr. laikós &#8216;ludowy&#8217; od laós &#8216;lud&#8217;)

1. osoba nieznająca się na rzeczy, dyletant.

2. osoba świecka, nie duchowna.

3. zakonnik bez święceń, spełniający pewne posługi w klasztorze.

Holo?aust

Gdy Strażnik Czasu ogłosił 29 Jun 2001 13:52:50 +0200,

A teraz mamy Jedwabne. Dużo jest w mediach na ten temat
i nie zauważyłam, żeby ktoś choćby się zająknął, że to był
rzeczywiście prawdziwy holokaust - co świadczy o tym,
że w ogóle nie kojarzy się tego słowa z ogniem, tylko ogólnie
z zagładą, eksterminacją.


Ja zaś nieśmiertelnie zapytam: a z czym Ci się kojarzy "bielizna"?

Owszem, fajnie jest poznawać łacinę, grekę, być w stanie wskazywać
etymologię itp. itd. Ale nic poza "fajnie". W języku polskim
"holocaust" po prostu _znaczy_ "zagłada". Nikt, kogo to nie interesuje
_dla samego zainteresowania_, nie ma obowiązku wiedzieć o tym słowie
czegokolwiek więcej.

Co zaś do "c"/"k"; "Słownik współczesnego języka polskiego" podaje
"holocaust", a hasło kończy notką "<łac. z gr.". ZTCW w łacinie nie
ma literki "k", prawda? A wszystko przypisuje się przebrzydłemu
angielskiemu. A tym czasem to przebrzydła łacina. Wobec niej zaś
wszyscy są przecież bardziej łaskawi i na przykład o "kasusach" pisać
nie chcą.

I na koniec: a mnie jest wszystko jedno. Równie mi się "holocaust" co
i "holokaust" podoba.

Szyberdach i inne


Dach jako taki tez jest (jak widac) z niemieckiego. Dlaczego "dach"
jest dobrym polskim slowem, a "szyber" juz nie?

Na szyber w piecu tez masz jakas bardziej polska propozycje?

  MJ


Witaj MJ!

Nie jest mozliwe znalezienie w XXI wieku czysto polskiego okreslenia
na "szyber" w piecu. Moglbym zaproponowac jedynie komiczny "przesuwacz" lub
jezykowo prawidlowy, aczkolwiek nieco sztuczny "izolator ciepla".
Wyrazenie "szyber" jest uzywane w  j. niemieckim w tym kontekscie od XVII
wieku i w wyniku zaborow przyjelo sie rowniez (przede wszystkim ze wzgledu na
swoja prostote, czy prymitywyzm) u nas. Slowo "dach" ma swoje zrodlo w
starozytnej grece i jako takie nie moze pochodzic z jakiegokolwiek jezyka
germanskiego. Przypadek sprawil, ze zarowno obecni Niemcy jak i Polacy
uzywaja go w celu okreslenia sklepienia nad glowa...

Jezyki slowianskie sa duzo bardziej rozwiniete niz jezyki tak przez nas
wielbionych nacji zachodu. Jesli zyczysz sobie przykladow, prosze bardzo:
niejaki pan Zagloba w sienkiewiczowskiej Trylogii uzywa czesto
wyrazenia "wielce grzeczny, -a, -e" Wspolczesny Polak uzyje
zwrotu "wspanialy, -a, -e" Wspolczesny Niemiec powie "grossartig", co przez
slowniki jest tlumaczone jako "wspaniale" a znaczy po prostu "wielce
grzecznie" (gross=wielki, duzy; artig=grzeczny). Z tego wzgledu bezkrytyczne
wzorowanie sie na wzorcach zachodnioeuropejskich w kwestii jezykowej jest dla

Pozdrowienia

APi

Tematyzatory polskie. Jednostki leksykalne wyznaczające strukturę tematyczną wypowiedzi.

Tematyzatory polskie. Jednostki leksykalne wyznaczające strukturę tematyczną wypowiedzi to monografia poświęcona metatekstowym ciągom takim, jak jeśli chodzi o [kogoś / coś], _, co do [kogoś / czegoś], _, co się tyczy [kogoś / czegoś], _ etc.

Metodologicznie sytuuje się w nurcie strukturalistycznym współczesnego językoznawstwa. Autorka dokonuje próby zdefiniowania i wyodrębnienia pola semantycznego tego typu wyrażeń we współczesnej polszczyźnie a następnie ich szczegółowej analizy, wydobywającej różnice znaczeniowe i funkcjonalne. Uzupełnieniem wywodu jest aneks, zawierający definicje leksykograficzne tych jednostek z najważniejszych słowników języka polskiego, które powstawały na przestrzeni ostatnich 150 lat. Stanowi on tło historyczne, pokazujące, w jaki sposób objaśniano znaczenia omawianych ciągów i jak interpretowano ich językowy status.

format B5, s. 176, ISBN 978-83-7507-039-2

Agnieszka Sulich urodziła się w roku 1976 w Warszawie. Jest naukowcem interdyscyplinarnym, prowadzącym badania w dziedzinie językoznawstwa i chemii. Jako lingwistka interesuje się przede wszystkim semantyką języka naturalnego oraz języków sztucznych, stworzonych na potrzeby opisu chemicznego.

homeopatia

Jak widać bardzo wiele zażeży od przyjętej definicji i można przyjąć taką jaka jest wygodna w danej chwili do danego celu. Skoro jednak zależy Ci Sla@o na poprawności znaczenia w języku polskim to przytoczę definicję ze słownika języka polskiego PWN http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=sekta:

"sekta
1. «odłam wyznaniowy jakiejś religii; też: grupa ludzi skupiona wokół jakiegoś przywódcy, mająca własną religię»
2. «grupa społeczna stanowiąca odłam wśród wyznawców jakiejś ideologii»"

Czy po przeczytaniu tej definicji dalej zaprzeczasz, że chrześcijaństwo było sektą? Zresztą, za co było uważane najlepiej świadczą opinie współczesnych, którzy nie znali obecnie przypisywanego znaczenia temu słowu.

Tylko to już właściwie nie na temat homeopatii, która przeciez sektą nie jest (jest?).

Tekst numeru 09

Linka podać nie mogę, bo Portal mam zainstalowany na kompie. Wiem już, z czego wynika uboższa definicja w Internecie - otóż jest tam dostępny jeno Słownik języka polskiego, podczas gdy swoją wziąłem ze Słownika wyrazów obcych. Gdyby tego było mało, poniżej wycinek z hasła Postawy wobec języka z Portalu (Portala?):

Szybkie tempo rozwoju języka i gwałtowność zmian w rzeczywistości pozajęzykowej i językowej przyczyniają się także do odradzania się puryzmu tradycjonalistycznego. Postawa ta polega na uznawaniu języka pewnej epoki za wzorowy i, silnemu bądź umiarkowanemu, przeciwstawianiu się neologizmom gramatycznym lub leksykalnym. W warunkach polskich, współcześnie, za taki język, do którego należy się odwoływać, uznaje się niemal wyłącznie polszczyznę okresu międzywojennego. Jest ona postrzegana jako język elegancki, pozbawiony wulgaryzmów, powszechnie używany przez ówczesne warstwy wykształcone, które przestrzegały norm dobrej polszczyzny. Osoby, które prezentują puryzm tradycjonalistyczny, protestują przede wszystkim przeciwko wchodzeniu do normy językowej wyrazów i form wyrazowych uznawanych niegdyś za błędy. Tak więc sporo sprzeciwów wywołuje używanie neosemantyzmu pasjonat 'człowiek ogarnięty twórczą pasją' [...]


Tu proponuję zakończyć offtop. W razie potrzeby dalszej dyskusji, powinniśmy się przenieść do wątku r+z=ż czyli wątek lingwistyczny"

Edit: A jednak jest w internecie: http://swo.pwn.pl/haslo.php?id=20495

r+z=ż czyli wątek lingwistyczny

Czym zastąpiłbyś odrzucone formy?


Ja zdaję sobie sprawę z tego, że nie byłoby możliwe całkowite wyrugowanie polszczyzny z obcych zwrotów. Zresztą, niektóre wyrazy zostały zapożyczone już w czasach prasłowiańszczyzny, jeszcze przed ukształtowaniem się takich języków, jak czeski, polski, słowacki, ukraiński itd. - np. słowo "miecz" jest pochodzenia germańskiego, ale znane Słowianom już w IX w. Tak samo "chleb" (starogermańskie "hlaiba") itd. (polecam ksiazkę Aleksandra Brucknera "Słownik etymologiczny języka polskiego").
Wiem, że we współczesnych czasach "wieczerza" brzmiałaby dziwnie zamiast zapożyczonej z łaciny "kolacji", "gędźba" zamiast "muzyki" (zapożyczonej z greki poprzez łacinę) czy 'kow" zamiast "metalu". Mimo że np. Słowacy nadal używają rodzimych form.
Mało tego, kiedyś "marzec" (zapożyczony z łacińskiego imienia boga Marsa) po poslku brzmiał 'brzezień" - od brzozy, bo właśnie w marcu kwitną brzozy. I po czesku nadal mówi się "brezen". Na kwiecień mówiono "dębień" (po czesku "duben"), bo wtedy kwitną dęby. Na dzisiejszy "maj" mówiono "kwiecień", ale później to się przestawiło. W sumie nie wiadomo dlaczego.

Ja tylko przedstawiam moje odczucia i, ewentualnie, "marzenia ściętej głowy".

P.S. Jako ciekawostkę mogę dodać, że w prasłowiańszczyźnie nie było litery "f" - i np. zamiast "obfity" mówiono "opłwity" - od "płwieć", czyli "opływać" (w coś - np. w dostatki).

II Zas Termodynamiki przeczy samoistnemu powstawaniu zycia

Witam Szanownych Czytelników!

Ponieważ EWOLUCJONISTA Zerogoki z braku merytorycznych sukcesów dyskusyjnych w obronie jedynej słuszności ewolucjonizmu oraz braku sukcesów we wciąganie do dyskusji zmierzającej do deprecjonowania religii katolickiej, żeby wykazać się sukcesami urządza sobie quizy ze znajomości słówek z języka łacińskiego, bo widocznie chce zabrylować, że ma w domu słownik łacińsko-polski.
Dlatego gdyby ktoś chciał uczestniczyć w tym quizie Zerogokiego, a nie miał w domu słownika łacińsko-polskiego, poniżej podaję adres internetowy gdzie można korzystać z darmowego dostępu do takiego słownika:
Łacina-Elementarz
Słownik polsko-łaciński i łacińsko-polski oraz gramatyka języka łacińskiego - dla uczniów i studentów.
I na koniec jeszcze za Ciceronem, złota myśl znana z języka łacińskiego;
Quousque tandem abutere ZEROGOKI patientia nostra?
[Co w przetłumaczeniu na język polski brzmi: Jak długo jeszcze nadużywać będziesz Zerogoki naszej cierpliwości?]

Natomiast powtórzę jeszcze raz pytanie do Zerogkiego obrońcy ewolucjonizmu, kiedy wreszcie, ZAMIAST URZĄDZAĆ SOBIE QUIZY ze znajomości języka łacińskiego, przedstawi na tym forum, udokumentowane współcześnie, a nie urojone, przykłady MAKROEWOLUCYJNEJ zmienności udowadniające rzekomą słuszność Ogólnej Teorii Ewolucji Biologicznej - O powstawaniu Gatunków.

Andrzej

Temat dla początkujących niech wykażą się zawodowcy

luneta ( ang. spotting scope ) z definicji jest raczej optymalizowana pod kątem obserwacji obiektów naziemnych: umiarkowane apertury, umiarkowane powiększenia, poręczne tubusy i proste statywy ... Zgoda, że w języku polskim termin "luneta" bywa traktowany jako synonim terminu "refraktor" ale głownie w wypowiedziach o charakterze nieformalnym lub stylizowanych na archaiczne.



Nie jesteśmy na forum angielskim, tylko na polskim. I nie dyskutujemy o "spotting scope", tylko o lunecie. Sięgnąłem do 2-tomowego "Współczesnego słownika języka polskiego" i nie widzę tam żadnej wzmianki o tym, że jest to słowo używane "w wypowiedziach o charakterze nieformalnym lub stylizowanych na archaiczne". A nawet gdyby, to wcześniejsze zwrócenie uwagi dotyczyło "wielkości" instrumentu i w tym przypadku na pewno się nie zgodzę, że refraktor 64/400 można nazwać lunetą, a refraktor 127/1000 już nie.

A aby nie odbiegać od tematu dwa słowa do Pauliny. Zanim cokolwiek kupisz zrób to, co napisał "saywiehu", czyli udaj się na jakikolwiek zlot lub wspólne "oglądactwo" nieba. Zobaczysz czym różni się refraktor od reflektora, co to jest montaż Dobsona, a co montaż paralaktyczny. A przede wszystkim zobaczysz co widać przez różne instrumenty, bo Twoje oczekiwania mogą się mijać z rzeczywistością. A jeżeli nie chcesz jechać na zlot to zacznij od małego, taniego instrumentu, poznaj jego budowę, naucz się go obsługiwać i poczytaj trochę o tym co ludzie obserwują przez różne teleskopy.

Temat dla początkujących niech wykażą się zawodowcy

żadne wydawnictwo typu "słownik języka polskiego" nie nadąża za rozwojem polszczyzny, szczególnie jeśli idzie o terminologię techniczną i naukową. Nawet tak peryferyjny język jak polski zmienia się dość szybko. We wspólczesnej polszczyźnie termin "luneta" to jednak instrument optyczny albo dawny, albo nieduży albo przeznaczony do obserwacji obiektów ziemskich ... albo łaczący w sobie dowolną kombinację wspomnianych cech. Użycie terminu "luneta" do 102cm refraktora z obs. Yerkesa razi archaicznością.

Temat dla początkujących niech wykażą się zawodowcy

żadne wydawnictwo typu "słownik języka polskiego" nie nadąża za rozwojem polszczyzny, szczególnie jeśli idzie o terminologię techniczną i naukową. Nawet tak peryferyjny język jak polski zmienia się dość szybko. We wspólczesnej polszczyźnie termin "luneta" to jednak instrument optyczny albo dawny, albo nieduży albo przeznaczony do obserwacji obiektów ziemskich ... albo łaczący w sobie dowolną kombinację wspomnianych cech. Użycie terminu "luneta" do 102cm refraktora z obs. Yerkesa razi archaicznością.



Mam wrażenie, że dyskusja staje się nieco akademicka. Ale skoro twierdzisz, że słowniki nie nadążają za rozwojem polszczyzny to podaj mi jakieś źródła z Internetu, które poprą Twoją wypowiedź. Może wtedy mnie przekonasz

Ja doskonale wiem, że w astronomii profesjonalnej, a nawet tej amatorskiej, częściej stosuje się określenie refraktor, czy nawet teleskop (soczewkowy), ale nie uważam, że ktoś kto nazwie refraktor o średnicy 102 mm lunetą popełnia błąd. Rozumiem zaś, że Ty uważasz to za błąd.

Co więcej sądzę, że gdybym postawił na ulicy instrument zaproponowany przez Ignisdei - SK1021 EQ3-2 - i nazwany przez niego "typowa luneta", to właśnie większość osób nazwałaby go lunetą, w drugiej kolejności teleskopem, a dopiero na końcu refraktorem.

Paulina - co do propozycji instrumentu to proponuję:

1) Maksutow 102 mm - jeżeli cenisz sobie poręczność
2) Newton 150 mm, jeżeli chcesz zobaczyć więcej, a wydać mniej

3) Newton 200 mm pod warunkiem, ze masz starszego brata

"Duenna" w języku polskim?

----- Original Message -----

Sent: Wednesday, January 07, 2004 6:16 PM
Subject: "Duenna" w języku polskim?

| W dawnych tekstach angielskich (i we współczesnych stylizacjach) pojawia
się
| często słowo "duenna" oznaczające starszą kobietę towarzyszącą młodej
damie.
| Stanisławski tłumaczy ten wyraz jako "duenna <dogena". I tutaj jest pies
| pogrzebany.

| Czy ktoś może potwierdzić, że słowo "duenna" (lub "dogena") jest używane w
| języku polskim w takiej właśnie postaci? W żadnym z moich słowników
(języka
| polskiego, wyrazów obcych itp.) nie znalazłem bowiem ani słowa "duenna",
ani
| "dogena".

| Oczywiście, zawsze można to przełożyć jako "opiekunka", "bona" czy (bliżej
| naszym czasom) "guwernantka" lub "przyzwoitka". Ale skoro istnieje i
funkcjonuje
| archaiczne słowo "duenna", to nie widzę powodu, dla którego nie miałbym go
| wykorzystać.

| Bukary

Wiesz powód chyba jednak jest... nie wiem, czy ktokolwiek będzie wiedział o
co chodzi, a chyba jednak tworzysz ten przekład dla ludzi, chyba że
zamieścisz przypis i tam to wyjaśnisz. Ja nie znam tego słowa.


Zastanawiałem się nad tym. Jeśli to słowo istnieje w jakimś słowniku i ma
odpowiedni zakres znaczeniowy, to go jednak zostawię. Występuje w sąsiedztwie
synonimów, więc nie powinno być większych problemów z jego zrozumieniem.
"Opiekunka" czy "bona" to jednak nie do końca to samo, co "duenna'. Najlepsza
byłaby "przyzwoitka", ale to słowo ma teraz żartobliwe zabarwienie, więc...

Bukary

"Duenna" w języku polskim?


W dawnych tekstach angielskich (i we współczesnych stylizacjach) pojawia się
często słowo "duenna" oznaczające starszą kobietę towarzyszącą młodej damie.
Stanisławski tłumaczy ten wyraz jako "duenna <dogena". I tutaj jest pies
pogrzebany.

Czy ktoś może potwierdzić, że słowo "duenna" (lub "dogena") jest używane w
języku polskim w takiej właśnie postaci? W żadnym z moich słowników (języka
polskiego, wyrazów obcych itp.) nie znalazłem bowiem ani słowa "duenna", ani
"dogena".

Oczywiście, zawsze można to przełożyć jako "opiekunka", "bona" czy (bliżej
naszym czasom) "guwernantka" lub "przyzwoitka". Ale skoro istnieje i funkcjonuje
archaiczne słowo "duenna", to nie widzę powodu, dla którego nie miałbym go
wykorzystać.


Jeszcze uzupełnię z Kopalińskiego (Słownik mitów i tradycji kultury):
Duenna, ang. z hiszpańskiego duena, starsza kobieta służąca jako
guwernantka i towarzyszka młodych dam w rodzinach hiszpańskich i
portugalskich. Opera komiczna (1775) Richarda B. Sheridana z muz.
Thomasa Lindleya seniora i juniora. Don Jerome, wybuchowy i uparty
ojciec, zdecydował, że jego córka Luiza poslubi młodego i brzydkiego
Żyda Izaaka; ona jednak kocha Antonia. Jerome odkrywa, że duenna jest
łączniczka między Luizą i Antoniem, oddala więc duennę i zamyka Luizę;
ta wymyka się z domu w przebraniu duenny, pozostawiając ją w swym
pokoju. W końcu Izaak poslubia duennę, a Luiza Antonia.

Zaręczyny w klasztorze, ros. Obruczenije w monastyrie (Leningrad 1946,
wyst. pol. Bytom 1966)Sergiusza Prokopiewa, libtretto kompozytora wg
Sheridana.

Ufff... ;) W każdym razie -  wyraz jest w użyciu, choć rzadkim :)

zzuć PL-EN


| Hmm, czego nie robią?


Nie oznaczaja "put off" ajko archaizmu.

Jasne. Podobnie z polskim (przy zachowaniu proporcji oczywiście) - jest to
język ojczysty osób mówiących na co dzień gwarą podhalańską lub śląską,
częsci Polaków urodzonych np. w Chicago, polskojęzycznych mieszkańców Litwy
czy Bukowiny. I może się zdarzyć, że w ich odmianie polskiego zachowało się
coś, co wyszło z codziennego użycia w języku wykształconych Polaków, języku
polskiego radia, telewizji, prasy, literatury itp. (czyli tego, co się
określa mianem standardowej współczesnej polszczyzny). Nie zmienia to
faktu,
że z punktu widzenia polszczyzny standardowej oraz większości Polaków będą
do archaizmy.


Hmmm... Chyba sie nie rozumiemy..
Jak dobrze rozumiem, porownujesz narodowe odmiany jezyka angielskiego  do
gwar poslkich, tak?  W jezyku polskim jest istotnie standardowa polszczyzna
i przyklady prze Ciebie przytoczone istotnie sa jej odminami, choc nie
zawsze staja sie archaizmami (trzeba spelnic nico wiecej warunkow niz
nalezenie do jakies gwary by byc klasyfikowanym jako archaizm :-)))

Natomiast nie ma czegos takiego jak "standardowy angielski."  
Jest "stanadardowy angielski brytyjski" jak i  stanadardowy angielski
amerykanski, nowozelandzki, australijski a takze w Belize, w wielu krajach
karaibskich, etc., slowem tam, gdzie jezykiem urzedowym czy oficjalnym
jest "lokalny angielski."   A pomijam juz kraje, w ktorych angielski jest
jezykiem scalajacym narod (Filipiny, subkontynent indyjski) czy po prostu
jezykiem powszechnie uzywanym (Indonezja, Malezja, etc.)  Roznice pomiedzy
tymi jezykami sa znacznie glebsze niz "gwara"  - sa to jezyki czesto
zupelnie inne semantycznie nie mowiac juz o takich drobnostkach jak
skladnia, wymowa i ortografia.  A pomijam tutaj "Pidgin English" czy jego
odmiany "creole."

Stad slowniki angielskie (a szczegolnie dwujezyczne...), ktorych uzywasz w
europo-centrycznej Europie sa czesto niereprezentatywne, ba glupawe nawet, w
wielu krajach. (Podobnie zreszta jest z jezykiem hiszpanskim.)

Wracjac do "put off" zareczam Ci, ze w USA archaizmem w znaczeniu "rid
oneself of" to to nie jest.  Prawda, zdecydowanie przegrywa z 'take off' i
takimi tam, ale jest w codziennym uzyciu zarowno wsrod "yntelygencji" jak i
wsrod ludzi niezbyt wyksztalconych...

jeszcze o naszym naturalnym satelicie

| Witam
| Wiem ze i to moze okazac sie oczywiste ale w szkole nie mialem...
Laciny???
| Nasz ksiezyc to "Ksiezyc" - inne to "ksiezyce".
| Ale skad pochodzi ta nazwa - w ciemno powiedzialbym ze Lacina ale...

i o odpowiedz na to pytanie prosimy zwlaszcza sandre :))))


A którą, bo ja widzę swoje (?) imię (?) pisane małymi literami.  :-)

btw lacine mialem na studiach - spox jezyk -


Do polskiego już takiego sentymentu u Ciebie nie widzę.  :-))

ale nie sadze zeby wyraz "Ksiezyc" pochodzil z laciny :)


Z łaciny to mamy Luna - już o tym było.
Współcześnie (w praktyce) w Polsce ta nazwa nie jest używana.
Mi się też tak nie wydaje, a w staropolskim to był raczej Miesiąc.
Jak będę czegoś pewna napiszę więcej na razie polecam
słownik etymologiczny języka polskiego.

| BTW: prosze zobaczyc jak wiele jest tekstow w necie gdzie nasz(!)
Ksiezyc to
| ksiezyc...


Hi Hi w końcu nasz Księżyc to też księżyc. Przed Kopernikiem
mógł być co prawda uważany za planetę ale to stare czasy.  :-)
Na źródła w necie to bym się tak łatwo nie powoływała,
każdy sobie może zrobić stronkę i wypisać bzdury.

no bo tylko w astrobiznesie piszemy z duzej. humanisci pisza z malej
i to juz ich problem.


Skoro nie używasz dużych liter to też jesteś humanistą   :-))
Dlaczego w takim razie piszesz w 3 osobie ?

Pozdrawiam
Karol


I do tego niekonsekwentny humanista  :-))

A propos dużych liter to np. Grecy ich nie znali i jest to wymysł Rzymian
(opinia zasłyszana więc nie będę jej bronić jak niepodległości)   :-))

Rzec



| rzec
| rzeczę / rzekę
[...]
| Jaja są zakopane gdzie indziej. W 'Małym słowniku odmiany wyrazów
[...]
| i stąd powinno być:
| rzeknę

Nie wiem, czy w jakis sposob pomoze doswiadczenie z czeskiego. W
odroznienu od polskiego, w czeskim jest slowo "říct" wciaz bardzo
powszechne, tak jak w polskim "powiedziec". Jest to czasownik
dokonany.
Forma niedokonana brzmi "říkat" i znaczy "mowic".

Odmiana
říct:
já řeknu (powiem)
ty řekneą (powiesz)
on, ona, ono řekne (powie)
my řekneme (powiemy)
vy řeknete (powiecie)
oni řeknou (powiedza)

říkat:
já říkám (mowie)
ty říkĂĄą (mowisz)
on, ona, ono říká (mowi)
my říkáme (mowimy)
vy říkáte (mowicie)
oni říkají (mowia)


Bardzo ciekawe informacje o bratnim języku!
W polszczyźnie współczesnej jest słowo orzekać (ndk., mające czas
teraźniejszy),
związane jeszcze częściowo z wypowiedzią, ale głównie specjalistyczną -
medyczną lub sądową.
Koniugacja jest uderzająco zbieżna z czeską (říkat):

orzekam
orzekasz
orzeka
orzekamy
orzekacie
orzekają

Podobnie zachowują się i inne czasowniki niedokonane,
pochodzące zapewne od jakiegoś niewystępującego teraz w języku
OGÓLNOPOLSKIM "rzekać",
takie jak wyrzekać (się), narzekać, zrzekać (się), ponarzekać.
Czeski widać zachował w sobie to słowo podstawowe (říkat - rzekać), a
polski - nie.
Natomiast forma dokonana występuję w obu językach (říct - rzec,
powiedzieć), a koniugacje są bardzo podobne,
powiedziałbym - identyczne:

řeknu         rzeknę
řekneą         rzekniesz
řekne     rzeknie
řekneme         rzekniemy
řeknete         rzekniecie
řeknou         rzekną

Być może w dialektach polskich "rzekam" jest jeszcze gdzieś ciągle żywe
i dlatego wskazywane w poprzednich wypowiedziach formy czasu
teraźniejszego rzekę/rzeczę i opory przed ocenami słowników,
które czasownikowi "rzec" dają tylko aspekt dokonany, a więc uznają tym
samym, że nie ma czasu teraźniejszego.

Nie wiem, czy stary polski odpowiednik slowa "říkat" nie
przeksztalcil
sie we wspolczesne polskie "rzygac"... ;-).


 Tu mi serce nie podpowiada, a głowa nic nie wie... Wyrazy miewają
jednak w swym rozwoju przeróżne wolty!

"Kontrol" czy "kontrola"?

Argenum:

Pozwoli pan, że przypomnę pańskie słowa:
Co do (b), to ja na początek proponuję
jako analogie takie słowa:
  -- metr, metra;
  -- łotr, łotra;
  -- Piotr, Piotra.


Gdy to pisałem, nie byłem jeszcze świadom, że ,,poprawne'' oznacza z
samej definicji ,,występujące w jakimś tam słowniku''.  Na podstawie
tych analogii próbowałem ustalić, czy są powody dla wpuszczenia formy
,,swetr'' do codziennego użytku.  Interesował mnie język a nie
półświatek poprawnościowy czyli słownikowy.

Argenum:

Akurat fakt uciekania przed gwarami (w przypadku wyrazu sweter)
został udowodniony przez językoznawców.


To znaczy co zostało udowodnione?

Argenum:

Czy będzie też pan bronił ludzi mówiących kontrol, perfum, w
Zakopanym... ?


To jest za dużo pytań na raz.  Jeśli się skupię na poważnym bronieniu
jednego, to już mnie nie starczy na bronienie innego, nawet jeśli na
obronę zasługuje.

Nie mam pojęcia, jak bardzo i wśród jakich ludzi rozpowszechniona jest
,,kontrol'' ani jak oni ją odczuwają.  Bywa, że ludzie jakoś mówią,
ale na wyraźnie zadane pytanie odpowiadają, że powinno się mówić
inaczej -- wtedy taką formę należy uznać za potoczną.

,,Perfum'' nigdy nie słyszałem; natomiast słyszałem ,,perfuma''.
Wydała mi się równie dobra jak ,,perfumy''.  Właściwie nie bardzo
rozumiem, dlaczego ten płyn obcego pochodzenia miałby w języku polskim
występować tylko w liczbie mnogiej.

,,W Zakopanym'' -- język chyba idzie w tą stronę, to znaczy wrogowie
takiej odmiany wymierają.  Podobne zjawisko jest szczególnie widoczne
w nazwach województw, dla których odmiany z /e/ (np. ,,w Pomorskiem'')
potrzebna jest tak zawiła egzegeza, że zwykły posiadacz języka
polskiego nigdy jej nie chwyci.

Lud odczuwa ,,Zakopane'' jako przymiotnik (ew. imiesłów
przymiotnikowy) i odmienia je jak przymiotnik.  Na to się trzeba
zgodzić, bo rzeczownikowa odmiana prowadziłaby do dziwacznego
miejscownika ,,w Zakopanu'', tak jak ,,w polu''.  Pozostaje tylko
kwestia, czy dać archaiczną końcówkę /em/ czy współczesną /ym/ -- ,,w
ładnem miejscu'' czy ,,w ładnym miejscu''.  Archaizowanie języka
współczesnego nie ma (moim zdaniem) przyszłości.  Ale za to miało
piękną przeszłość, która się nie wróci.

 - Stefan

Holo?aust

Rafał:

Gdy Strażnik Czasu ogłosił 29 Jun 2001 13:52:50 +0200,

| A teraz mamy Jedwabne. Dużo jest w mediach na ten temat
| i nie zauważyłam, żeby ktoś choćby się zająknął, że to był
| rzeczywiście prawdziwy holokaust - co świadczy o tym,
| że w ogóle nie kojarzy się tego słowa z ogniem, tylko ogólnie
| z zagładą, eksterminacją.

Ja zaś nieśmiertelnie zapytam: a z czym Ci się kojarzy "bielizna"?

Owszem, fajnie jest poznawać łacinę, grekę, być w stanie wskazywać
etymologię itp. itd. Ale nic poza "fajnie". W języku polskim
"holocaust" po prostu _znaczy_ "zagłada". Nikt, kogo to nie interesuje
_dla samego zainteresowania_, nie ma obowiązku wiedzieć o tym słowie
czegokolwiek więcej.


Znowu do nieobecnego, ale chyba po powrocie przeczyta (przez
2 dni miałam utrudniony dostęp do domowego komputera).
To, że przyjęło się "holokaust"  traktować jako synonim
"zagłady", mnie nie przeszkadza. Taki proces jest normalny.
Wspomniałam o tym jedynie po to, żeby wykazać, że pisownia
z "c" wzięła się z ignorancji (a ta już mi przeszkadza), bo
w publikacjach o Jedwabnem nie znalazłam nawet aluzji
do pierwotnego znaczenia tego słowa.

Co zaś do "c"/"k"; "Słownik współczesnego języka polskiego" podaje
"holocaust", a hasło kończy notką "<łac. z gr.". ZTCW w łacinie nie
ma literki "k", prawda? A wszystko przypisuje się przebrzydłemu
angielskiemu. A tym czasem to przebrzydła łacina. Wobec niej zaś
wszyscy są przecież bardziej łaskawi i na przykład o "kasusach" pisać
nie chcą.


Gdyby nawet z łaciny (w co wątpię, bo po co), to
"holocaustus". Jeśli zaś bez końcówki "us", czyli w formie
spolszczonej, to niezależnie od greki powinno być "k"!!

czasów pisało się właśnie z "k" .

I na koniec: a mnie jest wszystko jedno. Równie mi się "holocaust" co
i "holokaust" podoba.


Mamy wszak wolność myśli i nie każdy uzytkownik języka musi
dzielić włos na czworo.
Dopóki nie tworzysz prawideł i ich nie narzucasz, wolno Ci myśleć,
co chcesz.

--
Rafal 'Negrin' Lisowski


penna                                   

Język literacki, potoczny, mówiony....


Miałem ostatnio problem, natury ehm, językowo-towarzyskiej - a może
towarzysko-językowej, sam już nie wiem. Na cotygodniowym spotkaniu
z przyjaciółmi w trakcie luźnej rozmowy doszło do sporu, jakim językiem
w czasie tej rozmowy się posługujemy. Bo to, ze mówimy po polsku,
to raczej dość oczywiste. Ale w pewnym momencie nieszczęśliwie (?)
powiedziałem, że rozmawiamy językiem *potocznym*, na co usłyszałem,
od Wielce Szanownej Gospodyni, ze jej ubliżam straszliwie, bo Ona
posługuje się językiem literackim...


Ma Pan rację, ja też bym się zbyt kurczowo nie trzymał definicji. Jeśli
nawet Państwo prowadzą cotygodniowe a nie codzienne rozmowy (jakże miły
i godny propagacji zwyczaj), to dalej ich język można nazwać potocznym.
W czasie dyskusji z PT Gospodynią może się Pan nawet w ostateczności
posłużyć Słownikiem Języka Polskiego (i to na dwa sposoby, bo gruba to
książka i w twardej oprawie).

W toku dalszej dyskusji okazało się, że ja też używam w swobodnej
rozmowie języka literackiego, tylko najwidoczniej  do tej pory nie
miałem o tym zielonego pojęcia.


Zasugerowano Panu, że nie wie co mówi? A to dobre! Nie bywam zapraszany
do Państwa na spotkania, więc jako świadek na nic się Panu nie zdam.
Kiedy jakiego użył Pan języka, tego nie wiem. Na pocieszenie rzec mogę
tylko tyle, że i mnie się czasem zdarzyło na drugi dzień nie pamiętać
co na spotkaniu towarzyskim mówiłem. Mogło tak być (choć mało to
prawdopodobne), że w miejsce języka potocznego użyłem mowy, którą znam
tylko z polskiej literatury współczesnej, a której w dobrym towarzystwie
używać się nie godzi.

No to poproszę o wyjaśnienie, najlepiej precyzyjne i z odnośnikami do
wiarygodnych (co najmniej habilitowanych ;-) ) źródeł, bo nawet gdybym
przypadkiem ja miał rację w tym sporze, to i tak moja Koleżanka
(humanistka) mnie (technicznemu) ani na słowo, ani tym bardziej na
piękne oczy nie uwierzy


Starałem się precyzyjnie, ale mnie nie zawsze to wychodzi. Nie wiem też
czy źródła, które podałem, są wystatczająco habilitowane. A że ma Pan
rację, to widać. (W piękne oczy muszę uwierzyć na słowo.)

Serdecznie pozdrawiam
-- Jarek

Przymiotnik od nazwy państwa.


Ja:

| A nie rozumiesz Słowaków lub Ukraińców?

Kamila Perczak:

| Ni czorta. Muszę się domyślać, o co im chodzi, a między "domyślać
| się" i "rozumieć" jest przepaść.


No właśnie. Może czasem tylko się wydaje, że się rozumie ;-)

Kamila Perczak:

| Pewnie dlatego kaszubski ma status odrębnego języka :-).

A ma?  Nie dialektu tylko języka?


Tak gdzieś od co najmniej stu lat. (Z przerwą w niektórych krajach i
okresach mającą podłoże polityczne.)

 Na moje ucho, ale tylko na ucho bez
żadnych głębszych studiów, nie jest trudniejszy do zrozumienia dla
posiadacza szkolnej polszczyzny niż góralski czy śląski.


Zapominając na chwilę o "kryterium armii i marynarki wojennej" (którego
kaszubski zresztą nie spełnia), o odrębności decydują mniej względy
zrozumiałości, a więcej względy "głębsze" (choć nie wiem, czy wtedy
ukraiński by się ostał :-) ). O ile słownictwo i parę przesunięć
fonetycznych gwar góralskich i śląskich w stosunku do standardu
polskiego może być porównywalna z kaszubskim, o tyle kaszubski ma chyba
więcej cech fonologicznych (może i innych, ale nie wiem, więc nie piszę)
odmiennych od polszczyzny. Zwłaszcza, że z dużego niegdyś dialektu
śląskiego (znanego w pewnych kręgach jako Wasser Polnisch czy jakoś tak)
zostały tylko najbardziej zmałopolonizowane gwary górnośląskie. W tej
chwili więc gwary śląskie mniej się czasem różnią (pomijam słownictwo,
bo to rzecz najbardziej przelotna) od gwar zachodniej i południowej
Małopolski (np. niezmiękczające "i", mazurzenie) niż te od gwar
wschodnio- i północnomałopolskich. Moim niekompetentnym zdaniem - może
to, czym posługiwali się mieszkańcy Wrocławszczyzny kilkaset lat temu
mogło uchodzić za odrębny język, ale to, czym mówią współcześni
Katowiczanie to prawie że odmiana dialektu małopolskiego...

Czy jeśli kaszubski jest odrębnym językiem, to Kaszubi są odrębnym
narodem?


To jest rzeczywiście ciekawe, bo z tego, co widzę, to Kaszubi posiadają
odrębny język, ale niespecjalnie chcą wyróżniania się z narodu
polskiego, a (polscy) Ślązacy własnego języka nie posiadają, ale za to
posiadają silniejsze poczucie odrębności :-)

 - Stefan


pzdr
piotrek

root - czy to sluszne ?

Paweł Kot said:

| "wiem" co rozszyfrowuje!
| Tym "wiem" jest właśnie "rozkład prawdopodobieństwa położenia danych liter w zdaniu"
Okej. Skoro jesteśmy przy praktycznym zastosowaniu. Nie wiem, więc się
pytam: czy istnieje taka statystyka dla dowolnego języka? Jak mniemam to
musi być wybitnie sformalizowany język. Pewnie dodatkowym atutem jest, gdy

rozkład. Ale czy istnieje taka statystyka dla jakiegoś języka? Jeśli tak, to
gdzie można ją obejrzeć i poznać metodologię jej tworzenia?


polecam link:
http://www.fortunecity.com/skyscraper/coding/379/lesson1.htm
- trochę o klasycznej kryptografii, oraz dużo informacji o cechach
  statystycznych języka angielskiego.

podstawowe cechy statystyczne dla dowolnego języka jest dosyć łatwo
określić, wystarczy trochę tekstów źródłowych w tym języku. natomiast
bardziej szczegółowe statystyki stworzymy dopiero dokładniej poznając
jego słownictwo i gramatykę. prosty przykład:
w angielskim bardzo charakterystyczne są wyrazy, w których litery obok
siebie powtarzają się, np: liTTle, swiMMing, rOOt, itp. teraz mając do
rozszyfrowania wyraz, który np. taką samą 3 i 4 literę, można
określić bardzo mały zbiór prawdopodobnych rozwiązań. z kolei w j.
polskim takie coś kompletnie nie istnieje...

swoją drogą, jakiś czas temu stworzyłem takie proste statystyki dla j.
polskiego. są dostępne pod adresem: http://tri10o.republika.pl/stat.html

tam też jest odpowiedź co do wpływu różnych slangów na ogólną statystykę
języka. porównanie cech statystycznych polskich tekstów ze średniowiecza
(bogurodzica), późniejszych wieków (różne lektóry), oraz kilku tekstów
współczesnych wykazało raczej niewielkie różnice (rzędu ~0.5%)

Dla szukających taniego laptopa :)


Złodzieja definiuje kodeks karny i nie widzę powodu dla
zmiany tej definicji.


Bzdura, kodeks karny nie jest wyrocznią. a ty zachęcaniem do
złodziejstwa nazywajac to nie złodziejstwem jestes szkodnikiem i
staropolskim  "zło-dziejem"

Rodzimy przymiotnik zły będący kontynuantem prasłowiańskiej formy *zъlъ
często stawał się podstawą słowotwórczą wyrazów złożonych. Przykładem
takiego złożenia jest interesujący nas rzeczownik złodziej (*zъlъ-dĕjъ).
Drugi człon jego budowy – dziej też ma ogólnosłowiański charakter, a
jego obecność w języku polskim poświadczają chociażby takie leksemy jak
czarodziej, kołodziej czy staropolski wyraz bartodziej (‘zajmujący się
ulami’). Słowo złodziej początkowo wskazywało na osobę, która czyni źle,
a więc było synonimiczne wobec wyrazu złoczyńca. Od XIV wieku, jak pisze
A. Brückner, sens omawianego leksemu wzbogacony zostaje o znaczenie –
‘ten, który kradnie’ (Słownik etymologiczny języka polskiego). Obok
wyrazu złodziej w polskich tekstach odnaleźć można również takie formy
wyrazowe jak: złodziejca, złodziec (Słownik staropolski), złodziejek,
złodziejczyk, złodziejaszek (S. B. Linde Słownik języka polskiego).
Interesujące jest także słowo nazywające więzienie dla złodziei,
złoczyńców, łotrów – złodziejarnia (tamże). Zmianę znaczeniową leksemu
złodziej bardzo dobrze ilustrują definicje słownikowe jego sensów.
Słownik staropolski podaje, iż złodziej to po pierwsze ‘łotr,
przestępca, złoczyńca’, a dopiero po drugie ‘ten, kto kradnie, grabi’.
Współczesne słowniki języka polskiego znaczenie tego rzeczownika ujmują
zwykle jako określenie ‘tego, kto kradnie; tego, kto dopuścił się
kradzieży’ (Słownik języka polskiego pod red. M. Szymczaka). Wyrazowi
złodziej o znaczeniu ‘ten, kto czyni zło’ przeciwstawiany był leksem
dobrodziej, czyli ‘ten, kto czyni dobro’. Antonimię tych słów ilustruje
przykład podany przez Lindego: Pókiś mi dobrze czynił zwałem
dobrodziejem, jakeś mi złość wyrządził, zowię już złodziejem. A.
Bańkowski podkreśla rodzime pochodzenie składowych członów słów
dobro-dziej : zło-dziej, a ze względów semantycznych zalicza te wyrazy
do przekładowych terminów religijnych, por. łac. bene-factor :
male-factor, bene-ficus : male-ficus; gr. agatho-poiós : kako-poiós,
agatho-ergós : kako-ergós (Etymologiczny słownik języka polskiego, t. 2).

Konferencje

Właśnie zauważyłam, że koledzy z polonistyki mają coś w rodzaju konferencji studenckiej w niedzielę, 4 grudnia. To raczej nie moja bajka, ale może kogoś zainteresuje.

Sesja naukowa w 5 rocznicę powstania Językoznawczego Koła Naukowego Uniwersytetu Warszawskiego Z języka wszystko pochodzi... Warszawa, 4 grudnia 2005 roku, Wydział Polonistyki sala nr 37

Program znajduję się tutaj , ja tylko przytoczę tematy referatów:

    Działalność instytucji kodyfikujących współczesne języki — czeski, górnołużycki i litewski

    Zapożyczenia leksykalne w sytuacji wielojęzycznosci (ukrainizmy i rusycyzmy w mowie polskiej wsi na Podolu)
    Możliwości komunikacyjne dzieci z autyzmem

    Rozumienie pojęcia DOM w zgromadzeniach zakonnych (na przykładzie badań ankietowych w zgromadzeniach sióstr urszulanek i księży salezjanów)

    Co teksty prasowe mówią o wartościach — analiza aksjologiczna artykułów społecznych tygodnika Polityka
    Ewolucja definicji leksemu ŚWIATŁO w słownikach języka polskiego II połowy XX w.

    Prawy foka szot wybieraj, czyli rzecz o języku żeglarzy śródlądowych

    Przykładowe metafory 'miłości' w tekstach Jeremiego Przybory — ujęcie kognitywne

    Elementy morfologii w Polskim Języku Migowym

    Opis programu "Kolokacje" i możliwości jego wykorzystania

    Polak potrafi ... — wykładniki aweryfikowalności zdań w tekstach propagandowych (na przykładzie artykułów publikowanych w Trybunie Ludu)

    Homonimia wewnątrzparadygmatyczna rzeczowników czeskich i polskich a homonimia składniowa


Pozdrawiam,

Asia Z

Kobity! Co my o nich wiemy?

Cóż... kobieta to nie tyle istota co zjawisko. Uważam jednak, że bardzo ciekawe. Myślę, że powinni być badacze kobiet. Specjalny zawód dla nich trzeba stworzyć - 'donnograf' (od 'donna' - kobieta i 'grafos' - opisywać). Pasuje? Byłaby to odmiana psychologii. Wtedy możnaby całe życie poświęcić na badanie tego zjawiska.
Kobieta sama w sobie jest dośc dziwna. Często sama siebie nie rozumie. Ale ogólnie to bardzo poczciwe stworzenia. Choć owszem zdarzają się wyjątki, które tę regułę tylko powterdzają. Wszystko, co stworzy kobieta jest piękne - czy to rysunek, czy wyhartowana chusteczka, czy oszlifowany kamień, czy układ taneczny, czy cokolwiek innego - kobieta to współczesny elf - zakochana w sztuce i magii świata obecnego. Kobieta potrafi odnaleźć i wyciągnąć z chwili tego, czego nie zauważa mężczyzna. Kobieta jest bardziej skłonna do refleksji, zna więcej uczuć (nie zgadzam się z Tobą, Kambiumie) i umie nimi doskonale manewrować.

A teraz z punktu widzenia nauki. Jak to określił jeden z psychologów: 'kobiety mają wiecej połączeń nerwowych między obiema półkulami mózgowymi, dlatego są bardziej skomplikowanym urządzeniem od nas - mężczyzn'.

Niektórzy mówią - w każdym języku oprócz języków słowiańkich, mężczyna i człowiek są tym samym (przyłady: angielski: man; włoski: uomo; francuski: hommo). Kobieta zaś to co innego (przykłady: angielski: woman; włoski: donna; fr: femme). Może coś w tym jest? W końcu kobieta została stworzona z mężczyzny, by jemu pomagać i by jemu rodzić dzieci. Od wieków było tradycją, że kobiety w domu były i pomagały mężczyznom, podczas gdy ci ostatni pracowali na utrzymanie. W hisotrii polskiej (jak i w wielu, wielu innych) urząd króla był przeznaczony dla mężczyn (wyjątek stanowi Jadwiga, choć nie do końca swierdzo autentyczność jej płci :P).

Zajrzawszy do słownika ortograficznego języka polskiego, zobaczyłem, że bezpośrednio z 'mężczyzną' sąsiaduje 'mężatka'. Z 'kobietą' zaś 'kobierzec'. Ostatni wyraz 'kobieto-podobny' to 'kobitka', w sąsiedztwie której znajduje się 'kobold'. Jak to rozumieć? Interpretację pozostawiam wam :P

--
[color=darkgreen][i]Nadzieja ma skrzydła, przysiada w duszy i śpiewa pieśń bez słów, która nigdy nie ustaje, a jej najsłodsze dźwięki słychać nawet podczas wichury. [b]Emily Dickinson[/b]
Podaruj mi, Panie, moc widzenia: w każdej róży - wdzięczności; w każdym pąku - nadchodzacego dnia; w każdej śnieżycy - obietnicy wiosny; w każdej burzy - uśmiechającej się do mnie tęczy! [b]Virginia Wuerfel[/b][/color]

Japoński

Każde zdanie wypowiadane w jednym ciągu. Poszczególne słowa brzmiące jak komendy


Otóż to. Ale dla usprawiedliwienia japończyków trzeba powiedzieć, że oni takiej "nijakiej" intonacji nie rozumieją w ten sposób co europejczycy, i na pewno chętnie z toba rozmawiali. Ich akcent (mówię o słowach) i intonacja (na poziomie zdania) jest pozbawiona prominencji, i dlatego. Trudno się tego nauczyć. Co do studiów, oczywiście jest u nas przy UW japonistyka (kierunek orientalistyka) - zdaje się pięcioletnia magisterka. I jeśli sie mylę wykłady prowadzą tacy specjaliści jak Prof. dr Wiesław Kotański i prof. dr hab. Mikołaj Melanowicz.

Żeby się dostać musisz jednak znać angielski: czeka cię egzamin na poziomie CAE, test z gramatyki języka polskiego (maglują jak studentów filologii polskiej - pytają o wszystko). Potem rozmowa kwalifikacyjna: musisz wykazać się wiedzą na temat praktycznie wsyzstkiego co dotyczy Japonii - historia, kultura, religia, literatura, sztuka itd. plus orientować się w przekladzie literatury na polski dodatkowo mieć wiedzę na temat sytuacji politycznej, gospodarczej, ekonomicznej. Oprócz tego mogą pytać o wiedzę ogolną a więc o wszystko. W 2004 było w zaokrągleniu 24 osob na 1 miejsce.

Popatrz tutaj: http://www.orient.uw.edu.pl/~japonistyka/

Jeszcze jest UAM w Poznaniu (orientalistyka) i Akademia Polonijna w Częstochowie.
Więcej o Katedrze Orientalistyki w Poznaniu:
http://elex.amu.edu.pl/ects/neo/pol/ko-rp1.htm
Lista Przedmiotów na pierwszym roku Praktyczna nauka języka japońskiego, Nauka pisma japońskiego, Gramatyka opisowa języka japońskiego, Wstęp do japonistyki, Historia Japonii, Język rosyjski, Język indoeuropejski - język angielski, Wstęp do językoznawstwa Logika, Filozofia współczesna, Wychowanie fizyczne i tak dalej i tak dalej.

Co warto przeczytać? Ano jest tego trochę, np.:
Estetyka japońska : antologia / red. Krystyna Wilkoszewska.
Ian P. McGreal Wielcy myśliciele Wschodu.
Wiesław Kotański W kręgu shintoizmu.
Mikołaj Melanowicz Literatura japońska. T. 1-3.
Ewa Pałasz-Rutkowska, Katarzyna Starecka Japonia.
Jadwiga Rodowicz Pięć wcieleń kobiety w teatrze no.
Jolanta Tubielewicz Historia Japonii.
Jolanta Tubielewicz Mitologia Japonii.
Jolanta Tubielewicz Słownik kultury Japonii.
Jolanta Tubielewicz Japonia zmienna czy niezmienna?

A dalej jest ciekawiej bo musisz wziąć się obowiązkowo za drugi język orientalny: chiński, tamilski, koreański ...
Ciekawe studia.

Kupię/Sprzedam książki - TEMAT ZBIORCZY

Sprzedam:

Matematyka:
I klasa - zbiór zadań + podręcznik
II klasa - zbiór zadań + podręcznik
III klasa - zbiór zadań + podręcznik + podręcznik do analizy mat.
Wydawnictwo OE: Kłaczkow, Kurczab, Świda
Do książek dołączam atrakcyjne bonusy

Język polski:
I klasa - "Przeszłość to dziś", cz. I + cz. II, Mrowcewicz
II klasa - "Przeszłość to dziś", cz. I + cz. II, Nawarecki, Siwicka, Paczoska
Wydawnictwo Stentor

Poradniki:
"Powtórka z motywów" + "Powtórka z epok cz. 1" + "Powtórka z epok cz. 2" + "Powtórka z lektur"
"Jak napisać maturę z języka polskiego cz. 1 + cz. 2"
Biblioteczki opracowań: "Biblia, Stary Testament", "Fraszki, Pieśni, Treny", "Jądro ciemności", "Zbrodnia i kara", "Wesele", "Chłopi", "Przedwiośnie", "Potop"
Opracowania Greg: "Romantyzm" x2, "Polska literatura współczesna po 1956r. i literatura światowa", "Antyk, średniowiecze, renesans"
Skrypt: "Opracowania lektur dla liceów"

Język angielski:
Longman: New Opportunities Pre-Intermediate (niebieska): ćwiczenie + podręcznik
Longman: New Opportunities Intermediate (zielona): ćwiczenie + podręcznik
Longman: Repetytorium + Testy
Express Publishing: Matura Companion - pisemny + ustny + struktury leksykalno-gramatyczne

Podstawy przedsiębiorczości:
Podręcznik + ćwiczenie (uzupełnione, ale może komuś się przyda ) - Biernacka, Korba, Smutek
Wydawnictwo Operon

Język niemiecki:
WSiP: "Alles klar 2a" - Podręcznik z ćwiczeniami
LektorKlett: "Passwort Deutsch 1" (niebieska): podręcznik + ćwiczenie
LektorKlett: "Passwort Deutsch 2" (zielona): podręcznik

Geografia:
WSiP: "Zarys wiedzy o Ziemi cz. 1, rozsz." - Podgórski, Marszelewski, Becmer
Demart: "Zadania na mapach konturowych" (tylko trochę uzupełnione ) - Domachowski, Młynarczyk, Pelle
Demart: "Atlas geograficzny Polski"
Operon: "Testy dla maturzysty; Matura 2007, podst. + rozsz." - Plandowska, Siembida, Zaniewicz

Wiedza o kulturze:
WSiP: "Podręcznik podst. + rozsz." - Chymkowski, Dudzik, Wójtowski

Wiedza o społeczeństwie:
ZamKor: "Podręcznik podst." - Pilikowski

Przysposobie obronne:
Operon: Ćwiczenie (uzupełnione, ale może się komuś przyda )

Stan książek w większości bardzo dobry (mało używałem ), do wszystkich dołączone oryginalne płyty CD, słowniki itp.
Jak ktoś zainteresowany to proszę o szybki kontakt bo do katolika zaniosę

Kontakt
Telefon: 668-485-980
Gadu-gadu: 2594468

1

,, Zarzut "chwalenia się" uznaję więc za kolejną,bezszczelną hitlerowską prowokację. ''

PROWOKACJA!!!!!!!
ty PINDO , czasami ponizej się nie chwalisz???

Autor Wiadomosc
Wanda

[212.76.39.245] Temat: Językoznawca - językoznawcy

wyslane przez Wanda dnia 2004-06-12 23:27:22
[przegladarka]

--------------------------------------------------------------------------------
Prymitywny kołek * chce mnie oceniać jako językoznawcę, wystawiać mi świadectwa :)

Nie widzisz jełopie* własnej śmieszności i zarzutów posuniętych do granic absurdu? Twoje uwagi na temat mojego profesjonalizmu obnażają jedynie twoje nieuctwo , prymitywizm intelektualny i zawiść domorosłego głuptaka o mentalności zakompleksiałego wieśniaka.

Sprowadzać językoznawstwo do oceny znajomości ortografii jest zbyt trywialne , żeby o tym w ogóle warto było dyskutować.

Ortografia, przecinki, kropki literówki..
A co z językoznawstem strukturalnym, fonetyką, etymologią, komparatystyka, frazeologią ,czy wreszcie gramatyką generatywną czy historyczną?

Chcesz zweryfikować moją wiedzę ?
Podyskutować w mojej dziedzinie, na moim poziomie - jak lingwista z lingwistą?

Potrafisz porównać strukturę języka naturalnego w konfrontacji ze strukturą języka formalnego,
lub
choćby tylko scharakteryzować na czym polega kognitywny czy generatywny model opisu języka naturalnego?

Interesujesz się może działem językoznawstwa diachronicznego?

Uzasadnij więc ubożenie podsystemu wokalicznego na gruncie polskim, - najlepiej z podaniem przykładów.

Wiesz jakie samogłoski ginęły w śródgłosie i wygłosie języka polskiego i dlaczego?

Potrafisz wskazać różnice pomiędzy e ruchomym i e analogicznym,omówić kontrakcję i haplologię w rozwoju form deklinacji złożonej ?

A może coś prostszego? Z gramatyki historycznej?

Jak tłumaczy się typ Domk albo Kmtom w kaszubszczyźnie na język współczesny?

Omów przyczynę, skutki wzdłużenia zastępczego albo palatalizacji tylnojęzykowych.

Zadania podałam i oczekuję odpowiedzi. Masz na to trzy dni. Po tym terminie ogłoszę cię kpem, analfabetą , nieukiem, który utracił zdolność dyskusyjną i wygonię precz z forum :)))))))))))))))))))))))))))

______

* słownictwo zaczerpnięte z mowy potocznej.

P.S. Jeśli ktoś znajdzie w moim tekście literówki - niech je potraktuje, jak na to zasługują: z poczuciem humoru :))))))))

1

Nie bredź malina

he!he!he!

NOWY

[62.141.246.251] Temat: Re: Bezwstydny ...

wyslane przez NOWY dnia 2004-06-17 16:01:29
[przegladarka]

--------------------------------------------------------------------------------
,, Zarzut "chwalenia się" uznaję więc za kolejną,bezszczelną hitlerowską prowokację. ''

PROWOKACJA!!!!!!!
ty PINDO , czasami ponizej się nie chwalisz???

Autor Wiadomosc
Wanda

[212.76.39.245] Temat: Językoznawca - językoznawcy

wyslane przez Wanda dnia 2004-06-12 23:27:22
[przegladarka]

--------------------------------------------------------------------------------
Prymitywny kołek * chce mnie oceniać jako językoznawcę, wystawiać mi świadectwa :)

Nie widzisz jełopie* własnej śmieszności i zarzutów posuniętych do granic absurdu? Twoje uwagi na temat mojego profesjonalizmu obnażają jedynie twoje nieuctwo , prymitywizm intelektualny i zawiść domorosłego głuptaka o mentalności zakompleksiałego wieśniaka.

Sprowadzać językoznawstwo do oceny znajomości ortografii jest zbyt trywialne , żeby o tym w ogóle warto było dyskutować.

Ortografia, przecinki, kropki literówki..
A co z językoznawstem strukturalnym, fonetyką, etymologią, komparatystyka, frazeologią ,czy wreszcie gramatyką generatywną czy historyczną?

Chcesz zweryfikować moją wiedzę ?
Podyskutować w mojej dziedzinie, na moim poziomie - jak lingwista z lingwistą?

Potrafisz porównać strukturę języka naturalnego w konfrontacji ze strukturą języka formalnego,
lub
choćby tylko scharakteryzować na czym polega kognitywny czy generatywny model opisu języka naturalnego?

Interesujesz się może działem językoznawstwa diachronicznego?

Uzasadnij więc ubożenie podsystemu wokalicznego na gruncie polskim, - najlepiej z podaniem przykładów.

Wiesz jakie samogłoski ginęły w śródgłosie i wygłosie języka polskiego i dlaczego?

Potrafisz wskazać różnice pomiędzy e ruchomym i e analogicznym,omówić kontrakcję i haplologię w rozwoju form deklinacji złożonej ?

A może coś prostszego? Z gramatyki historycznej?

Jak tłumaczy się typ Domk albo Kmtom w kaszubszczyźnie na język współczesny?

Omów przyczynę, skutki wzdłużenia zastępczego albo palatalizacji tylnojęzykowych.

Zadania podałam i oczekuję odpowiedzi. Masz na to trzy dni. Po tym terminie ogłoszę cię kpem, analfabetą , nieukiem, który utracił zdolność dyskusyjną i wygonię precz z forum :)))))))))))))))))))))))))))

______

* słownictwo zaczerpnięte z mowy potocznej.

P.S. Jeśli ktoś znajdzie w moim tekście literówki - niech je potraktuje, jak na to zasługują: z poczuciem humoru

1

W odpowiedzi na : Językoznawca - językoznawcy wyslane przez Wanda dnia 2004-06-12 23:27:22:

: Prymitywny kołek * chce mnie oceniać jako językoznawcę, wystawiać mi świadectwa :)
:
: Nie widzisz jełopie* własnej śmieszności i zarzutów posuniętych do granic absurdu? Twoje uwagi na temat mojego profesjonalizmu obnażają jedynie twoje nieuctwo , prymitywizm intelektualny i zawiść domorosłego głuptaka o mentalności zakompleksiałego wieśniaka.
:
: Sprowadzać językoznawstwo do oceny znajomości ortografii jest zbyt trywialne , żeby o tym w ogóle warto było dyskutować.
:
: Ortografia, przecinki, kropki literówki..
: A co z językoznawstem strukturalnym, fonetyką, etymologią, komparatystyka, frazeologią ,czy wreszcie gramatyką generatywną czy historyczną?
:
: Chcesz zweryfikować moją wiedzę ?
: Podyskutować w mojej dziedzinie, na moim poziomie - jak lingwista z lingwistą?
:
: Potrafisz porównać strukturę języka naturalnego w konfrontacji ze strukturą języka formalnego,
: lub
: choćby tylko scharakteryzować na czym polega kognitywny czy generatywny model opisu języka naturalnego?
:
: Interesujesz się może działem językoznawstwa diachronicznego?
:
: Uzasadnij więc ubożenie podsystemu wokalicznego na gruncie polskim, - najlepiej z podaniem przykładów.
:
: Wiesz jakie samogłoski ginęły w śródgłosie i wygłosie języka polskiego i dlaczego?
:
:
: Potrafisz wskazać różnice pomiędzy e ruchomym i e analogicznym,omówić kontrakcję i haplologię w rozwoju form deklinacji złożonej ?
:
: A może coś prostszego? Z gramatyki historycznej?
:
: Jak tłumaczy się typ Domk albo Kmtom w kaszubszczyźnie na język współczesny?
:
: Omów przyczynę, skutki wzdłużenia zastępczego albo palatalizacji tylnojęzykowych.
:
: Zadania podałam i oczekuję odpowiedzi. Masz na to trzy dni. Po tym terminie ogłoszę cię kpem, analfabetą , nieukiem, który utracił zdolność dyskusyjną i wygonię precz z forum :)))))))))))))))))))))))))))
:
:
: ______
:
:
: * słownictwo zaczerpnięte z mowy potocznej.
:
: P.S. Jeśli ktoś znajdzie w moim tekście literówki - niech je potraktuje, jak na to zasługują: z poczuciem humoru :))))))))
-----------------

Gdy czytam takie teksty to przypomina mi się jedno ze zdań dr Jana Kwaśniewskiego (autor diety optymalnej). "Młodzież polska uczy się i uczy, ale wyuczyć się nie może, bo spożywa groch z kapustą popijany coca colą."

"Cyganić"

Czy ktoś wie, skąd wzięła się polska nazwa "Włochy"?
.

"Wyraz "Włoch" wywodzi się z prasłowiańskiej nazwy oznaczającej Romanów, a ta z kolei, jak pisze Brückner ("Słownik etymologiczny języka polskiego"), przejęta została "od Niemców, bo ci najpierw wszystkie plemiona celtyckie, a potem i romańskie, zwali Walh". Podstawą tego określenia była nazwa szczepu celtyckiego "Volcae". Na gruncie słowiańskim zadomowiła się forma zatem "Wołch", oznaczająca dla Słowian wszelkich Romanów, a w języku polskim doszło do zwężenia zakresu stosowania tego wyrazu jedynie do mieszkańców półwyspu Apenińskiego. Dzisiejsza forma tego rzeczownika jest efektem działania procesu przestawienia (metatezy) głosek "o" i "ł". Dodać warto, że w dawnej polszczyźnie także funkcjonowała nazwa "Italia", upowszechniła się jednak nazwa "Włochy". W języku polskim występował również rzeczownik Italia 'z łaciny: kraj włoski, Włochy' oraz przymiotnik italski 'włoski' ("Słownik języka polskiego" Wilno 1861). Współczesny język polski także odnotowuje te słowa, ale w innym już znaczeniu: wyraz "Włochy" nazywa nowożytne państwo na Półwyspie Apenińskim, podniośle określane też "Italią", natomiast "italski" to przede wszystkim 'taki, który dotyczy Italii, jest związany z Italią - starożytnym państwem na Półwyspie Apenińskim, od 27 r. p.n.e. rozciągającym się aż do Alp', rzadziej - 'związany z Włochami, nowożytnym państwem' ("Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny" pod red. H. Zgółkowej). Rzeczownik "Włochy" - jako nazwa państwa - to dawny biernik liczby mnogiej odmiany słowa "Włoch". W latach 20. XX wieku usiłowano wprowadzić w życie formy "Italia" i "italski" z inicjatywy włoskiego posła przebywającego w Warszawie (nazwa "Włoch" kojarzyła się z niemieckim "Welsch" o pogardliwym odcieniu, którego nasz rzeczownik "Włoch" jest pozbawiony), nowe wyrazy nie przyjęły się jednak w społeczeństwie i nie zastąpiły dawnych polskich nazw. Zob. W. Doroszewski "O kulturę słowa. Poradnik językowy", t. I. [[Joanna Jabczyk i Katarzyna Wyrwas]"

leitmotivy

| MN - nie zrozumiałeś; my musimy kupować słowniki do czytania zwykłej
gazety,
| a oni kupują, by uczyć się np. hiszpańskiego. Dostrzegamy różnicę?
Przeciętny
| Polak musi mieć dodatkowy interpretator językowy w głowie lub na półce,
zaś
| Anglikowi to dzwoni...

Jeśli czyta np: tekst techniczny, przy założeniu dość silnych powiązań
niemieckiego, francuskiego i łaciny z angielskim. A co jeśli to tekst o
np:
kuchni, przeładowany nazwami, dajmy na to, środkowoeuropejskimi? A
wojskowy
z orientalizmami? A historyczny z diabli wiedą cyzm jeszcze?

| MN - kto pisze, my czy Anglicy? Jeśli oni, to ich sprawa, jeśli my, to
| poloniści, dziennikarze, ludzie pióra.

Może wyjdę na głupka, ale nic z tego nie rozumiem. Anglicy mają swoje
zapozyczenia, my mamy swoje. Dla nich naturalne są latynizmy, dla nas -
rusycyzmy. Kazdy naród ma swoje upodobania, trendy, etc. A swoją drogą -
wiele tzw. "anglicyzmów" to tak naprawdę wyrazy z francuskiego i
niemieckiego.


MN - grupa jest nazbyt wykwintna, byś tak łatwo mógł wyjść na głupka.
Powtarzam - nie mam nic przeciko zapożyczeniom, ale (jak w ekonomii są pewne
granice zapożyczeń finansowych) w języku są granice zapożyczeń językowych...
Granica w przypadku developera i vis a vis została przekroczona, zaś w
przypadku dealera balansujemy (kiedyś był speaker zamieniony w spikera).

| Kto jest odpowiedzialny w Polsce za jakosc polszczyzny? Klasa robotnicza
czy
| RJP, nauczyciel angielskiego czy polskiego?

Za jakoć polszczyzny najbardziej odpowiedzialni są jego uzytkownicy.


MN - użytkownikami są wszyscy: robotnicy, więźniowie, chuligani,
intelektualiści, w tym dziennikarze i poloniści.
Odpowiadają ci, którzy są powołani przez społeczeństwo do czuwania, zatem ci
ostatni. Według Ciebie za statek na morzu odpowiadają wszyscy jego
uzytkownicy? Kapitan, armator i majtek? Tylko w takim stopniu, jaki wynika z
zapisanej odpowiedzalności (stanowiskowa karta pracy); bardziej jednak
kapitam niż marynarz...
Jeśli odpowiedzialni są wszyscy to oznacza, że nikt nie czuje się
odpowiedzialnym. Zresztą zapytaj znajomych, na ile czują się odpowiedzialni
za język polski, że o innych grupach społecznych nie wspomnę...

| Kto pytal kilkaset lat temu, czy przypadkiem Polacy nie są drobiem?

A wiesz w jakim kontekście? Wyobraź sobie, że literatura w języku polskim
była wtedy ewenementem. Prawie wszystko, od poezji, przez religię po
naukę,
było zdominowane przez łacinę. Język polski był używany głównie w
rozmowie,
a i to dysputy teologiczne i uniwersyteckie przeprowadzano po łacinie. I
właśnie stąd wzięło się to przysłowie, nota bene starsze od Reja, za żyia
którego rozpoczał się przełom językowy. A współczesna polszczyzna to i tak
nic w porównaniu z XVII-wieczną "mową makaroniczną" :-)


MN - wynika, że nie jest źle - bywało gorzej, zatem nie powinniśmy
przejmować się współczesnymi "makaronizmami"? Właściwie, gdyby nie było
czepiaczy w naszej grupie, w technice, nauce ... to społeczeństwo żyłoby
sobie spokojnie i bez krzywych dyskusji. Tylko kto by pchał całą
cywilizację, gdyby nie było dociekliwości zwalczanej przez większość?...
Rozumiem, że nie dostrzegasz niepokojących objawów "zobczenia" naszego
języka. Nawet litery x, q, v specjalnie Cię nie irytują. Podziwiam Cię...

Pozdrawiam

"W wannie historii prawdę trudniej jest utrzymac niż mydło,
i o wiele trudniej znaleźć..." - Terry Pratchett
Cezar "Thanatos" Matkowski


Mirnal (MN)

zzuć PL-EN

| A jednak "put off" w znaczeniu "remove, take off (garments)" jest
oznaczone
| jako archaizm w The New Shorter Oxford Doctionary a większość
współczesnych
| słowników takiego znaczenia w ogóle nie notuje.
| We współczesnym uzusie nietrudno się rozeznać porównując wystąpienia
"put
| off your shoes" i "take off your shoes" w internecie. To pierwsze
występuje
| wielkrotnie rzadziej, a wśród wystapień 80% to cytaty biblijne.

| W sumie więc zdecydowanie popieram zdanie +Pawła, że "put off" powinno
być
| satysfakcjonującą odpowiedzią na pierwotnie zadane pytanie.

W tych malych slownikach to sie cuda niewidy dzieja, ale ani OED ani
(duzy)
Webster tego nie robia.


Hmm, czego nie robią?

Wez tez pod uwage, ze slowniki sa redagowane przez pewna grupe
podkulturowa
ktora nie zawsze reprezentuje _cale_ spolecznstwo.


"Subkultura redaktorów słowników" wręcz _nigdy_ nie reprezentuje całego
społeczeństwa (jest jednak dośc reprezentatywna dla części społeczeństwa,
której  "zasób słownictwa ject ciut większy niż [...] 1500-2000 słów" :) ).
Natomiast poważne słowniki powinny rzetelnie przedstawiać ten wycinek
języka, którego przedstawienie ich twórcy stawiają sobie za cel. Obecnie
tylko nieprofesjonalni leksykografowie tworzą słowniki na podstawie własnego
zasobu słownictwa, uzusu i wyczucia językowego. Regułą jest opieranie
słowników na korpusach językowych, których źródła są również w obiektywny
sposób kontrolowane, aby w minimalnym stopniu zniekształcały obraz leksyki.

Słabością współczesnej lesykografii (a dawniej było jeszcze gorzej) jest
właśnie nadreprezentacja uzusu dawniejszego i brak wielu słów,
frazeologizmów, znaczeń i użyć nowszych. Regułą w zasadzie jest, że słowniki
konserwują pewien stan wcześniejszy od czasu ich wydania. Jeśli więc
porządny słownik (jakim jest OED) przypisuje kwalifikator "arch.", to jest
to dość wiarygodna informacja.

Co do słowników większych i mniejszych: obecnie mniejsze słowniki
renomowanych wydawnictw opierają się zazwyczaj na tych samych korpusach (lub
ich częściach wybranych według zadanych, obiektywnych kryteriów) co ich
więksi bracia. Kryterium wyboru słów i znaczeń do mniejszych słowników
ogólnych (zostawmy na boku słowniki specjalistyczne) jest częstość
występowania. Sam więc brak pewnych form lub znaczeń (starszych, bo z
nowszymi - jak już wspomniałem - to całkiem inna historia) jest pewną
informacją. Podkreślam raz jeszcze: mówię o porządnych słownikach porządnych
wydawnictw, a nie o słowniczkach różnych panów Kaziów wydawanych w
garażowych wydawnictwach (wśród których to słowniczków oczywiście zdarzają
się rozmaite perełki).

Zauwaz tez, ze jezyk

angielski jest jezykiem "ojczystym" w bardzo wielu krajach o bardzo roznej
kulturze ale slowniki sa opracowywane tylko w czterech czy pieciu krajach
(a
duze slowniki w tylko dwoch...) a wiec jest duze pole do generalizcaji i
bledow.


Jasne. Podobnie z polskim (przy zachowaniu proporcji oczywiście) - jest to
język ojczysty osób mówiących na co dzień gwarą podhalańską lub śląską,
częsci Polaków urodzonych np. w Chicago, polskojęzycznych mieszkańców Litwy
czy Bukowiny. I może się zdarzyć, że w ich odmianie polskiego zachowało się
coś, co wyszło z codziennego użycia w języku wykształconych Polaków, języku
polskiego radia, telewizji, prasy, literatury itp. (czyli tego, co się
określa mianem standardowej współczesnej polszczyzny). Nie zmienia to faktu,
że z punktu widzenia polszczyzny standardowej oraz większości Polaków będą
do archaizmy.

Jesli chodzi a "put off" to zdecydowanie czestsze jest uzycie jako "delay
<something" Na nieszczescie nastapila tez pewna niemila ewolucja i "put
off" stalo sie nieco negatywne - embarass, bother, takze "she puts me
off",
etc.  Ale oryginalne uzycie jest alive and well jak to sie mowi, choc jeno
w
srodowisku ludzi ktorych zasob slownictwa ject ciut wiekszy niz te
1500-2000
slow uzywane na codzien przez zwyklego zjadacza kornflejksow.


Faktom (słowniki, internet) przeciwstawiasz swoje zdanie. Twoje prawo.
Oczywiście nie mam powodu wątpić, że faktycznie stykasz się ze
społecznością, w której na co dzień mówi się "put off" w znaczeniu "take off
(clothes, footwear)". Nie takie cuda niewidy się zdarzają. Dla tłumacza ma
to jednak znaczenie znikome.

Cracki


| Moze chodzilo ci o slowo "incydentalne". Akcydentalne mi sie z
kolei z
| niczym nie kojarzy (co innego akcydensowe). Widocznie tez jestem
w tej
| drugiej polowie ;)))

Ja jestem w "trzeciej połowie"!!!
Tzn. rozumiem, co to słowo miało znaczyć, ale nie rozumiem
dlaczego nie można było użyć polskiego odpowiednika.
On jest najwyraźniej miłośnikiem wyrazów "importowanych" od
anglosasów.
Polecam zatem słówko "REALIZOWAĆ", w znaczeniu "ZDAWAĆ SOBIE
SPRAWĘ" (od angielskiego "to realise") - słyszałem już kretynów
tak mówiących (szlag człowieka trafia!)


Ani słowo 'akcydentalne' nie pochodzi od "anglosasów", ani też
'incydentalne' nie jest rdzenie polskie, co łatwo sprawdzić ;-),
tylko że nie w inecie :-|.

Oba wywodzą się od łacińskiego czasownika
<icadere </i- < padać, wypadać, zdarzać się
z którego po dodaniu prefiksu
<iad- </i- < w złożeniach: do; przy; ruch ku czemu; dodatek,
    uzupełnienie; bliskość; początek działania
powstał czasownik <iaccidere </ii rzeczownik
<iaccidens </i- < nieistotna cecha albo okoliczność; przypadek .

Natomiast po dodaniu prefiksu
<iin- </i- < w złożeniach: 1. [...] 2. w (czym), w (co);wewnątrz;
    do, ku, na
powstał rzeczownik
<iincidens </i- < zdarzenie , od którego pochodzi też słowo
    'koincydencja'

Zarówno <iaccidens</ijak i <iincidens</izadomowiły sie w naszej
mowie już w średniowieczu.

Mniej więcej w tym samym czsie dialekt wschodnio-środkowy (Londyński)
języka Middle English zdobył uznanie jako kryterium poprawności
językowej i z niego wywiódł się współczesny język angielski. Nie
mieliśmy
jednak wtedy żadnych związków z językiem angielskim ;-) i wszelkie
posądzenia o import od "anglosasów" są bezzasadne.

Zaś powyższe słowa zostały wprowadzone prawdopodobnie już do języka
staroangielskiego, rzeczywiście wcześniej, bo już albo w czasie okupacji
rzymskiej terenów celtyckich (co jednak jest mało prawdopodobne, bo
język angielski zawiera znikomą ilość słów poch. celtyckiego), albo w
trakcie najazdu Anglów, Saksonów i Jutów w VI i VII wieku - z Rzymu
przybyli wtedy misjonarze chrześcijańscy, co zaowocowało przeniknięciem
łaciny do języka staroangielskiego - albo w XI wieku, kiedy Normanowie
wprowadzili na te tereny wywodzący się z łaciny język francuski, a
ściślej jego dialekt, langue d'oil.
Może jednak uściśli tę sprawę ktoś, kto wie więcej na ten temat.

A oto co na temat słów 'akcydentalny' i 'incydentalny' mówi Słownik
języka _polskiego_ PWN, Warszawa 1978:

akcydentalny - [...] <dotyczący akcydensu - nieistotnej cechy
przedmiotu;
   przypadkowy, przygodny, okolicznościowy [...]
wymieniając jeszcze inne słowa pochodzące od <iaccidens</i:
'akcydencja', 'akcydens', 'akcydensista', 'akcydentowy'.

incydentalny - 1. <wynikający z incydentu, związany z incydentem;
  przypadkowy, uboczny okolicznościowy 2. prawn. [...];
ponadto wymienia: 'incydencik', 'incydent', 'koincydencja' itp itd.

Zatem pisząc 'akcydentalny' miałem na myśli wydarzenie nie mające
istotnego znaczenia, w odróżnieniu od 'incydantalny' jako przypadkowy.
Jeśli jednak ktoś nie zgadza się z tą interpretacją i chce z
<osobistekretynem </osobistena ten temat podyskutować, proponuję
priva lub pl.comp.tłumaczenia, ewentualnie soc.culture.polish.

Pozdrawiam wszystkich zmęczonych głupim sporem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

aby odpisać, usuń ".nospam"      -      when answering, remove ".nospam"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

# teoretycznie o literaturze [015]


prezentowanym tekstem. Przecież obiecałem ;-).

Moje trzy grosze.

Teoretyk literatury stawia sobie jakąś tezę, a potem "udowadnia"
ją gromadząc argumenty na jej potwierdzenie.
A co robi chemik? Gdy chemik stawia jakąś tezę, to nie szuka
argumentów na jej potwierdzenie, lecz argumentów na potwierdzenie
tezy przeciwnej. Ich znalezienie oznacza, że z publikacją tezy wyjściowej
należy dać sobie spokój.


Bywa z tym różnie. Czasem zwrotka jest pierwsza, a później refren, czasem
odwrotnie. Metodologia wynika najczęściej ze specyfiki, natury przedmiotu
badań. Oczywiście, badacz powinien wytłumaczyć się z wyboru konkretnej
metody i porządny badacz zawsze - bezpośrednio lub pośrednio - to robi.

teza 1:
[...]
teza 2 (~zanegowana teza 1):
[...]
Jeżeli uznać, że teza 2 jest zanegowaniem tezy 1, to prawdziwość tezy
zanegowanej podważa prawdziwość tezy wyjściowej.


Gdyby podobną procedurę - pozostając na gruncie językoznawstwa - zastosować
np. do prostej reguły ortograficznej: "przed p piszemy rz", należałoby ową
regułę z podręczników i słowników wykreślić. Bo pszenica, bukszpan,
pszczoła, stopień wyższy i najwyższy. Podobny los spotkałby zapewne wiele
innych unormowań ortograficznych. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w
znacznym stopniu porządkują one wiedzę na temat grafiki słów w naszym
języku.

Kilka wyimków ze wspólczesnego języka polskiego:

gracja łani
Poznańskie Słowiki
ryba w wodzie
sokoli/orli wzrok
gołąbek pokoju
psia wierność
kocie oczy
stalowy rumak
końskie zdrowie
lwi pazur
lwie serce


Warto byłoby również prześledzić frekwencje i porównać ją z częstotliwością
pojawiania się takich wyrażeń: "ty świnio", "jesz jak świnia", "nie bądź
tym, co ryje", "jesteś osłem", "osioł", "masz ptasi móżdżek", "głupi (ślepy)
jak kura", "ty baranie", "ty tchórzu (śmierdzący)", "ty łosiu", "powtarzasz
jak papuga", "ty małpo", "zmałpowałeś (coś)", "ty pawianie", "szczekasz jak
pies", "obszczekać kogoś", "ty kundlu", "zmieniać się jak kameleon", "śliski
jak wąż", "mieć węża w kieszeni".  W języku polskim występuje jeszcze cała
gama subtelnych określeń związanych ze zwierzętami, np. "fałszywy kot",
"sroka złodziejka", "brudna świnia", Może tu tkwi odpowiedź.

Przywołałeś przykłady odnoszące się do Indian Ameryki Północnej. Wyjdźmy na
chwilę poza materię języka (a może właśnie wejdźmy w nią głębiej) i
porównajmy ich i nasz stosunek do zwierząt. O ile ich podejście znane mi
jest tylko z lektury, o tyle nasze - z autopsji (moja żona współpracuje z
organizacją zajmującą się opieką nad zwierzętami i respektowaniem ich praw).
I powiem szczerze - nie mamy się czym chwalić.

Pozdrawiam,

Grzegorz


Pozdrawiam, Telik.

betton vs rotten

wymiana opinii polega m.in. na tym... wiesz co lolek? rozpierdalasz mnie na drobne. Po pierwsze pojawiasz sie znikąd, z pseudoelokwentnym archaicznym bełkotem, który w ogóle nie ma nic wspólnego z uzusem(1), a mimo to traktujesz to jako wyznacznik kultury osobistej, kultury słowa, wiedzy o języku. Wiesz w czym tkwi twój problem? Zachłysnąłes się kilkoma zasłyszanymi słowami, ok, wolno ci, ale niestety twój nju zasób leksykalny(2) nie przekłada się ani nie wpływa na pojemnośc semantyczna(3) twoich wypowiedzi i konceptualizację(4) myśli przez wskazywanie adekwatnych desygnatów(5). A takie wypowiedzi - jak to ślicznie nazwałeś - są o kant dupy roztrzaś. Dalej... Twoja syntaksa i parataksa...(6) - odpuszcze sobie tłumaczenia, bo z twoją erudycją i wiedzą... przypomne tylko, że ani Joyce ani jego strumień swiadomości nie są już trendy, jazzy, cool czy zajebiste...
Czytanie ze zrozumieniem, ponoć twój atut... - obawiam się, że jako jedyny na tym forum masz z tym problemy, co więcej obce ci są również pojęcia: ironia, sarkazm, kpina, żart językowy, kalambur (to w kwestii postów Czortha, które kazałes sobie przetłumaczyć);

w kwestii rotten - po pierwsze - jak już powiedziała koleżanka - nie wpierdalaj się między wódkę a zakąskę, przy okazji wyjasnij mi powód dla którego ignorujesz zasady, lekceważysz nicki userów i dopierdalasz sie do nich bez powodu... uczepiłes się mnie i rotten jak rzep psiego ogona; zastanawiam się czemu - powiedz, masz problem ze zdefiniowaniem męskiego EGO? nie obrażam cię, chcę po prostu zrozumiec twoje intencje

wiesz co mnie cieszy?
planowaleś rozpierdolić to forum, ale twoja obecnośc spowodowała, że ludzie sie zjednoczyli - chwała ci za to Cytat: czasem człowiek nie zgadza się ze swoim interlokutorem (dla Czortha: hasło "interlokutor" znajduje się w słowniku języka polskiego pod literą "I") po pierwsze słownik języka polskiego zawiera kontekst w jakim dane słowo występuje, po drugie dostepne SJP to wznowienia starych wydań, ktore odstają od współczesnej polszczyzny, po trzecie - słowa nieznane, obcego pochodzenia np. interlokutor (interlocutio) sprawdza się w Słowniku Wyrazów Obcych, a tak między nami... zachowujesz sie jak studencik I roku zaocznej filologii polskiej, który łyknął troche wiedzy z leksykologii i zaliczył na 3+ prace semestralną Cytat: mam nadzieję, że łapiesz, o co mi chodzi. własnie - mam nadzieję, że łapiesz, o co mi chodzi

[ Dodano: 2006-02-07, 08:49 ]
to było pytanie retoryczne (w słowniku pod literką R) ...słuchaj... nie pierdol... zrobić ci wykaz słowników? pytanie retoryczne to termin literacki lub środek perswazji werbalnej stosowany w retoryce - i sprawdza się go, albo w podstawach retoryki J. Ziomka albo w pierwszym lepszym słowniku terminów literackich (np. polecam ten pod red. Głowińskiego)

(edit) PRZYPISY:
(1) - uzus - o stanie języka decyduje to jak czesto używa sie danego słowa i czy przypadkiem w użyciu nie pojawiło sie słowo, które wypiera rupiecie słownikow
(2) - ilość słów (leksemów), które ktoś zna i stosuje na co dzień
(3) - pojemn. semant. - moze byc mało słów i dużo tresci, lub moze byc dużo mądrawych słów i gówniana treść
(4) - hm... wymyślic coś i umiec to przekazać, wypowiedziec
(5) - słowo wskazujace konkretną rzecz , np. komórkowe urzadzonko do smsowania
(6) - skłądowe zdania wielokrotnie złożónego... pamiętacie te wykresiki z podstawówki...

Zależność między płcią a językiem

Nie wiecie może gdzie mogę dostać coś z tej listy?
Chodzi mi raczej o formę ebooka.

F. de Saussure, Kurs językoznawstwa ogólnego, tłum. K. Kasprzyk, wyd. 2., Warszawa 1991, s. 35-50 i 89-102.
M. Bachtin, Problem gatunków mowy, w: tegoż, Estetyka twórczości słownej, tłum. D. Ulicka. Warszawa 1986
Językowy obraz świata, red. J. Bartmiński. Lublin 1990
„Feministyczny” numer „Tekstów Drugich” 1993 nr 4/5/6 (do wyboru)
P. Dybel, Zagadka <drugiej płci>. Spory wokół różnicy seksualnej w psychoanalizie i feminizmie. Kraków 2006 (rozdział II: W imię Matki! Postfeministyczne krytyki Freuda i Lacana, podrozdział 1: <Pisanie kobiece> Irigaray, i 2: Czy istnieje dyskurs kobiecy? Dylematy i rozterki)
M. Mosakowski, Strategie wymazywania. Kobiece bohaterki w męskich tekstach francuskiego Oświecenia. Gdańsk 2007 (fragmenty)
Bibliografia szczegółowa:
R. Lakoff, Język a sytuacja kobiety, tłum. U. Niklas, w: Język w świetle nauki, wybór i wstęp B. Stanosz. Warszawa 1980
K. Handke, Rola kobiet w przekształcaniu współczesnej polszczyzny kolokwialnej. „Rozprawy Komisji Językowej Łódzkiego Towarzystwa Językowego”. 1986
Język a kultura. T.9: Płeć w języku i w kulturze, pod red. J. Anusiewicza, K. Handke. Wrocław 1994.
D. Tannen, Ty nic nie rozumiesz! Kobieta i mężczyzna w rozmowie, tłum. A. Sylwanowicz. Warszawa 1994
D. Tannen, Co to ma znaczyć? Jak style konwersacyjne kobiet i mężczyzn wpływają na to, kto jest wysłuchany, kto zbiera laury i co jest zrobione w pracy, tłum. A. Sylwanowicz. Poznań 1997;
Z. Kloch, Język i płeć: różne podejścia badawcze. „Pamiętnik Literacki” 2000, z.1
D.K. Ivy, P. Backlund, Język kobiet i język mężczyzn, tłum. P. Kostyło. w: Mosty zamiast murów. O komunikowaniu się między ludźmi, red. J. Stewart. Wstęp do wydania polskiego K. Skarżyńska. Tłum. różni. Warszawa 2000.
M. Bańko, O rodzaju gramatycznym raz jeszcze, w: Z pogranicza leksykografii i językoznawstwa, Warszawa 2001, s. 219-236.
M. Bakalarczyk-Nowosad, Płeć a rodzaj gramatyczny we współczesnych ofertach pracy. „Poradnik językowy” 2003, nr 5.
M. Karwatowska, J. Szpyra-Kozłowska, Lingwistyka płci. Ona i on w języku polskim. Lublin 2005.
Język polski. Kompendium, red. M. Derwojedowa, H. Karaś, D. Kopcińska, Warszawa 2005, s. 176-179 i 365-367.
M. Łaziński, Asymetria rodzajowo-płciowa, w: O panach i paniach, Warszawa 2006, s. 144-353.
M. Głowiński, Monolog wewnętrzny Telimeny, w: tegoż, Monolog wewnętrzny Telimeny i inne szkice. Kraków 2007
H. Bartwicka, Gatunki mowy a język kobiet (na przykładzie języka rosyjskiego). „Linguistica Bidgostiana”, tom IV. Bydgoszcz 2007
Z. Saloni, W. Gruszczyński, M. Woliński, R. Wołosz, Podstawy teoretyczne w: Słownik gramatyczny języka polskiego, Warszawa 2007, s. 29-42.

Polski - trudna język

Zauważyłem u kilku użytkowników naszego forum pewne problemy z ortografią, semantyką i inne kłopoty językowe. Ponieważ dzisiaj mamy dzień języka polskiego , polecam uwadze wszystkich Szanownych Forumowiczów strony internetowe PWN. Sam często z nich korzystam w chwilach "językowego zwątpienia"; i chociaż czujny pawell i tam potrafi wykryć błędy , jest to chyba najbardziej rzetelna i wszechstronna pomoc językowa, dostępna w Internecie. Niech mi będzie wybaczone, jeżeli ktoś odbierze to jak reklamę PWN, ale na moje usprawiedliwienie niech przemówi fakt, że korzystanie online ze źródeł tego wydawnictwa jest całkowicie bezpłatne. Serdecznie polecam

Polszczyzna - strona główna: http://polszczyzna.pwn.pl/

Słownik ortograficzny PWN: http://so.pwn.pl/
Hasła, zasady pisowni i interpunkcji oraz aneks pochodzą z Nowego słownika ortograficznego PWN, wyd. 1996 i nn.
Słownik zawiera około 125 000 haseł — zarówno wyrazów polskich, jak i wyrazów obcych używanych w polszczyźnie, w tym znaczną liczbę nazw własnych, zwłaszcza miejscowych i osobowych.

Poradnia językowa: http://slowniki.pwn.pl/poradnia/
Poradnię prowadzi kierownik Redakcji Słowników Języka Polskiego, dr Mirosław Bańko. Pomagają mu eksperci - znani polscy językoznawcy. Współpracuje m.in. prof. Jerzy Bralczyk oraz dr Jan Grzenia.

Poradnia odpowia na pytania dotyczące spraw językowych:
Czy poprawne jest wyrażenie okres czasu?
Czy można sprzedawać malinę i gruszkę?
Skąd się wziął telefon komórkowy?
Gdzie szukać najczystszej polszczyzny?
Po co są językoznawcy?
itp.

"Staramy się odpowiadać obiektywnie, uwzględniając zarówno opinie językoznawców i rozstrzygnięcia zawarte w słownikach, jak i powszechny zwyczaj językowy kulturalnych użytkowników polszczyzny. O tym, jak mówią współcześni Polacy, możemy sądzić na podstawie stale powiększającego się Korpusu Języka Polskiego, gromadzonego w naszej Redakcji. Pod koniec roku 2001 liczył on około 66 mln słów i obejmował różne gatunki tekstów i różne odmiany języka. Jego próbka dostępna jest na naszych stronach internetowych."

Słownik języka polskiego PWN: http://sjp.pwn.pl/
Słownik składa się z około 80 000 haseł zawierających słownictwo używane we współczesnej polszczyźnie.

Zawiera wyrazy i wyrażenia pochodzące zarówno ze słownictwa ogólnego, jak i terminy specjalistyczne, które mogą być znane poza kręgiem specjalistów.
Hasła pochodzą z trzytomowego Słownika języka polskiego PWN, opracowanego autorsko przez Redakcję Słowników Języka Polskiego PWN i wydanego w latach 1978-1981 pod redakcją naukową prof. Mieczysława Szymczaka. W 1992 r. ukazało się jego wydanie zmienione oraz tom suplementowy, który połączono z tomami zasadniczymi w 1995 r.
Hasła słownikowe zawierają informacje o znaczeniu wyrazów, odmianie, przykłady użycia, związki frazeologiczne, najważniejsze synonimy i etymologie.

Słownik wyrazów obcych PWN: http://swo.pwn.pl/
Słownik zawiera prawie 30 000 haseł — wyrazów obcych używanych we współczesnej polszczyźnie oraz sentencji obcojęzycznych. Objaśnia ich znaczenie i pochodzenie, przytacza wymowę, kwalifikatory i związki wyrazowe. Hasła pochodzą ze Słownika wyrazów obych PWN, wyd. 1995 i nn.

Encyklopedia PWN: http://encyklopedia.pwn.pl/0_3.html
Encyklopedia internetowa oparta jest na tekstach Multimedialnej nowej encyklopedii powszechnej PWN z 1998 r.

Przyjemnej i pożytecznej lektury!

instrumenty perkusyjne w liturgii

To znowu ja.

Co do perkusji, to w każdym słowniku (a zajrzałam do 2 s. wyrazów obcych, 1 s. poprawnej polszczyzny, 1 małego s. języka polskiego i 1 którego nazwy już nie pamiętam, ale jest bordowy, duży i stoi nad moim telewizorem, jeśli komuś coś to mówi ) były odnośniki: instr. perkusyjne = perkusja i odwrotnie. I encyklopedia mnie w tym utwierdziła. Bo w końcu kto ma mieć rację, jak nie ta wielka encyklopedia?
Ale jeśli nie ma racji, to... (i tu powinna być ikonka ludzika machającego białą flagą). Uznałam po prostu, że episkopat nie będzie utrudniał swoich wypowiedzi skrajną terminologią, do tego nie pokrywającą się z dostępną ogółowi definicją. Mówić do ludzi językiem ludzi. Więc zajrzałam do definicji... Nie "mojej", Brighty. Jeszcze nie wydałam "swojej" encyklopedii i nie ważę się na tworzenie definicji i haseł. Staram się nie polegać na sobie i nie "wiedzieć lepiej" sama z siebie, tylko sięgnąć do czegoś obiektywnego.
Ale jeśli Agacia jest fachowcem, tzn że wie, co pisze. Zgoda.

Co nie zmienia faktu, że zgodnie z przytaczanym punktem (oraz itp, Tomku) "przeszkadzajki", bębenki, konga, bongosy i tego typu instrumenta są wg mnie jak najbardziej przeznaczone do wykonywania muzyki rozrywkowej. Inny jest np. charakter keaboardu a inny klawesynu, to przecież jasne. No, kochani, nikt mi nie wmówi, że moje ukochane konga są instrumentem nadającym sacrum. Nie da rady. Rozrywkowe i już. Współczesne i już. Hałaśliwe (dzięki wykonawcom głównie) jak najbardziej. I nijak się mające do zgodności z tradycją liturgiczną. Choćbym szalała i stawała na głowie, do polskiej tradycji liturgicznej nie należą, a ja naprawdę wolę słuchać polskiego episkopatu.

Co innego organy, choć podchodzę do nich na tej samej zasadzie. Jeśli Kościół nie dopuszczał, to znaczy że nie. Zaczął dopuszczać, to wie, co robi. Niby mała rzecz, ale nie chodzi wtedy o instrumenty, tylko o posłuszeństwo. Trochę jak z charyzmatami (to było w innym wątku) - choćby były dobre, to "góra" decyduje czy je stosować. I to ona podejmuje odpowiedzialność, ryzyko itd. A mnie Pan Bóg rozliczy z tego, czy byłam wierna tu i teraz, tym właśnie zasadom i tym, wskazanym obecnie przez niego ludziom. Podobnie celibat. Kiedyś nie było - duchowni mogli mieć żony. I czy to było złe, jeśli mieli? Nie. Ale teraz jest celibat. Jest i koniec. I jeśli teraz duchowny "ma żonę", to czy to jest dobrze? Wątpię. (Tylko niech nikt nie porusza tu tematu grekokatolików itp, chyba rozumiecie o co mi chodzi) Bóg postawił mnie w tym czasie i miejscu i dał mi te a nie inne prawa, wymagane przez te a nie inne osoby. Mogą mi nie pasować, mogę się nie zgadzać, ale nie mogę powiedzieć, że wiem lepiej i "dobrze, że je łamię bo wtedy mam rację". To jest miejsce na wierność, bądź odwagę cywilną przyznania się, że złamałem te prawa.
Ja też stukałam kiedyś na Eucharystii. Ale nie przyszłoby mi do głowy twierdzić, że zasada, że nie powinnam, jest zła. Albo, że powinnam to robić. Że jestem za stukaniem i to jest wobec tego dobre. Stukałam, ale nie oszukiwałam siebie, ani innych - po prostu robiłam to ze świadomością, że łamię zasadę, a nie powinnam. I nie próbowałam zagłuszyć sumienia gadaniem o względności i samostanowić nowych zasad. Przyznaję, nie byłam wierna. I po pewnym czasie dojrzałam do tego, zeby zrezygnować z czegoś, co lubię, co sprawia mi przyjemność i podoba się innym. Zrezygnować z czegoś dobrego, na rzecz jeszcze lepszego - pokory posłuszeństwa.

... ale do tej pory łapska mi same latają przy niektórych pieśniach...

Adamst -

NIE PRZYPISUJ MI TEGO, CZEGO NIE POWIEDZIAŁEM


a gdzie ja napisałam, że akurat Tobie chodzi o "klimat"? Nie tylko Ty piszesz w tym wąteczku i nie Tobie to przypisałam. To słowo użyte było w kilku miejscach tego tematu, nawet całkiem niedawno, jako argument. Dlaczego miałam go nie poruszać, skoro uwydatnia podejście? Tak samo kilka osób pisało o perkusji (używając konkretnie tego słowa) argumentując "za". Czy mam tego nie ruszać?
Jeśli źle mówię, wykaż błąd. Jeśli dobrze, to dlaczego...?

STEREOTYPU DZIECIAKA


Nigdzie nie użyłam też słowa "dzieciaki". To sugeruje wyższość, lekceważenie, pogardę, bagatelizowanie. Pisałam "dzieci". To słowo ciepłe, ja kocham dzieci, pracuję z nimi, staram się ze wszystkich sił o ich dobro. Nie "wyśmiewam" ich, tylko się z nich śmieję, bo mnie bawi ich nieporadność, rozbrajają mnie wybryki, rozczula niezrozumienie świata, zapał i emocjonalność.
Tradycyjną muzyką liturgiczną na Waszych rekolekcjach bym się nie zdziwiła (bo tak przecież powinno być i to naturalne), tylko zachwyciła. Szcególnie, że taka względność panuje co do "odpowiednio uroczystego, dostojnego charakteru". Chwała Ci za organy. Jestem za .

ali niesłowna do kwadratu

ps. Co z tym polonezem?

[ Dodano: 26-08-2004, 21:17 ]
A teraz mnie ksiądz biskup zabije, bo będę musiała Go poprosić o otwarcie bramy. Zapisałam się, a o 21.00 zamyka.
Zmówcie za mnie "wieczny odpoczynek..."

Czy i jak przekładać nazwy z Thiefa?

"We chose our profession in defiance of the greed of the monarchy. We will not live for the sake of taxes to fatten the nobles' pockets. We choose to live the only life available to those who would truly be free.
We are Thieves."
-- Creed of the Downwinders


Czy to oznacza, że oni są biedni, żyją w slamsach?
Wdług mnie:
- są złodziejami, czyli żyją z majątku innych, to co przyniesie im "wiatr"
- są wolni jak "wiatr"
- nie płacą podatków
Wiem co znaczy zawietrzna, i to wcale do nich nie pasuje, według mnie lepszym tłumaczeniem jest tutaj właśnie "z wiatrem". Po drugie dziwnie, żeby jakieś menty i bidota miała swoiom gildie, bo niby po co?
Ech, Garret, czyżbyś twierdził, że wiesz lepiej z czym się kojarzy słowo "downwinders" od graczy anglojęzycznych? Gratuluję. Zapewne znasz angielski lepiej niż oni.

Dalej: dlaczego na podstawie plakietki, która informuje nas jedynie o tym, że "Downwinders Guild" jest gildią złodziei skierowaną przeciwko bogatym, wnioskujesz o sposobie ich życia. Grałeś w "Thieves' Guild"? Ja grałem. Byłeś w siedzibie "Downwinders Guild"? Ja byłem. To kanały. Wszedzie porozrzucane są resztki starych sprzętów: stołów, krzeseł, dywanów. Złodzieje śpią na słomie, a tylko hersztów stać na osobne, zamknięte pomieszczenia z jakimś łożem. Itd. Czyż nie żyją biednie? Czyż nie żyją w slumsach, kanałach? Po raz kolejny się zatem mylisz.

Co więcej: gracze anglojęzyczni (deadman, Griffin, Jabberwocky, hopper, theBlackman) poinformowali mnie, że nazwa "Downwinders Guild" wiąże się z warunkami życia złodziei. Zasada jest prosta: jeśli jesteś "downwind" to czujesz nadchodzące skądś zapachy. Innymi słowy: musisz stać pod wiatr. Jeśli więc chodzi o miejsce zamieszkania złodziei z "Downwinders Guild", to możemy być pewni, że jest to miejsce, w którym czuć zapachy (zapewne niezbyt przyjemne). Półświatek złodziei, oszustów, morderców w dawnych miastach żył zawsze pod wiatr, w biedniejszych dzielnicach, które były lokowane w ten sposób, aby ich odór nie dochodził do dzielnic bogatych ludzi. Stąd właśnie wzięło się w języku polskim powiedzenie "iść pod wiatr" albo "biednemu wiatr w oczy". Jasne?

Żaden z graczy anglojęzycznych nie "wykrył" w tej nazwie żadnej aluzji do życia "z wiatrem". Szczerze mówiąc, nie wiem, czy w języku angielskim w ogóle istnieje takie skojarzenie wiatru z powodzeniem życiowym. Nie mieszajmy więc naszych skojarzeń ze skojarzeniami, których w oryginale nie ma.

"Polskie słowo" to: (a) słowo, które znajdziesz w słowniku języka polskiego i słowniku gwar na terenie Polski lub (b) nowe słowo (neologizm), ale utworzone wedle obowiązujących w języku polskim zasad gramatycznych.

"Polski odpowiednik" to wyraz, który niesie z sobą konotacje i denotacje podobne do konotacji i denotacji oryginalnego wyrazu z obcego języka i przywołuje podobny kontekst myślowy.


Więc czy słowo pub, deweloper (dzięki Maveral) jest słowem polskim?
Już tak, bo słowo "pub" i słowo "deweloper" znajdują się w Słowniku współczesnego języka polskiego (W-wa 1998). Kolejny argument trafił kulą w płot.

Czy ktoś z nas nie rozumie w pełni konatacji i denotacji jakie niesie ze sobą słowo Keepe, Hamerite? Nie każdy może..... hmmm... ale jak widać nie każdy wie co to znaczy "zawietrzna", czy to oznacza, że to nie jest też polskie słowo?


Co to za gdybanie? Możemy gdybać, że nie każdy, bo nie każdy zna język angielski. A to, że nie każdy zna polszczyznę, nie jest żadnym dowodem ani usprawiedliwieniem. Gdyby tak było, to tłumacz musiałby być zarazem wykwalifikowanym socjologiem, który przed użyciem jakiegoś słowa w przekładzie przeprowadza badania na temat tego, jaki procent społeczeństwa owo słowo zrozumie. Absurd.

RBS 15 MK3 dla PMW- nareszcie przyklepane

Polska jest członkiem NATO, w związku z czym patrzenie na sprzęt uzbrojenia z perspektywy "systemu narodowego" jest dość krótkowzroczne.

Obowiązujące w języku polskim znaczenia skrótów są wymieniane w słownikach języka polskiego. Skrótu USN nie zauważyłem - a przeglądałem kilka najnowszych. Natomiast używając FOWowskiej wyszukiwarki otrzyma się 200 wyników - 195 USN jako US Navy i 5 (słownie "pięć") - jako "układ samonaprowadzania".

Język służy do komunikacji międzyludzkiej.
Trzeba dbać o to, aby być zrozumiałym.
Szczególnie jeśli używa się pseudonaukowego slangu.



Jeżeli pisze się o określonym rodzaju techniki to trzeba umieć posługiwać sie odpowiednim rodzajem słownictwa. W przypadku techniki wojskowej nie stosuje się słowników poświęconych architekturze. Skrót USN w odniesieniu czy to do pocisków rakietowych (bo o nich jest tu mowa, a nie o marynarkach świata) czy to torped niezmiennie oznacza układ samonaprowadzania. Jest to jak najbardziej naukowy "slang" (cudzysłów celowo). Wystarczy przeczytać jakiekolwiek prace naukowe poświęcone zagadnieniom współczesnego uzbrojenia by nie mieć żadnych wątpliwości. Moje wyjaśnienie w poprzednim poście nie było złośliwością w przeciwieństwie do Twojego późniejszego "wykładu".

Zamiast korzystać z wyszukiwarki warto korzystać z naukowego "slangu".

Poza tym w przypadku Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych znacznie częściej stosowany jest skrót US Navy, a korzystając googlowskiej wyszukiwarki dla USN można jeszcze znaleźć:
University School of Nashville
Ultimate Sports Nutrition
University of Southern Nevada
Ubuntu Security Notice
Universal Space Network
...

Po prostu czytając coś na dany temat trzeba się poruszać w określonym słownictwie. Jeżeli ktoś pisze o "rejonie gdzie USN bedzie miał możliwość przechwycenia celu", to chyba nie ma na myśli Uniwersytetu w Newadzie Południowej.

Ponieważ zamierzam za dwie godziny przemówić ludzkim głosem to apeluję o nie czepianie się słownictwa, którego się nie rozumie, a które jest podstawowym w przypadku podejmowania tematyki pokpr. Można zapytać wprost co to znaczy i po kłopocie. Nie trzeba kilku niepotrzebnych pytań, a następnie niepotrzebnych wycieczek w stronę pseudonaukowości. Technika wojskowa nie jest nauką humanistyczną, więc nie warto silić się na znawcę od wszystkiego.

Zawsze chętnie służę informacjami w dziedzinach, na których się nieco znam. Nie mądrzę sie w dziedzinach, na których się nie znam.

Jeżeli dosadną szczerością w powyższym poście uraziłem Cię (mogło to tak zabrzmieć ) to bardzo przepraszam. Nie było to moją intencją . Po prostu chciałem być w pełni zrozumiany.

Pozdrawiam,
Marmik