Wojtek Szweicer:
| Co się zatem stało z warunkiem mówiącym o tym, że imiesłów przysłówkowy
| i orzeczenie muszą odnosić się do tego samego podmiotu?Ale imiesłów przysłówkowy się odnosi do orzeczenia (okolicznik), a
przymiotnikowy - do podmiotu (przydawka).
Moja wina, skrót myślowy. W zdaniu złożonym że imiesłów przysłówkowy
i orzeczenie etc. Podręcznikowe "Karol zmókł, idąc do domu",
ale nigdy "Idąc do domu, spadł deszcz".
jest, jak już zauważono, rozdział, natomiast "opierał się" jego autor.
Czyli - źle.
- to zdanie, pomijając dyskusyjną poprawność i urodę "opierania się", jest
gramatycznie poprawne.
postawie...".
Żeby nie ciągnąć dyskusji w nieskończoność: oponentom będę wdzięczna
za _zacytowanie_ świadczących o poprawności przedmiotowego zdania wyjątków
ze "Słownika poprawnej polszczyzny" czy innych wspominanych źródeł. Tak się
składa, że nie mam żadnego z nich pod ręką, zaś to, co do czego mam dostęp
(źródła online i "Podręczna gramatyka języka polskiego" Jaworskiego),
potwierdza moje zdanie.
Pozdrawiam :)
Evva
Informacja z Akcji Wielkanocnego Dzieła Caritas
Z radością informujemy o efektach Akcji Wielkanocnego Dzieła Caritas. Ze sprzedaży świec i baranków wielkanocnych uzyskaliśmy 1071,50 zł. Nasz dochód wyniósł 351,50 zł. Celem akcji było zakupienie pomocy naukowych dla Świetlicy Socjoterapeutycznej.
Zakupione zostały w twardej oprawie:
1. Słownik języka polskiego PWN z CD-ROM
2. Słownik poprawnej polszczyzny PWN z CD-ROM
3. Słownik ortograficzny PWN z CD-ROM
4. Słownik wyrazów bliskoznacznych PWN z CD-ROM
5. Słownik wyrazów obcych PWN z CD-ROM
6. Nowa encyklopedia podręczna PWN
7. Geograficzny atlas świata
8. Atlas Polski
Łącznie za książki zapłaciłyśmy 354,10 zł.
Dziękujemy za wspólną Świąteczną Akcję Wielkanocną. Liczymy na Państwa życzliwość i wsparcie podczas realizacji kolejnych dzieł Caritas.
Serdeczne Bóg zapłać.
Bardzo mnie ciekawi, jakie słowniki są w użyciu (przez tłumaczy, przez
informatyków, przez innych) i jakie są uważane za godne polecenia...
Bardzo proszę o opinie.
Ja używam następujących:
Słownik naukowo-techniczny angielsko-polski i polsko-angielski: WNT,
1999. Bardzo dobrze opracowana terminologia elektryczna, elektroniczna,
matematyczna i podstawowa informatyczna; brak współczesnych terminów
informatycznych.
Słownik wyrazów obcych, Słownik poprawnej polszczyzny, Nowy słownik
ortograficzny, Mały słownik języka polskiego (wydanie nowe): PWN,
1999-2000. Jest sporo obiegowych terminów informatycznych, współczesne
zasady gramatyki itd. Bardzo pożyteczny m.in. przy wszelkim
słowotwórstwie.
Podręczny słownik angielsko-polski, polsko-angielski: Wiedza Powszechna,
1998. Porządny słownik do słownictwa ogólnego, także jako pomoc przy
tłumaczeniu całkiem nowych terminów.
Słownik angielsko-polski dla informatyków, M.Marciniak, J.Szaniawski:
WNT, najnowszy 1998 albo 1999. Bałaganiarsko niespójny, częściowo
przestarzały, częściowo udziwniony, ale warto do niego zaglądać, żeby
wiedzieć, skąd w tłumaczeniach biorą się TAKIE pomysły ;-
Słownik terminów komputerowych, B.Pfaffenberger, przekład zbiorowy pod
redakcją Leksemu: Prószyński i S-ka, 1999. Część "glosariuszowa" często
część "indeksowa" jest całkiem porządnym i współczesnym słowniczkiem
informatycznym.
Słownik komputerowy Microsoft Press: Wydawnictwo PLJ, 2000. "Glosariusz"
upiornie przetłumaczony, ale "indeks" jest o tyle potrzebny, że zawiera
podstawową terminologię MS w jednym kawałku.
Słownik terminologii prawniczej i ekonomicznej, J.Jaślan, H.Jaślan:
Wiedza Powszechna, 1991. Dobry :-)
Słownik terminów angielsko-polski (zarządzanie, marketing, finanse,
rachunkowość, bankowość, giełda, handel, prawo gospodarcze), W.Śmid (Ś
czeskie ;-) Agencja Wydawnicza Placet, 2000. Nie mam jeszcze o tym
zdania. Kupiłam, bo nowe (Jaślanów ma prawie 10 lat).
Pozdrawiam,
Marta Bartnicka.
Scobin:
| ważniejszych". Nie: "najważniejszym".
Artur:
ujawnienia pozostałych kryteriów.
A, to trzeba było tak od razu! Bo ja jestem taki prostolinijny (albo jak ktoś
kiedyś wdzięcznie powiedział: "prostoliniowy") i ze mną trzeba prosto i
bezpośrednio. :)
W takim razie wprost: możesz podać jakie są pozostałe kryteria oceny
poprawności (i sposoby ich użycia)?
Jasne. Z konieczności bardzo zwięźle, natomiast po nieco dłuższy opis odsyłam
do hasła "Kryteria poprawności językowej" w "Nowym słowniku poprawnej
polszczyzny" pod red. Andrzeja Markowskiego, Warszawa 2003 (albo inne wydania)
, s.1667-1669. Właśnie z NSPP zresztą korzystam (często dosłownie) w poniższym
opisie. Jest on przydługi, ale nie ma strachu -- nie robię go całkiem
bezinteresownie, bo przyda mi się potem w roli podręcznej ściągawki. ;-)
1) kryterium wystarczalności
- stosowane przede wszystkim przy ocenie innowacji językowych
- nowe elementy języka powinny wypełniać lukę w jakimś wycinku zasobu
leksykalnego przez uzupełnianie go elementami nazywającymi (nominatywnymi) lub
ekspresywnymi
- poprawne: sponsor, wyluzować się, promocja 'lansowanie i reklamowanie
towaru' (neosemantyzm), folklor (polityczny, telewizyjny itd.), oszołom,
solidaruch
- nieuzasadnione: shop 'sklep', tabloid 'brukowiec'
2) kryterium ekonomiczności
- odnosi się tak do elementów nowych, jak i do już istniejących
- spełniają je wyrazy krótkie (PAN, wahadłowiec, porodówka, esbek),
zróżnicowane konstrukcje typu "te akty -- te akta" (pozwalające na większą
precyzję znaczeniową), a także słowa spełniające normy systemowe -- a nie
będące wyjątkami od nich (ta ostatnia kategoria jest związana z tzw. kryterium
systemowości)
3) kryterium funkcjonalności (funkcjonalne)
- odnoszone głównie do tekstów, względnie określeń wielowyrazowych
- poprawne są te środki językowe, które są zgodne z funkcją spełnianą przez
daną wypowiedź (np. "studio kosmetyczne" -- jest jednoznaczne i ma walory
reklamowe)
4) kryterium uzualne (rozpowszechnienia)
- jedno z częściej stosowanych
- poprawne jest to, co powszechnie używane
- często może się kłócić z kryterium autorytetu kulturalnego, a także z
kryterium systemowym (np. wzięłem, zaczęłem -- formy te zresztą nie są jeszcze
całkiem powszechne, ponieważ nie spotyka się ich w piśmie, a jedynie w mowie)
5) kryterium autorytetu kulturalnego
- poprawne są te elementy, które mają oparcie w powszechnym uzusie osób lub
grup społecznych cieszących się autorytetem kulturalnym, w tym językowym
- "Współcześnie w Polsce za autorytet kulturowy należy uznać inteligencję
wielopokoleniową, zwłaszcza humanistyczą. Nie są takim autorytetem ani
pisarze, ani politycy"
- realny wpływ na polszczyznę mają dziennikarze, zwłaszcza telewizyjnie, ale
formy przez nich używane nie powinny być uznawane za poprawne, jeżeli stoją w
sprzeczności z pozostałymi kryteriami poprawnościowymi
6) kryterium estetyczne
- odnosimy je do tekstów językowych, rzadziej do poszczególnych elementów
polszczyzny
- nieostre, często subiektywne -- ale można zauważyć, że dodatnie wrażenie
estetyczne wywierają teksty starannie skomponowane i wyartykułowane (w mowie),
pozbawione nadmiaru wyrazów obcych i abstrakcyjnych, niezawiłe składniowo,
niezwierające określeń brutalnych czy wulgarnych
7) kryterium narodowe
- w praktyce rzadko stosowane
- z zasady nie ocenia się wyrazu jedynie ze względu na jego pochodzenie;
wyrazy rodzime synonimiczne z obcymi są jednak zwykle łatwiejsze do
zapamiętania, a także bardziej zrozumiałe
Rzecz jasna przy ocenie trzeba łączyć różne kryteria, ale istotna jest również
ich hierarchia.
Przy ocenie pojedynczych elementów języka (istniejących i innowacyjnych)
podstawową rolę odgrywają kryteria: 1, 2, 3, 4. Pozostałe pełnią raczej
funkcję pomocniczą. Natomiast do oceniania całych tekstów stosuje się przede
wszystkim kryteria: 2, 3 i 6 (a zatem wystarczalność i rozpowszechnienie
zastąpione są estetyką; ekonomiczność i funkcjonalność pozostaje).
Oczywiście powyższa klasyfikacja jest tylko jedną z możliwych. Niemniej wydaje
mi się, że w obecnej chwili właśnie ona ma największą wagę normatywną.
Serdecznie pozdrawiam
Scobin
| a) Nie widzę związku powyższego kryterium ze słowem "poprawny". Wg
| NSJP poprawny = "zgodny z obowiązującymi regułami [...]" - gdzie
| obowiązujący = "mający moc prawną, ważny". Ponieważ nie mówimy tu o
| mocy prawnej to pozostaje pytanie czy ta reguła jest "ważna". Dla
| jednych tak a inni lekce ją sobie ważą (skoro mamy te shopy i
| tabloidy). Nie mogę więc na razie przyjąć tej hipotezy (chyba, że
| dysponujesz jakimiś statystykami).
Mówisz o potocznej definicji poprawności. ;)
:). A możesz mi wskazać źródło niepotocznej, jak się domyślam
bardziej szlachetnej :), definicji poprawności? Nie widzisz sprzeczności w
tym, że bronisz słowników a jednocześnie nie pozwalasz nimi się posługiwać?
"Poprawny językowo" w
polonistyce to inaczej "zgodny z normą", a normę ustalają głównie
słowniki (szczególnie poprawnej polszczyzny) -- na podstawie wielu
kryteriów.
Rozumiem, że jest to jakieś wyrażenie frazeologiczne, w którym słowa tracą
swe pierwotne znaczenie (vide "świnka morska")? Niestety w Podręcznym SFJP
tego nie znalazłem. OK. W takim razie nie mówmy "SPP określa poprawny język"
ale "SPP określa poprawny językowo język".
Coś może być poprawne z punktu widzenia jednego kryterium, a
niepoprawne pod innym względem. Na przykład ekonomiczne, ale
niesystemowe.
Tego kryterium nie podałeś (ta uwaga to tak dla porządku).
Dlatego nawet jeśli dane słowo w końcu uznamy za
uprawnione, to nie możemy wyrzucać na tej podstawie wszystkich
kryteriów, według których byłoby niepoprawne. Non possumus. :)
Rozumiem to. Ale czy w takim razie możesz podać jakiś "kodeks postępowania
językowego", który powie jak te kryteria stosować bez potrzeby wzywania
jakiegoś magister elegantiarum? Czy po prostu wystarczy by słowo spełniało
jedno kryterium?
| b) Regułę tę można przeformułować tak: "Precz z synonimami!". Może i
| precz, ale mamy ich całe mnóstwo, wiele, w bród, multum i bez liku.
| I sporo z nich nie było "pierwszymi w języku". To co? Tniemy
| słowniki? ;)
Nie, gdyż synonimów doskonałych praktycznie w języku nie ma wcale.
Każdy ma jakiś szczególny odcień semantyczny, emocjonalny czy choćby
odrębne właściwości morfologiczne albo składniowe.
Ale to doskonałe synonimy możemy wyciąć. To które słowo wyrzucamy: "jeżeli"
czy "jeśli"?
Zresztą Twoja argumentacja praktycznie unieważnia tę regułę gdyż jak
wykazałem shop i tabloid (a jak rozumiem były to najlepsze przykłady pana
profesora) nie mają "synonimów doskonałych" w języku polskim.
| c) W konsekwencji obrońcy czystości języka polskiego postępowali
| wbrew tej regule wymyślając jakieś "strugi" czy "międzymordzia" w
| ramach odporu na germańskie "heble" i "interfejsy".
A to jeszcze inna bajka -- tu wchodziło kryterium narodowe. Być może
niewłaściwie rozumiane.
Tego kryterium dotąd nie podałeś.
| Oczywiście powyższa klasyfikacja jest tylko jedną z możliwych.
| Niemniej wydaje mi się, że w obecnej chwili właśnie ona ma
| największą wagę normatywną.
| Zakładam, że zgadzasz się że powyższa wypowiedź ma charakter
| subiektywny.
A jaki ma mieć? W końcu polonistyka to nie nauka, pamiętasz? ;-)))
Domyślam się, że jest to pewna ideologia ;)
Dobra, żarty na bok (chociaż nie była to aluzja do Ciebie). Nie
możemy w pełni zobiektywizować metodologii, ponieważ musimy ją
wykorzystywać do opisu realnego i wciąż mutującego świata.
No tak, ale Ty nie dokonujesz opisu świata a jego _oceny_.
| Sądzę, że wiele osób w ogóle ma indyferentną postawę względem tych
| siedmiu przykazań (bez urazy ;)), a inni nie pozwolą ograniczyć
| swojej "wolności języka".
"Tak strzeżcie waszej wolności, żeby się w swawolę nie wrodziła". :)
(Nie, nie wiem, kto to powiedział).
Też nie wiem. Wiem za to kto powiedział "Wolność to uświadomiona
konieczność"[1] ;)
Artur
[1] W każdym razie tak się to cytuje.
W obronie głuchoniemego. Rozważania terminologiczne
Tytuł artykułu nie pochodzi od autora. Został zaczerpnięty z innej pracy - W obronie głuchoniemego - jego nazwy i jego mowy migowej, napisanej przed ponad 30 laty przez Kazimierza Głogowskiego. Została ona opublikowana jako rozdział w skrypcie "Rehabilitacja głuchych" pod redakcją Zbigniewa Skrockiego (PZWL 1963), przeznaczonym dla lekarzy i nauczycieli. Treścią wspomnianego rozdziału były rozważania na temat zastępowania terminu głuchoniemy przez termin głuchy, zdaniem Autora - niesłusznie. Kazimierz Głogowski stwierdził wówczas, że
...ze względów administracyjnych, a także eufemistycznych, termin "głuchoniemy" dostał się na listę dyskryminacji. Przechodzi się nad tym do porządku dziennego, jakby treść pojęcia "głuchy" pokrywała się z pojęciem "głuchoniemy". A tak przecież nie jest...
Wracając po ponad 30 latach do rozważań na temat terminu głuchoniemy, przez stulecia ściśle związanego z osobami z uszkodzonym słuchem, pragnę równocześnie wskazać na fakt, że mimo upływu blisko 200 lat od podejmowania pierwszych prób kształcenia osób z uszkodzonym słuchem na ziemiach polskich, ponad 120 lat od powstania pierwszego stowarzyszenia tych osób, nie dopracowano się jednolitych i jednoznacznych definicji.
Wśród dyscyplin naukowych, zajmujących się problemami osób z uszkodzonym słuchem nie ma zgodności co do terminologii, którą się posługują. Nie tylko utrudnia to wzajemne relacje pomiędzy naukami, ale prowadzi czasem do nieporozumień. W tej sytuacji wydaje się konieczne podjęcie próby zaproponowania kilku definicji, dotyczących osób, u których występuje uszkodzenie narządu słuchu, które mogłyby zostać zaakceptowane przez różne środowiska naukowe. Jest to tym bardziej istotne, że przyjęte u nas definicje powinny odpowiadać standardom europejskim.
Przede wszystkim należałoby ujednolicić definicję najbardziej ogólną, obejmującą wszystkie te osoby, u których występuje uszkodzony słuch. Jest to łatwe, ponieważ na świecie przyjęte zostało określenie "hearing impairment", któremu w języku polskim najbardziej odpowiada określenie uszkodzenie słuchu. Wynika z tego, że prawidłowym i zgodnym ze standardami jest określenie osoba z uszkodzonym słuchem, pod którym to pojęciem należy rozumieć osobę, u której występuje uszkodzenie słuchu w stopniu lekkim, umiarkowanym, znacznym lub głębokim. Stopnie uszkodzenia słuchu zostały określone przez Międzynarodowe Biuro Audiofonologii (BIAP) i oparte na specjalnym algorytmie obliczania ubytku słuchu w decybelach (dB) na podstawie audiogramu progowego. Wyliczony w decybelach stopień ubytku słuchu pozwala w sposób jednoznaczny zakwalifikować uszkodzenie słuchu u określonej osoby jako lekkie, umiarkowane, znaczne lub głębokie. Termin osoba z uszkodzonym słuchem ma także oponentów. Należy do nich np. amerykański psycholog Harlan Lane, którego zdaniem głuchota nie jest niepełnosprawnością, lecz "innym sposobem egzystencji"(1). Pojęcie "uszkodzenia" traktuje on jako dominację aspektu medycznego. Wydaje się jednak, że termin osoba z uszkodzonym słuchem nie budzi takich obaw wśród polskich specjalistów.
W środowiskach medycznych nie używa się praktycznie żadnego z tych terminów. Audiolodzy i otolodzy piszą o "głuchocie", jako o schorzeniu, używając czasem dodatkowo określenia "całkowita" lub "częściowa", natomiast podmiotowo mówią i piszą o "chorym" lub "pacjencie".
W środowisku surdopedagogów przez wiele dziesięcioleci, w odniesieniu do dzieci, a także osób dorosłych ze znacznym i głębokim uszkodzeniem słuchu, funkcjonował jedynie termin "głuchoniemy". Dowodzą tego prawie wszystkie tytuły prac, dotyczących tej tematyki wydanych przed 1950 rokiem. Oto przykłady:
Słownik mimiczny dla głuchoniemych i osób z nimi styczność mających (J. Hollak, T. Jagodziński 1879);
Głuchoniemy wobec najnowszych badań nauki (W. Wagner 1913);
Organizacja szkół dla głuchoniemych w Polsce (A. Manczarski 1924);
Nauka języka w polskiej szkole dla głuchoniemych (L. Retzlaff 1924)
Mierzenie postępów mowy u dzieci głuchoniemych (J. Hellmann 1924);
Internat młodzieży głuchoniemej (W. Jarecki 1924/25);
Klasyfikacja głuchoniemych, możliwość nauczania ich mowy ustnej i zadania kursu artykulacyjnego (B. Matheus 1925);
Dlaczego głuchoniemi źle mówią (A. Manczarski 1925);
Nauka języka ojczystego u głuchoniemych (A. Manczarski 1925/26);
Język macierzysty i mowa ojczysta głuchoniemych (L. Retzlaff 1925/6);
Nowe prądy wychowania głuchoniemych (J. Hellmann 1925/26);
Język głuchoniemych po kądzieli i po mieczu (K. Głogowski 1926);
Zawodowe kształcenie głuchoniemych w Polsce (W. Jarecki 1926/27);
Głuchoniemi (M. Grzegorzewska 1927/28);
Uwagi o nauczaniu głuchoniemych w klasie I (W. Tułodziecki 1928/29);
Z dziejów organizacji wychowania głuchoniemych (J. Hellmann 1929/30);
Głuchoniemi w Rzeczypospolitej Polskiej (K. Włostowski, S. Rysiński 1930);
Głuchoniemy a wybór zawodu (E. Krzysztofiak 1931);
O poradniach zawodowych dla głuchoniemych (Cz. Lorkiewicz 1931);
Nowe drogi w nauczaniu głuchoniemych (M. Grzegorzewska 1932/33, 1933/34);
Głuchoniemi o sobie (K. Włostowski, W. Dobrowolski 1933);
Ewolucja poglądów na głuchoniemego w ciągu wieków (K. Głogowski 1934/35);
Badania nad myśleniem dzieci głuchoniemych (K. Głogowski 1934/35);
Głuchoniemota (K. Głogowski 1951);
Nasza książka. Pierwsza książka do nauki czytania i pisania dla głuchoniemych (J. Landy-Brzezińska, W. Tułodziecki 1951);
Dobór zajęć i zawodów dla głuchoniemych (K. Głogowski 1952);
Głuchoniemota jako zagadnienie społeczne (Z. Januszkiewicz, J. Gołaszewska 1954);
O nauczaniu mowy i rozwijaniu resztek słuchu i dzieci głuchoniemych (N. Dubinin, J. Guca 1956);
Środowisko warunkuje rozwój mowy dziecka głuchoniemego (K. Głogowski 1961);
Wśród nielicznych wyjątków od tej reguły można wymienić tytuł pracy Tytusa Benniego z 1927 roku - Czytanie z ust dla głuchych w wieku późniejszym w świetle psychologii i fizjologii mowy; tytuł ten jednak jednoznacznie odnosi się do osób, które mówiły i straciły słuch później, jest więc uzasadniony. Także w 1927 roku N. Krakowska w tytule artykułu Rozwój słuchu u głuchych i głuchoniemych wyraźnie rozróżnia dwie kategorie osób z uszkodzonym słuchem, przy czym określenie "głuchy" odnosi do osób, które utraciły słuch, kiedy ich mowa była już ukształtowana. Innym wyjątkiem jest tytuł artykułu E. Drouot Czy odczytywanie z ust może być czynnikiem wywołującym mowę u głuchego od urodzenia, przetłumaczonego z języka francuskiego i zamieszczonego w ,,Szkole Specjalnej" w 1935 r.
W środowisku surdopedagogów, jeszcze w latach II Rzeczypospolitej podejmowano próby lansowania pojęcia "głuchy", które miałoby wyprzeć z powszechnego użycia słowo "głuchoniemy". Przykładem jest tytuł artykułu W. Tułodzieckiego w "Szkole Specjalnej" 1934/35 pt. Dziecko głuche, jego zainteresowania i potrzeby. Argumentem stosowanym przez surdopedagogów było "skoro głuchoniemego można nauczyć mówić, wobec tego nie będzie on głuchoniemy, lecz tylko głuchy". Argument ten powtarza K. Kirejczyk w wydanej w 1957 roku obszernej pracy Głusi1. Równocześnie jednak zwraca uwagę na fakt, że są i głuchoniemi i głusi, że "pojęcie głuchoty jest pojęciem szerszym od pojęcia głuchoniemoty" i "głuchoniemi należą do ludzi głuchych"2. W pracach późniejszych spotykamy już prawie wyłącznie pojęcie "głuchy", w odniesieniu zarówno do osób posługujących się mową, jak też nie potrafiących posługiwać się mową dźwiękową.
Głusi i głuchoniemi w słownikach i encyklopediach
Podobne zróżnicowanie występuje w słownikach i encyklopediach, także całkiem współczesnych. W Wielkiej encyklopedii powszechnej PWN, wydanej w latach 1962-70 czytamy o głuchych i głuchoniemych, w Małym słowniku języka polskiego, wydanym w 1968 r. przez PWN pod redakcją Stanisława Skorupki, Haliny Auderskiej i Zofii Łempickiej "głuchoniemy" to "ten, kto nie mówi i nie słyszy", natomiast "głuchy" to "człowiek lub zwierzę o nie funkcjonującym narządzie słuchu, pozbawiony zdolności słyszenia, nie słyszący, źle słyszący". W Encyklopedii powszechnej PWN z 1974 r. pojęcia głuchota" i "głuchoniemota" są również wyraźnie rozdzielone. W Słowniku języka polskiego pod red. Mieczysława Szymczaka (PWN 1988) znajdujemy określenie "głuchoniemy" jako "człowiek głuchy i niemy" i "głuchy" jako nie mający zdolności słyszenia; nie słyszący lub źle słyszący", jest również określenie "niemowa "(człowiek pozbawiony zdolności mówienia, najczęściej głuchoniemy), nie ma natomiast określenia "niesłyszący". Ponadto w tymże słowniku spotykamy określenie "głucho-ciemny "(jako "człowiek głuchy i niewidomy"), mimo, iż od ponad 20 lat określenie to nie jest używane i zostało zastąpione przez określenie "głuchoniewidomy". Także w Encyklopedii popularnej PWN (wydanie z 1991 r.) spotykamy pojęcia "głuchoniemota" (jako "wrodzone lub nabyte niewykształcenie się mowy artykułowanej wskutek utraty zdolności słyszenia i rozumienia dźwięków") i "głuchota" (jako "upośledzenie lub utrata zdolności słyszenia i rozróżniania dźwięków wskutek uszkodzenia aparatu przewodzącego dźwięki w uchu środkowym lub uszkodzenia narządu Cortiego w uchu wewnętrznym, nerwów i ośrodków słuchu w mózgu"). Brak natomiast określenia człowieka, który nie słyszy, chociaż w innym miejscu, w definicji pojęcia daktylografia mówi się o "głuchoniemych". Definicje z Encyklopedii popularnej są dokładnym powtórzeniem definicji zawartych w Leksykonie PWN z 1972r. Ostatnio, w Nowej encyklopedii powszechnej PWN (1995-96) pojawiły się szerzej ujęte definicje pojęć "głuchota" i "głuchoniemota", zawierające jednak nieścisłości. W definicji głuchoniemoty umieszczony został życzeniowy postulat, że "poprzez rehabilitację logopedyczną można u osób całkowicie głuchych wykształcić mowę zrozumiałą dla otoczenia", co można rozumieć, że jest to możliwe w każdym przypadku, a nie tylko u kilku procent populacji, jak to jest w rzeczywistości. W definicji głuchoty natomiast napisano, że "rehabilitacja polega na nauce czytania z ust, nauce tzw. mowy migowej i poprawie zdolności mówienia", używając błędnego określenia "tzw. mowa migowa" i błędnie precyzując cele rehabilitacji. Interesujące jest to, że wszystkie te definicje, dotyczące głuchoty, zawierają w sobie także pojęcie niedosłuchu (por. "źle słyszący", "upośledzenie zdolności słyszenia", "również upośledzenie słyszenia"), a w konsekwencji w myśl tych definicji jako głuchych należałoby traktować także osoby z częściowym uszkodzeniem słuchu, tych, których potocznie określamy jako niedosłyszących lub słabosłyszących.
Brak precyzji i spójności terminologii stosowanej w słownikach i encyklopediach dostrzega się jeszcze wyraźniej tam, gdzie definiowane są pojęcia związane ze środkami porozumiewania się. Niektóre proponowane w słownikach i encyklopediach terminy, dotyczące środków porozumiewania się osób z głęboko uszkodzonym słuchem tak dalece odbiegają od stosowanej terminologii, że można mieć przekonanie, iż nie opracowywali ich profesjonaliści.
W Podręcznym słowniku języka polskiego (Wiedza Powszechna 1958), w którym zdefiniowano pojęcia "głuchy" (jako "nie słyszący, pozbawiony słuchu") i "głuchoniemy" (jako "pozbawiony słuchu i mowy, głuchy i niemy"), podano także ilustrowany przykład trzech znaków "alfabetu głuchoniemych", gdzie zamieszczono znaki liter A, B i C nie z polskiego, lecz z amerykańskiego (!) alfabetu palcowego. We wspomnianym już Leksykonie PWN spotykamy zupełnie nieznane i nie używane pojęcie chirologia, które ma oznaczać
sposób porozumiewania się za pomocą ruchów palców rąk, mający zastosowanie wśród głuchoniemych". To samo określenie spotykamy w Słowniku wyrazów obcych PWN w wydaniu z 1974 r., a zapewne także w innych wydaniach, jako "sposób porozumiewania się głuchoniemych za pomocą ruchów palców rąk, miganie". W obu tych książkach znalazło się błędnie zdefiniowane pojęcie "daktylografia", w Leksykonie jako "sposób porozumiewania się głuchoniemych na migi, miganie", a w Słowniku wyrazów obcych jako "sposób porozumiewania się na migi, za pomocą znaków dawanych palcami rąk (stosowany np. wśród głuchoniemych), miganie, chirologia". Pojęcie "daktylografia" spotykamy także w Małym słowniku języka polskiego z 1968 r. ("sposób porozumiewania się z głuchoniemymi na migi, za pomocą znaków dawanych palcami, miganie"). Podobnie błędnie zdefiniowaną "daktylografię" spotykamy jeszcze w kolejnych wydaniach Słownika języka polskiego (jako "sposób porozumiewania się na migi, za pomocą znaków dawanych palcami rąk, stosowany np. wśród głuchoniemych; miganie"), a także w Encyklopedii popularnej PWN z 1991 r. ("sposób porozumiewania się głuchoniemych na migi, miganie"). W Słowniku występują także hasła "migi" ("znaki porozumiewawcze wykonywane za pomocą gestów lub mimiki; w środowisku głuchoniemych: umowne ruchy rąk i palców rąk, odpowiadające poszczególnym wyrazom, literom i liczbom; międzynarodowe migi głuchych"), "miganie" ("sposób porozumiewania się za pomocą migów, rozpowszechniony wśród głuchoniemych, język migowy") i "migowy" (,,odnoszący się do migów znaków porozumiewania się za pomocą gestów lub mimiki; posługujący się migami; język migowy; znaki migowe"), definicje te jednak trudno uznać za ścisłe i odpowiadające w pełni rzeczywistości. Warto jednak tu podkreślić fakt, że niekompetencja autorów haseł związanych z głuchotą w encyklopediach i słownikach ma długą tradycję. W Nowoczesnej Encyklopedii Ilustrowanej wydanej przez M. Arcta w 1937 r. obok hasła "głuchota" zamieszczony został cały alfabet palcowy, tyle tylko, że angielski, zasadniczo różniący się od polskiego, z podpisem "alfabet głuchoniemych" (s.432).
Sytuacja zmieniła się nieco w ostatnich latach. W sześciotomowym wydaniu Nowej encyklopedii powszechnej PWN, wydanej przez Wydawnictwo Naukowe PWN w latach 1995-96 po raz pierwszy pojawiły się poprawne i odpowiadające rzeczywistości definicje pojęć "język migowy", "język migany" i "alfabet palcowy", które cytuję na końcu artykułu. W wydanej na płycie CD-ROM multimedialnej wersji tejże encyklopedii znajdują się te same definicje, z tym, że alfabet palcowy występuje, z poprawnym opisem chociaż bez ilustracji, jako jedna z dwóch definicji szczegółowych pod wspólnym hasłem "alfabet dla głuchoniemych". Drugą definicją szczegółową zamieszczoną pod tym hasłem jest, wymieniona na pierwszym miejscu, całkowicie zaskakująca specjalistów definicja "alfabet głosowy (niemiecki), w którym różne układy ust odpowiadają poszczególnym głoskom", nie mająca zupełnie pokrycia w rzeczywistości.
Omawiając coraz częściej pojawiające się na rynku księgarskim multimedialne wersje słowników i encyklopedii, nie sposób nie odnieść się do terminologii, popularyzowanej w multimedialnej wersji Komputerowego słownika języka polskiego PWN, zawierającego na jednej płycie CD-ROM pełny tekst Słownika języka polskiego PWN z 1995 r. oraz Słownika wyrazów obcych, także wydania z 1995 r. Teksty te przenoszą do multimedialnej wersji wszystkie wady i nieścisłości z wydań książkowych. Spotykamy tu więc znowu (w obu słownikach) nieznane i nie spotykane w praktyce pojęcie "chirologia" (jako "sposób porozumiewania się głuchoniemych za pomocą ruchów palców rąk; miganie"), w obu słownikach również spotykamy błędnie zdefiniowane pojęcie "daktylografia" (jako "sposób porozumiewania się na migi, za pomocą znaków dawanych palcami rąk, stosowany np. wśród głuchoniemych; miganie", przy czym w słowniku wyrazów obcych jest także odesłanie do pojęcia "chirologia"). W komputerowej wersji słownika języka polskiego występują ponadto zdefiniowane nieprecyzyjnie pojęcia "mig", "migać", "miganie" i "migowy", natomiast w szeroko omawianym pojęciu "język" brak jest odniesienia do języka migowego. Występuje również pojęcie "alfabet głuchoniemych" zamiast "alfabet palcowy", a także, w ramach pojęcia "głuchy", przeniesione z poprzednich wydań archaiczne i nie akceptowane przez środowisko określenie "głucho-ciemny" (pisane z łącznikiem), zamiast powszechnie używanego określenia "głuchoniewidomy".
Podsumowując te rozważania z satysfakcją można stwierdzić znaczącą poprawę jakości opisów w ostatnich wydaniach encyklopedii PWN, licząc na to, że pozytywne zmiany wprowadzone zostaną także w kolejnych wydaniach słowników.
Głusi i głuchoniemi w mowie i w językach migowych
Wróćmy jednak do rozważań na temat historii terminologii dotyczącej osób z uszkodzonym słuchem. Począwszy od połowy lat pięćdziesiątych pojawiła się ponownie, rozpoczęta przez W. Tułodzieckiego w latach trzydziestych, silna tendencja do usuwania z języka polskiego pojęcia "głuchoniemy" i zastępowania go określeniem "głuchy". Przeciw temu właśnie występował w cytowanym na wstępie artykule Kazimierz Głogowski. Dziś już wiemy, i dowiodły tego lata doświadczeń polskich i światowych, że jedynie nieliczne osoby z głębokim ubytkiem słuchu opanowują mowę na poziomie wystarczającym dla porozumiewania się z osobami słyszącymi. Oznacza to, że wprowadzenie jednego, ogólnego pojęcia "głuchy" w miejsce dwóch pojęć "głuchy" i "głuchoniemy" nie odzwierciedlało rzeczywistości, a zawierało jedynie życzeniowy postulat. Równocześnie podkreślanie faktu, że skoro osobę pozbawioną słuchu można nauczyć mówić, to należy zmienić określające ją pojęcie, usuwając z niego element "niemy" świadczy o kategoryzowaniu ludzi i traktowaniu niemoty jako czegoś wstydliwego (złego), natomiast umiejętności posługiwania się mową dźwiękową jako czegoś, co nobilituje i pozwala przejść do wyższej kategorii człowieczeństwa. Rzadko zwraca się uwagę na ten dyskryminacyjny i stygmatyzujący aspekt podejścia do głuchoty i niemożności mówienia. Twórcy tego eufemistycznego podejścia byli sami osobami słyszącymi. Warto jednak zwrócić uwagę, że mimo, iż od pierwszych prób zastąpienia pojęcia "głuchoniemy" pojęciem "głuchy" minęło kilkadziesiąt lat i mimo, iż w polskim języku migowym istnieje, stworzony na tę okoliczność znak migowy "głuchy" obok znaku migowego "głuchoniemy", ten pierwszy nie jest akceptowany przez osoby określane tymi pojęciami, dla których język migowy jest pierwszym językiem, a więc przez samych zainteresowanych. Praktycznie każda z 50 tysięcy osób z głębokim prelingwalnym ubytkiem słuchu, które żyją w Polsce i posługują się na co dzień językiem migowym na pytanie "kim jesteś" odpowie w języku migowym "głuchoniemy", a nie "głuchy".
Podobna sytuacja występuje w językach migowych innych państw. W amerykańskim języku migowym występują dwa znaki na określenie pojęcia deaf (głuchy), przy czym częściej używany z nich jest migany dotknięciem palca do ucha i ust, a więc kojarzy się z głuchoniemotą, a nie głuchotą, w drugim natomiast, po dotknięciu palcem ucha pokazuje się "zamknięcie", przy czym ten znak stosuje się w kontekstach całkowitej głuchoty, gdy osoba przekazująca ten znak chce podkreślić, że nie słyszy w ogóle. W rosyjskim języku migowym pojęcie głuchoj także jest prezentowane poprzez kolejne dotknięcie palcem wskazującym ucha i ust. W czeskim słowniku języka migowego występują dwa pojęcia hluchyM i hluchoneSmyM, a ich migowe odpowiedniki odnoszą się odpowiednio do ucha oraz do ucha i ust. Podobnie jest w polskim języku migowym - w słowniku można znaleźć dwa znaki, określające odpowiednio pojęcia głuchy i głuchoniemy, jednak w potocznym użyciu występuje jedynie znak głuchoniemy.
W wydanym przez Światową Federację Głuchych w 1975 r. słowniku międzynarodowego języka migowego GESTUNO palce dotykają jedynie ucha, a jako słowny odpowiednik w języku angielskim występuje słowo deaf, a więc głuchy, jednak w kontaktach międzynarodowych, w potocznym użyciu pozostaje znak, w którym palec wskazujący dotyka kolejno ucha i ust.
Liczące sobie 50 lat stowarzyszenie pozarządowe Polski Związek Głuchych powstało w 1946 roku jako Polski Związek Głuchoniemych i Ich Przyjaciół. Nazwa została zmieniona w 1955 roku na wniosek ludzi słyszących i ówczesnego prezesa Związku, który był osobą niesłyszącą, ale wychowaną wśród słyszących i pojęcie "głuchoniemy" raziło go tak, jak niektórych ludzi słyszących. Jednym z wiceprezesów Związku była w tym czasie Maria Grzegorzewska, osoba wielce zasłużona dla pedagogiki specjalnej, o wielkim autorytecie, która również była zwolenniczką terminu "głuchy". I chociaż nazwa związku zmieniła się wówczas, do dziś większość jego członków nazywa go w języku migowym "Polski Związek Głuchoniemych".
W latach sześćdziesiątych pojawiło się kolejne pojęcie - "inwalida słuchu". Po raz pierwszy spotykamy je w tytule artykułu S. Siły-Nowickiego Wpływ środowiska na kształtowanie osobowości, mowy, myślenia i rehabilitacji inwalidów słuchu, zamieszczonym w Biuletynie Zakładu Badawczego ZSI nr 3 (33) z 1967 r. Pojęcie to, lansowane w latach siedemdziesiątych, w ramach dążenia do unifikacji wszystkich pojęć związanych z niepełnosprawnościami i stosowane w języku urzędowym, nie zostało w pełni zaakceptowane przez środowisko osób z uszkodzonym słuchem i praktycznie nigdy nie było używane w potocznym obiegu. Dziś dla wielu osób - przede wszystkim słyszących - z kolei termin "głuchy" nabiera pejoratywnego zabarwienia. Osoby te proponują zastąpić termin "głuchy" kolejnym tworem językowym, powstałym także w latach sześćdziesiątych - pojęciem "niesłyszący". Począwszy od 1965 roku, prawie na każdym z kolejnych, organizowanych co 5 lat zjazdach Polskiego Związku Głuchych ktoś ze słyszących członków stawiał wniosek o zmianę nazwy Związku na Polski Związek Niesłyszących (na jednym ze Zjazdów padł nawet wniosek o zmianę nazwy na "Polski Związek Inwalidów Słuchu"). Wnioski takie, jak dotychczas, nie zdobywały wystarczającej liczby zwolenników, jednak pojęcie niesłyszący zdobyło sobie w ostatnich latach uznanie osób słyszących zajmujących się tą problematyką, wypierając częściowo z użycia pojęcia głuchy i głuchoniemy." W 1993 roku, Ministerstwo Edukacji Narodowej, wydając kolejne zarządzenie w sprawie kształcenia dzieci niepełnosprawnych (Zarządzenie nr 29 Ministra Edukacji Narodowej z dnia 4 października 1993 r. w sprawie zasad organizacji opieki nad uczniami niepełnosprawnymi, ich kształcenia w ogólnodostępnych i integracyjnych publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach oraz organizacji kształcenia specjalnego), wprowadziło oficjalnie w tym dokumencie pojęcia niesłyszący i słabosłyszący w miejsce używanych dotychczas "głuchy" i "niedosłyszący". W wyniku tej inicjatywy znaczna liczba placówek opiekuńczo-wychowawczych i szkół dla głuchych (chociaż nie wszystkie) zmieniła swoje nazwy, wprowadzając do nich słowo "niesłyszący". Najstarszym tradycjom hołduje jedynie jedna szkoła - Instytut Głuchoniemych w Warszawie, którego nazwa tak samo brzmiała w chwili jego założenia, w 1817 roku (należy nadmienić, że kiedy w latach 1842-1962 Instytut kształcił również dzieci niewidome, nosił nazwę Instytut Głuchoniemych i Ociemniałych i taka właśnie nazwa widnieje na frontonie budynku Instytutu do dziś, a w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w pełnej nazwie Instytutu znajdowało się jeszcze słowo "Państwowy")." Obecnie w mowie potocznej, przy określaniu osób z uszkodzonym słuchem w stopniu znacznym i głębokim, spotykamy praktycznie wszystkie dotychczas omawiane określenia, czasem także określenie "niemowa", z tym, że w wyniku zmiany terminologii stosowanej w literaturze surdopedagogicznej począwszy od końca lat pięćdziesiątych oraz narosłych przez lata przyzwyczajeń, pojęcie "głuchy" nabrało na tyle szerokiego znaczenia, że często używa się go dla określenia każdej osoby z uszkodzonym słuchem w stopniu znacznym i głębokim, bez względu na to, czy jest to osoba mówiąca czy też nie i w jakim okresie życia nastąpiła u niej utrata słuchu.
Słabosłyszący i głuchoniewidomy - problemy związane z pisownią
W dotychczasowych rozważaniach pojawiły się następujące terminy: osoba z uszkodzonym słuchem, słabosłyszący, niedosłyszący, niesłyszący, głuchy, głuchoniemy, głuchoniewidomy. Dwa z tych wyrazów - słabosłyszący i głuchoniewidomy budzą wątpliwości co do sposobu ich poprawnego pisania. Wyraz słabosłyszący, którym określa się osobę z uszkodzeniem słuchu w stopniu umiarkowanym, jako grupę wyrazową, której pierwszy człon jest przysłówkiem, należałoby zasadniczo pisać rozdzielnie, a więc słabo słyszący. Jednak w przypadku wyrażeń scalonych znaczeniowo w tym stopniu, że pojmuje się je jako jednolite wyrazy i utrwalonych w mowie potocznej, wyrażenia takie nabierają charakteru zrostów i są pisane łącznie. Słownik ortograficzny S. Jodłowskiego i W. Taszyckiego podaje wiele przykładów takich wyrazów będących zrostami, jak np. równobrzmiący, jasnowidzący, wszędzieobecny, a także analogiczny konstrukcyjnie i znaczeniowo wyraz krótkowidzący. Pisownia łączna tego wyrażenia została zaakceptowana we współczesnej literaturze fachowej, a także zastosowana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej we wspomnianym już Zarządzeniu nr 29 z 1993 r. Biorąc pod uwagę także fakt, że wyraz ten pełni funkcję rzeczownika i określa osobę, należałoby postulować uznanie pisowni łącznej za obowiązującą.
Z kolei wyraz głuchoniewidomy, którym określa się osobę z uszkodzonym słuchem i wzrokiem równocześnie, składa się z dwóch przymiotników znaczeniowo równorzędnych i jako taki powinien być pisany z łącznikiem w środku, a więc głucho-niewidomy. Z taką pisownią można się czasem spotkać, jednak nie w literaturze ściśle fachowej, gdzie spotykamy wyłącznie pisownię łączną. Jest to widoczne w tytułach książek z tej dziedziny, wydawanych przez różne wydawnictwa, np.
T. Majewski: Zagadnienia rehabilitacyjne głuchoniewidomych. Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich. Warszawa 1979.
M. Capała, G. Kozłowski: Rehabilitacja głuchoniewidomych. Polski Związek Niewidomych. Warszawa 1988.
V. Cardinaux, H. Cardinaux, A. Lwe: Przygarnij mnie. Wychowanie dzieci głuchoniewidomych. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 1993.
Czy głuchoniewidomi mogą rzeźbić. Katalog Wystawy. ZWP Uwipol. Warszawa 1995.
Taką też, łączną formę zapisu stosuje stowarzyszenie pozarządowe o nazwie Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym w swej nazwie, wydawnictwach i dokumentacji. Wyraz głuchoniewidomy, mimo, że składa się z przymiotników, przyjmuje funkcję rzeczownika, określając konkretną osobę, a jako taki powinien być pisany łącznie i bez łącznika, podobnie jak przytoczone w Słowniku ortograficznym przykłady rzeczownikowe cyjanowodór, żelazobeton, kilowatogodzina i inne. W tymże Słowniku jako wyjątek, który mimo, że jest złożony z przymiotników, należy pisać bez łącznika występuje analogiczny konstrukcyjnie i zbliżony znaczeniowo, wyraz głuchoniemy. Wydaje się, że i w przypadku wyrazu głuchoniewidomy należy postulować uznanie za obowiązującą pisownię łączną i bez łącznika.
Wnioski
Język polski, jak każdy żywy język, podlega stałemu rozwojowi i przemianom. Niektóre z tych przemian, a w szczególności wprowadzanie do języka polskiego wyrazów obcego pochodzenia, do tego stopnia niepokoją językoznawców, że powstała już inicjatywa ustawodawcza, zmierzająca do ochrony języka polskiego przed jego zaśmiecaniem. Szacunek dla polskiego języka i jego tradycji wymaga, aby te pojęcia, które zdobyły sobie trwałe funkcjonowanie w mowie potocznej i są powszechnie rozumiane, były chronione przed zastępowaniem ich innymi, mniej precyzyjnymi, a często niosącymi w sobie pierwiastek eufemizmu. Do takich wymagających ochrony pojęć należy niewątpliwie określenie "głuchoniemy", które, co jest chyba w tym wszystkim najważniejsze, jest akceptowane przez samych zainteresowanych, tych, których czasem określamy jako "głuchych kulturowo" i funkcjonuje niezmiennie od pokoleń w języku migowym. Nie oznacza to, że należy tak określać wszystkie osoby z uszkodzonym słuchem. Osoby nie słyszące, ale mówiące, które same chcą określać się jako "głuche", mają niewątpliwe prawo do tego. 35 lat temu, we wspomnianym na początku artykule, tak pisał na ten temat Kazimierz Głogowski: Ponieważ nomina sunt cosequentia rerum (nazwy są następstwem rzeczy), wobec tego nie można nadawać rzeczom mylnych nazw. Jestem za zatrzymaniem terminu głuchoniemy nie dla jego historii, etymologii, dla zaprzeczenia tendencjom eufemistycznym, lecz dla konieczności posługiwania się ściśle określającymi terminami. Nie wzorujemy się w naszym przypadku na naszych zachodnich sąsiadach, którzy w roku 1938 wprowadzili zamiast "Taubstummen-Schule" (szkoła dla głuchoniemych) termin "Ghoarlosen-Schule" (szkoła dla niesłyszących). Pamiętajmy, że tej zmiany dokonano w okresie rasizmu i sterylizacji głuchoniemych.
Osoby, które kiedyś słyszały i mówiły, a będąc osobami mówiącymi utraciły słuch, najsłuszniej, jak się wydaje, byłoby określać jako ogłuchłe. Osoby te nie znają zazwyczaj języka migowego i utożsamiają się ze społeczeństwem ludzi słyszących. Z pojęciem tym spotykamy się w literaturze przedmiotu, także w Słowniku języka polskiego spotykamy pojęcie "ogłuchnąć", jako "stać się głuchym, przestać słyszeć, stracić słuch".
Osobnego omówienia wymaga coraz częściej spotykane w literaturze pojęcie niesłyszący. Reasumując etymologicznie - "niesłyszący" to "człowiek, który nie słyszy" i definicja ta nie zawiera innych informacji. Wydaje się, że można to pojęcie traktować jako bardziej ogólne, w którym zawierają się określenia "głuchy", "głuchoniemy" i "ogłuchły". W szczególności określenie niesłyszący może mieć zastosowanie w odniesieniu do dzieci ze znacznym i głębokim uszkodzeniem słuchu. Trwający w tym okresie życia proces rehabilitacji nie pozwala zazwyczaj na jednoznaczne określenie, czy dziecko jest głuchonieme czy głuche i jakim będzie w przyszłości, podobnie jak niesłusznym byłoby użyć w stosunku do dziecka w wieku przedszkolnym określenia "analfabeta", chociaż nie potrafi ono jeszcze czytać i pisać.
Omówione pojęcia - głuchy, głuchoniemy, ogłuchły i niesłyszący nie obejmują swym zakresem pojęciowym osób z uszkodzonym słuchem w stopniu lekkim i umiarkowanym, chociaż sugerują to - niesłusznie - słowniki i encyklopedie. W literaturze i języku potocznym dla określenia osób z uszkodzonym słuchem w stopniu umiarkowanym spotykamy się z pojęciami słabosłyszący i niedosłyszący.
Nie jest konieczne tworzenie specjalnego określenia dla osób z uszkodzonym słuchem w stopniu lekkim, ponieważ osoby te, mające w zasadzie pełną wydolność socjalną, nie korzystają ze specjalnym form edukacji, nie potrzebują pomocy w zatrudnieniu, pomocy socjalnej, a jedynie w niektórych przypadkach korzystają z zaopatrzenia w aparaty słuchowe.
Osoby z uszkodzonym słuchem w stopniu umiarkowanym, u których próg słyszenia mieści się pomiędzy 40 i 70 dB, mają ewidentne trudności w rozumieniu mowy. Trzeba do nich mówić głośniej, wyraźniej i z mniejszej odległości. Mowa tych osób zwykle jest zniekształcona pod względem artykulacyjnym. W zależności od stopnia upośledzenia słuchu mogą występować trudności w różnicowaniu dźwięków, słyszenia własnej mowy, ograniczenie możliwości porozumienia się bez aparatów słuchowych. Osoby te określamy jako słabosłyszące. Niezależnie od pojęcia "słabosłyszący" spotykamy również, pojęcie "niedosłyszący", używane zamiennie. Ze względu jednak na podobieństwo akustyczne i zapisu graficznego jest ono często mylone, z zupełnie innym znaczeniowo pojęciem "niesłyszący". Z tego też względu nie powinno ono być używane przez specjalistów.
Podsumowując te rozważania, chciałbym zaproponować następujące definicje, określające osoby z uszkodzonym słuchem:
Osoba z uszkodzonym słuchem w stopniu lekkim, umiarkowanym, znacznym lub głębokim - osoba, której uszkodzenie słuchu, określone audiogramem progowym i przeliczone wg tabeli Międzynarodowego Biura Audiofonologii, przekracza 20 dB i kwalifikuje ją do jednego ze stopni uszkodzeń.
W tej, najbardziej ogólnej definicji, nie uwzględnia się faktu, czy dana osoba opanowała mowę dźwiękową jako środek porozumiewania się. Definicja ta może stanowić podstawę do tworzenia definicji szczegółowych.
Słabosłyszący - osoba z uszkodzeniem słuchu w stopniu umiarkowanym. Za osobę słabosłyszącą można uważać także taką osobę z uszkodzonym słuchem w stopniu znacznym, która dzięki zastosowaniu odpowiednich aparatów słuchowych i odpowiedniemu treningowi słuchowemu jest w stanie rozumieć mowę wyłącznie za pomocą słuchu.
Głuchy - osoba z uszkodzeniem słuchu w stopniu znacznym lub głębokim, która ma ukształtowaną mowę dźwiękową jako środek porozumiewania się oraz opanowane struktury językowe polszczyzny w stopniu umożliwiającym budowę poprawnych zdań w języku polskim.
Głuchoniemy - osoba z uszkodzeniem słuchu w stopniu znacznym lub głębokim, która nie ma opanowanej mowy dźwiękowej.
Ogłuchły - osoba z uszkodzeniem słuchu w stopniu znacznym lub głębokim powstałym po opanowaniu języka, która ma zachowaną mowę dźwiękową.
Niesłyszący - osoba z uszkodzonym słuchem w stopniu znacznym lub głębokim, bez względu na to, w jakim wieku straciła słuch (lub urodziła się głucha) i czy posługuje się mową dźwiękową. W pojęciu tym zawierają się pojęcia głuchy, głuchoniemyi ogłuchły.
Równocześnie proponuję przyjęcie do powszechnego stosowania następujących definicji pojęć język migowy i alfabet palcowy (3). W pierwszej z tych definicji konsekwentnie zastąpiono wyraz "niesłyszący" wyrazami "głusi i głuchoniemi".
Język migowy - język, którym porozumiewają się między sobą głównie ludzie głusi i głuchoniemi4; system języka migowego oparty jest na znakach daktylograficznych określających poszczególne litery i liczby oraz znakach ideograficznych określających całe pojęcia; klasyczny język migowy, oparty prawie wyłącznie na znakach ideograficznych ma swoistą gramatykę pozycyjną (części zdania są przekazywane zawsze w określonej kolejności);
język migany łączy słownictwo języka migowego z gramatyką języka narodowego; znaki ideograficzne są uzupełniane za pomocą znaków daktylograficznych końcówkami fleksyjnymi; jest używany łącznie z językiem mówionym, zwłaszcza w kontaktach między osobami głuchymi i głuchoniemymi5 a słyszącymi, w dydaktyce, kulturze i przekazie informacji.
Alfabet palcowy - ułożony w tradycyjnym porządku zestaw znaków daktylograficznych migowego języka odpowiadających poszczególnym literom (w alfabetach palcowych niektórych krajów także digrafom, trigrafom i ideogramom), zazwyczaj prezentowanych za pomocą odpowiednich układów prawej ręki na wysokości twarzy po prawej stronie (alfabety dwuręczne przed środkiem klatki piersiowej); istnieje kilkadziesiąt różnych alfabetów palcowych stosowanych w różnych krajach, a także międzynarodowy alfabet palcowy ustalony w 1959 r. przez Światową Federację Głuchych.
Literatura
Encyklopedia popularna PWN. PWN. Warszawa 1991.
Gabrielova D., Paur J., Zeman J.: SlovnuMk znakoveM rSecSi. Horizont. Praha 1988.
GESTUNO. International Sign Language of the Deaf. BDA. Carlisle, England 1975.
Głogowski K.: W obronie głuchoniemego, jego nazwy i jego mowy migowej. W: Skrocki Z. (Red.):
Rehabilitacja głuchych. Cykl wykładów i ćwiczeń dla lekarzy i nauczycieli pracujących w zakładach
szkolenia inwalidów w Polsce. PZWL. Warszawa 1963.
Hoffmann B.: Surdopedagogika. PWN. Warszawa 1987.
Jodłowski S., Taszycki W.: Słownik ortograficzny i prawidła pisowni polskiej. Zakład Narodowy im.
Ossolińskich. Wrocław-Warszawa-Kraków 1968.
Kirejczyk K.: Głusi. PZWS. Warszawa 1957.
Komputerowy słownik języka polskiego PWN. Płyta CD-ROM wraz z instrukcją. PWN. Warszawa 1996.
Leksykon PWN. PWN. Warszawa 1972.
Mały słownik języka polskiego. PWN. Warszawa 1968.
Nowa encyklopedia powszechna PWN. T. 1-6. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 1995-96.
Nowoczesna encyklopedia ilustrowana. Wyd. M. Arcta. Warszawa 1937.
PeMrier O.: Dziecko z uszkodzonym słuchem. WSiP. Warszawa 1992.
Perlin J., Szczepankowski B.: Polski język migowy. Opis lingwistyczny. WSiP. Warszawa 1992.
Podręczny słownik języka polskiego. Wiedza Powszechna. Warszawa 1958.
Siła-Nowicki S.: Wpływ środowiska na kształtowanie osobowości, mowy, myślenia i rehabilitacji inwalidów
słuchu. W: Biuletyn Zakładu Badawczego ZSI nr 3 (33). Warszawa 1967.
Słownik języka polskiego. T. 1-3. PWN. Warszawa 1988.
Słownik wyrazów obcych. PWN. Warszawa 1974.
Sternberg M.: American Sign Language Concise Dictionary. Harper Perennial. New York, USA 1990.
Szczepankowski B.: Podstawy języka migowego. WSiP. Warszawa 1994.
Szczepankowski B.: Problemy rehabilitacji inwalidów słuchu. PZG. Warszawa 1973.
Wielka encyklopedia powszechna PWN. T. 1-13. PWN. Warszawa 1962-70.
Zajcewa G.L.: Daktilologija. Żestowaja riecz. Proswieszczenije. Moskwa 1991.
Zarządzenie nr 29 Ministra Edukacji Narodowej z dnia 4 października 1993 r. w sprawie zasad organizacji opieki nad uczniami niepełnosprawnymi, ich kształcenia w ogólnodostępnych i integracyjnych publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach oraz organizacji kształcenia specjalnego. Kwiecień 1997
Materiały źródłowe:
Bogdan Szczepankowski, Forum pedagogów specjalnych XXI wieku, red. Jan Pańczyk. 2002
K. Kirejczyk: Głusi. PZWS. Warszawa 1957. s. 13
ibidem, s. 16
Definicje te są zawarte w Nowej encyklopedii powszechnej PWN, Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 1995-96, t. IV, hasła MIGOWY JĘZYK i PALCOWY ALFABET. Autorem tych definicji jest autor niniejszego artykułu.
W tym miejscu w Nowej encyklopedii powszechnej PWN występuje wyraz niesłyszący.
Była swego czasu taka akcja pod tytułem jak wyżej. Spotkałem się z nią na forum Canona. Ja myślę, że to nie jest wielki problem zwrócenie większej uwagi na to co i jak się pisze, bo świadczy to o szacunku do drugiego człowieka. A poprawnie napisany tekst zwyczajnie przyjemnie się czyta.
Pozwalam sobie wkleić tekst który kiedyś dzięki tej akcji przeczytałem a robię to z dbałości o poziom naszego forum. Zapraszam do przeczytania.
BYKOM-STOP!
Chcemy poprawnej pisowni i ortografii w Internecie!
Koniec z potworami typu 'mugł', 'ktury', 'karzdy', 'rzaden'! Koniec z milionami !! i ?? stawianych po każdym zdaniu! Nie piSHmY ff TeN SpoSoop niom =D! Koniec z miliardami !! i ?? - stawianych pod koniec każdego zdania! Koniec z błędami, które straszą na stronach, forach, blogach! Od dziś pilnujemy tego, jak piszemy my i użytkownicy naszych stron! Wyrabiajmy w sobie dobre nawyki! Piszmy poprawnie, po polsku!
Masz swoją stronę internetową? Prowadzisz blog? Moderujesz lub często wypowiadasz się na jakimś forum? Dawaj dobry przykład, pisząc poprawnie. Poprawiaj i upominaj użytkowników, którzy robią miliony błędów ortograficznych w każdym poście / komentarzu, aby jednak poświęcili trochę czasu i uwagi na poprawną pisownię.
Zapraszamy do informowania o akcji poprzez umieszczenie na swoich stronach naszego buttona lub dodanie informacji o przystąpieniu serwisu do kampanii.
Tępmy e-analfabetyzm, nie dopuśćmy do tego, aby za kilka lat Internet zapomniał zupełnie, co znaczy ortografia!
Co to za akcja?
Troszkę historii...
Akcji nie jest nowa. Kilka lat temu istniała witryna www.BYKOM-STOP.top.pl, strona kampanii na rzecz przestrzegania reguł ortografii w sieci. Można tam było dyskutować na forum, nadsyłać adresy stron rojących się od błędów, spróbować swoich sił w dyktandzie lub skorzystać ze słownika ortograficznego. Serwis został nawet zauważony przez Interię oraz Wprost. Mimo że serwis nie jest już aktywny od dłuższego czasu, na kilku stronach wciąż widnieją buttony akcji...
Skąd pomysł?
Wśród młodzieży panuje jakaś dziwna moda na ignorancję ortografii, interpunkcji i różne 'uRoZMAicENIa tekstuff'. Popatrzcie tylko na większoć blogów. Byk na byku, wielkie i małe literki, dziwne zapisy... Aż oczy bolą. Nikt się nie przejmuje. Ba! Wręcz obraża, gdy mu się zwróci uwagę. Mają gdzieś ortografię i zasady pisowni, uważają to za zbędne wymysły nauczycieli i rodziców...
Jestem "dys"!
Ogromna liczba osób zasłania się zaświadczeniem "na dysleksję" i uważa, że to je zwalnia z obowiązku poprawnego pisania. Otrzymując stosowne zaświadczenie z poradni trafiają do raju na ziemi - nauczyciele nie sprawdzają błędów w wypracowaniach / na dyktandach, więc po co się uczyć ortografii? Po co wysilać swoje pozostałe szare komórki i zastanawiać się, jak się pisze dany wyraz? Piszę, jak popadnie, dorzucę (D) w kółeczku przy nazwisku i mam spokój.
Od razu uprzedzamy - nie jest to nagonka na osoby, które naprawdę mają poważne problemy z pisownią. Wiemy, że są tacy, znamy ich osobiście i podziwiamy ich chęć do doskonalenia swoich umiejętności i przezwyciężania dysfunkcji. Tępimy natomiast osoby, które robią masę błędów i zasłaniają się stosownym oświadczeniem... z własnego lenistwa!
Komputer za mnie sprawdzi!
Przyzwyczailiśmy się do tego, że komputer sprawdza za nas pisownię. Ale pamiętajmy, że nie wszystkie programy mają taką opcję - cały czas musimy zwracać uwagę na sposób, w jaki piszemy. Taka opcja w edytorze tekstu jest naprawdę rewelacyjną rzeczą, ale nie polegajmy wyłącznie na niej. Wstyd popełniać błędy w najprostszych wyrazach...
"oj bo na gg fajnie siem kreca"
Ile razy widzieliście na różnych stronach wypowiedzi, gdzie po każdym zdaniu jest po kilkanaście wykrzykników czy znaków zapytania? Czemu wszędzie zamiast standardowego pojedynczego znaku zapytania widzimy po dwa? Ano dzięki naszemu kochanemu Gadu-Gadu. Bo ktoś wpadł na pomysł, aby takie podwójne '!!' i '??' zamieniać na animowane ikonki. I teraz każdy tak pisze "bo na gg fajnie siem kreca"... Taaaak... Ale tak jest tylko na GG! Nigdzie indziej się nic nie zamieni, a to tylko wkurza pozostałych.
Cel akcji
Od razu zaznaczę, że celem akcji nie jest tępienie każdej możliwej literówki. Kilka takich byków zostało znalezionych nawet na tej stronie 'Errare humanum est' (łac. "mylenie się jest rzeczą ludzką"). Celem akcji jest ograniczenie masowego zalewu postów z niezliczoną ilością błędów, które znajdziemy na każdym forum dyskusyjnym. Czym innym jest kilka literówek w dłuższym tekście, a czym innym 10 lub więcej błędów w zaledwie kilkulinijkowych postach...
Świata nie zbawimy, ale namawiając i przekonując użytkowników na naszych stronach, blogach czy forach dyskusyjnych, może uda się nawrócić chociaż kilka osób. Dla ratowania ojczystego języka, dla uświadamiania młodzieży... Jeśli nie macie takich wielkich ambicji, to pomyślcie choćby o naszych oczach, aby nie były kaleczone milionami błędów...
Jak pisać?
Poprawnie! Naprawdę nie jest trudno pisać zgodnie z zasadami ortografii. Popełniając setki błędów, okazujesz swoje niechlujstwo, brak zaangażowania w to, co robisz, i brak szacunku dla osoby, która ma to czytać
Pamiętaj, że fakt posiadania zaświadczenia o dysleksji czy dysortografii nie zwalnia Cię z obowiązku ćwiczenia poprawnego pisania. Może i ktoś spojrzy na te papierki w podstawówce czy gimnazjum, ale na studiach czy w pracy po prostu wyśmieją taką wymówkę. Pisząc poprawnie, pokazujesz swoją klasę. Drobna rzecz, a cieszy. Warto jest pokazać się z dobrej strony!
Ortografia - to nie jest trudne!
Aż oczy bolą, gdy widzimy błędy w tak prostych i tak często używanych wyrazach jak "mugł", "ktury", "karzdy", "rzaden". Wiele osób razi taka ignorancja i potrafią wyrobić sobie negatywne zdanie o autorze takiego tekstu już po pierwszych jego zdaniach.
Interpunkcja - żeby można nas było zrozumieć.
Mówiąc coś, musisz zrobić sobie co jakiś czas przerwę na zaczerpnięcie powietrza. Jeśli chcesz podkreślić zdanie, to mówisz głośniej, jeśli chcesz zadać pytanie - odpowiednio je intonujesz. W tekście pisanym funkcję taką spełniają znaki interpunkcyjne. Kropki, przecinki, średniki, wykrzykniki, nawiasy itp. są po to, żeby odpowiednio oznaczyć dany tekst, podzielić go na logiczne części. Dzięki temu części tekstu nie zlewają się ze sobą i nie męczymy się, czytając go.
NIE KRZYCZ!!!
Nikt nie lubi, gdy się na niego krzyczy. A w Internecie się ogólnie przyjęło, że pisanie zdań WIELKIMI LITERAMI oznacza krzyk. Miliony wykrzykników po każdym zdanOduczmy się więc wciskania CAPS LOCK-a i przesadzania z wykrzyknikami.
Ni3 PisHmY ff TeN SpoS00b
Teksty pisane w ten popularny sposób wcale nie są ładniejsze. Takie "upiększacze" w postaci wielkich i małych literek, fonetycznego zapisu czy stosowania cyfr zamiast liter tylko utrudniają czytanie tekstu. Tylko zobaczcie, jak to wygląda, np. na tym blogu (http://www.lady-jewel.mylog.pl/).
Polskie znaki
Wciąż trwa spór o to, czy stosować polskie znaki diaktryczne w Internecie, czy nie. Głównym argumentem za niestosowaniem polskich znaków jest najczęściej wygoda - to tak jakbyśmy tłumaczyli przejeżdżanie na czerwonym świetle tym, że nie chce nam się przekładać nogi na pedał hamulca. Powinniśmy stosować polskie znaki w tekstach na stronach WWW, blogach czy pisząc teksty na forum dyskusyjnym, podczas rozmowy na Gadu-Gadu, gdyż tu nie ma żadnych przeciwwskazań. Problemy mogą być podczas rozmów na IRC lub na zagranicznych czatach, gdzie większość klientów wciąż ma wielkie problemy z wyświetlaniem "polskich krzaków".
Zasady redagowania tekstów
Paweł Kłopotek-Główczewski ( http://www.pawelkg.com/ ) zaproponował, aby umieścić też informacje o ogólnych zasadach redagowania tekstów. Zainteresowanym podajemy linki do stron wartych polecenia:
* Gazeta-IT ( http://www.gazeta-it.pl/z...ia_tekstow.html )
* Wikipedia ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja_edytorska )
* Zasady pisowni - PWN.pl ( http://slowniki.pwn.pl/zasady/665_1.html )
* Zasady pisowni i interpunkcji - PWN.pl ( http://slowniki.pwn.pl/zasady/629734_1.html )
Czym sprawdzać?
Jeśli faktycznie mamy wielkie problemy z pisownią, to pamiętajmy, że mając dostęp do komputera i Internetu, mamy pod ręką niezliczone źródła pomocy. Jeśli nie jesteś pewien, jak się pisze dany wyraz, to możesz to sprawdzić w programach typu Microsoft Word / OpenOffice Writer, którymś z wielu darmowych słowników on-line, za pomocą odpowiednich wtyczek do Twojej przeglądarki czy używając choćby... Google!
Słowniki on-line
Wystarczy chwilkę poszukać w Internecie, aby znaleźć darmowe słowniki ortograficzne. Nie trzeba już przekopywać się przez kilkusetstronicowe księgi - wystarczy kliknąć w link w ulubionych, wpisać wyraz i w ciągu sekundy macie sprawdzone słówko!
* Słownik Ortograficzny PWN.pl ( http://www.so.pwn.pl/ )
* Strona Marcina Miłkowskiego - słownik ( http://www.venus.ci.uw.ed.../ortografia.htm )
* Portal Wiedzy Onet.pl ( http://www.portalwiedzy.onet.pl/polszczyzna.html )
* Słownik serwisu korektor.net ( http://www.korektor.net/slownik.html )
PWN lubi Firefoksa
Używasz wspaniałej przeglądarki Firefox? Wspaniale! Wydawnictwa Naukowe PWN przygotowały dla Ciebie specjalne wtyczki (pluginy), które pozwolą Ci sprawdzać pisownię wyrazów wprost z Twojej przeglądarki! Wtyczki możesz ściągnąć ze specjalnej strony PWN: http://www.pwn.pl/firefox_search.php.
Firefox oferuje również inne rozszerzenia służące do sprawdzania pisowni (np.: SpellBound - http://spellbound.sourceforge.net/index ) oraz obsługę słowników dla produktów Mozilli.
Opera 8 PL lubi PWN!
Opera 8 Najnowsza Opera w polskiej wersji językowej została wzbogacona o zintegrowane linki do encyklopedii i słownika PWN. Wystarczy zaznaczyć słowo i z menu kontekstowego dostępnego po kliknięciu prawym przyciskiem myszki wybrać odpowiednią pozycję. Operę 8 w polskiej wersji językowej można ściągnąć z ministrony OperyPL ( http://www.operapl.prv.pl/ ), natomiast news o tej opcji można przeczytać tutaj ( http://www.starzaki.eu.or...html#h20050419c ).
Thunderbird - bezbłędne listy
Jeśli piszesz dużo listów, opcja sprawdzania pisowni w programie Mozilla Thunderbird ( http://www.thunderbird.pl/ ) będzie Ci bardzo pomocna. Zanim wyślesz e-mail do odbiorcy, poświęć kilka sekund na kliknięcie przycisku "Pisownia" na pasku narzędzi. I polecamy stosowanie tego nie tylko w korespondencji oficjalnej, ale również w e-mailach prywatnych.
Google Toolbar
Firma Google udostępniła właśnie nowe wersje swojego paska narzędziowego - Google Toolbar (http://www.toolbar.google.com/). Jak poinformował Piotr Piecyk, obecnie jest dostępna również wersja dla przeglądarki Firefox. Oprócz podręcznego pola wyszukiwarki (które może się przydać przy używaniu Google jako słownika - szczegóły w dalszej części tekstu), wersja ta udostępnia usługę sprawdzania pisowni w formularzach. Przed wysłaniem posta na forum - kliknij ikonkę "ABC" i sprawdź poprawność pisowni.
SpellBound - na wielu platformach
Kolejnym projektem dla produktów Mozilli ( http://www.mozilla.org/ ), rozpowszechnianym na zasadach OpenSource, jest SpellBound ( http://www.spellbound.sourceforge.net/ ). Sprawdza poprawność pisowni w formularzach na stronach WWW. Oprócz wersji dla systemów Windows i Linux, znajdziecie również odpowiednie pliki dla MacOS X i OS/2.
Tlen dba o naszą pisownię
W serwisie tlen.biz ( http://www.tlen.biz/ ) można znaleźć specjalne wtyczki, które sprawdzają pisownię w naszej wiadomości. Po instalacji pluginu (wtyczki) w menu pojawia się nowa opcja 'Sprawdź pisownię' - jeśli system wykryje błąd, zostaniemy o tym poinformowani. Więcej informacji na stronie dotyczącej tej wtyczki ( http://www.tlen.biz/index...&s=Slownik&cat= ).
Sprawdzanie pisowni w Microsoft Word
Ten program oferuje potężne narzędzie, jakim jest moduł sprawdzania pisowni. Masz go na swoim komputerze? Super! Gdy piszesz dłuższą wypowiedź na forum lub notkę na blog, przed kliknięciem w przycisk 'wyślij' poświęć kilka sekund, aby przekopiować tekst do Worda. Tam wciśnij F7 i pozwól sprawdzić pisownię. Widzisz swoje błędy, widzisz poprawne wersje - staraj się samemu poprawiać słowa zamiast machinalnie klikać w przycisk 'popraw', dzięki temu zapamiętujesz poprawną pisownię. Gdy tekst już pozytywnie przejdzie korektę, skopiuj go i wklej ponownie w formularz. To naprawdę zajmie tylko kilka sekund, a poprawnie napisany tekst wywiera bardzo pozytywny efekt na odbiorcach.
OpenOffice również potrafi!
Jeśli preferujesz programy OpenSource i nadal chcesz pisać poprawnie - doskonała wiadomość! OpenOffice w niczym nie ustępuje produktowi Microsoftu. OpenOffice Writer również sprawdza poprawność tekstu i podkreśla błędy w czasie rzeczywistym! Tutaj możesz znaleźć informację, jak włączyć opcję sprawdzania pisowni (Spellcheck). Polską wersję OpenOffice można pobrać ze strony OpenOffice.pl ( http://www.openoffice.pl/ ).
Aspell
Wartym wzmianki jest projekt GNU Aspell ( http://www.aspell.sourceforge.net/ ). Darmowy (licencja GNU/GPL) słownik i system sprawdzania pisowni w środowiskach Unix (chociaż na stronie projektu można również znaleźć wersje dla Windows). Do ściągnięcia są również polskie słowniki.
Google!
Zapamiętaj: Google jest Twoim przyjacielem! Ta potężna wyszukiwarka nie tylko pomoże Ci znaleźć wszystko w Internecie, ale również pomoże dbać o poprawną pisownię! Jeśli wpiszesz słowo z błędem, Google zasugeruje Ci poprawną pisownię. Szybko i prosto! Google znajdziecie pod adresem Google.pl ( http://www.google.pl/ ).
Masz swoją stronę WWW?
W Internecie można również znaleźć narzędzia, które wzbogacą Twoją stronę WWW o funkcje kontroli pisowni. Jest to szczególnie przydatne, jeśli masz na swojej stronie np. forum dyskusyjne.
phpBB dbające o pisownię
Alarmus, admin forum piwko.pl ( http://www.forum.piwko.pl/ ) podesłał link do modyfikacji popularnego forum phpBB, która nazywa się Spell Checker ( http://www.spellchecker.prv.pl/ ). "Wyróżnia się bardzo dobrą wydajnością oraz zerowym obciążeniem bazy danych" (cytat ze strony). Słownik można własnoręcznie edytować, dodając nowe "byki".
Ponieważ chciałbym, aby w naszym serwisie pisało się, rozmawiało się po polsku, i to ładną polszczyzną, bez błędów, czy słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne, zachęcam Was do wypowiedzi na ten temat.
Co myśłicie o kulturze słowa w naszym społeczeństwie, czy w Waszych drobnych podwórkowo-szkolno-imprezowych społecznościach.
Czy naprawdę jest tak, że nie da się opowiedzieć, opisać, przedstawić pewnych zjawisk, nastrojów, nie używając kolokwialnych, delikatnie mówiąc, słów? Oczywiście nie można przesadzać, ale ani w jedną , ani w druga stronę. Jaki jest więc ten złoty środek, jeśłi chodzi o umiejętność wypowiadania się?
Żeby poprzeć moją wolę, cytuję wywiad, jakiego udzielił Jan Miodek, orędownik poprawnej polszczyzny, znany chyba wszystkim, dziennikarzowi "Nowej Trybuny Opolskiej". Tekst wywiadu pochodzi z serwisu "Wirtualnej Polski".
Nie jestem święty, mnie też zdarza się przeklnąć
Mnie to bardzo peszy. W pociągu wchodzę do przedziału i nagle wszyscy milkną. Po 10 minutach ktoś tam żartobliwe powie: - No, teraz pewno aż do Wrocławia, przez 5 godzin, nie będziemy rozmawiać, bo każdy się boi! - przyznaje w wywiadzie dla "Nowej Trybuny Opolskiej" profesor Jan Miodek.
Nowa Trybuna Opolska: Panie profesorze, pochodzi pan z Tarnowskich Gór, jest pan zatem rodowitym Ślązakiem. Dlaczego tego nie słychać?
prof. Jan Miodek: Jak to nie słychać?! Słychać, co potwierdzą moi najbliżsi współpracownicy. Może nie mówię już, jak jeszcze lat temu 30, „prziszedł”, „przijechał”. Ale pewna intonacja, modulacja głosu pozostała. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy chcę kogoś uciszyć, powiedzieć, że wszystko jest w porządku, to nadal mówię: - No wiysz, dobrze, już dobrze. A że nie słychać tej śląskości tak wyraźnie? Nie jestem stuprocentowym Ślązakiem, moja matka nie była Ślązaczką, to po pierwsze. Mój dom rodzinny był nauczycielski, mówiło się tylko językiem literackim. Ale za to na co dzień do końca szkoły podstawowej mówiłem z kolegami poza lekcjami w 100 procentach tylko gwarą śląską!
Nowa Trybuna Opolska: Zna ją pan nadal?
prof. Jan Miodek: Ojej, perfekt ją znom!
Nowa Trybuna Opolska: A czym jest właściwie ten śląski, bo tyle jest o to sporów? Gwarą języka polskiego czy niemieckiego, a może odrębnym językiem, którym mówi śląska mniejszość niemiecka?
prof. Jan Miodek: To ostatnie to bzdura. Jest to jedna z najbardziej archaicznych gwar języka polskiego, koniec i kropka. Jest to tak bezdyskusyjne, że trzeba być niepoczytalnym, żeby tu jakieś inne prawdy głosić. Każdy poczytalny Niemiec (mówię to żartobliwie!), a takich jest dzisiaj większość, doskonale wie, znając historię, że ten Śląsk raz był pod Polską, raz pod Czechami, raz był pod Habsburgami, potem był pod Prusakami. Ale jeśli chodzi o mowę śląską, to jest bezdyskusyjnie polska!
Nowa Trybuna Opolska: I ceni pan gwarę śląską?
prof. Jan Miodek: Oczywiście, ja każdą gwarę cenię. A gwarę śląską tym bardziej, że mi się kojarzy z pierwszymi latami życia. W dodatku cenię ją, jak gwarę podhalańską, za to, że jest taka archaiczna. „Grziby”, „prziszedł” - przecież to jest staropolszczyzna w najczystszym wydaniu! „Zrzadło” jako lustro, „cedzidko” jako sitko - tylko przez „d”, bo to od słowa „cedzić”. Jeszcze np. „gon” jako polowanie, „zaś” w znaczeniu znowu - Zaś do mnie przyszedł, czyli znów do mnie przyszedł.
Nowa Trybuna Opolska: A jakie jest pana ulubione słowo śląskie?
prof. Jan Miodek: (śmiech) Ja bardzo lubię takie śląskie słowo „drzistnąć”! Kiedyś podniecaliśmy się z reżyserem Kazimierze Kutzem tym słowem: - Drzistnąć, czyli chciałoby się po cichu powiedzieć: dupnąć! Tylko niech pan tego nie pisze! Jak coś tak padnie, jak ktoś się tak przewróci, to mówi się: - Ale drzistnął! Nie wiem, skąd to słowo pochodzi, to takie słowo dźwiękonaśladowcze.
Nowa Trybuna Opolska: A nie zastanawiał się pan nad stworzeniem „Słownika Ojczyzny Śląszczyzny”?
prof. Jan Miodek: Proszę pana, oczywiście, już wielu ludzi mi o tym mówiło. Ale nie muszę tego robić, bo taki słownik już wychodzi w Opolu pod redakcją profesora Wyderki - „Słownik gwary śląskiej”. W Katowicach wyszły też już takie podręczne słowniki, m. in. pod redakcją Heleny Synowiec. Tak że pewne rzeczy już za mnie zrobiono.
O błędach
Nowa Trybuna Opolska: Czy pan nigdy nie popełnia błędów językowych?
prof. Jan Miodek: Ale kto to powiedział? Oczywiście, że popełniam i to bardzo często! W mowie szybkiej muszą się zdarzyć niegramatyczności, nie ma na to rady! Na przykład wszyscy wiemy, że biernik po przeczeniu musi być zamieniony na dopełniacz, czyli np. Czytam list, ale nie czytam listu; widzę kobietę, ale nie widzę kobiety. Z tym nie ma kłopotów większość Polaków, prawda? Ale szyk zdania możemy w języku polskim przecież zmieniać. I wtedy mówiąc szybko, spontanicznie - i mnie się to zdarzy - można powiedzieć: - Moją siostrę to ja już w życiu o nic nie poproszę! A powinno być: - Mojej siostry… nie poproszę. Nie mówiąc o tym, że czasem zdarzają mi się stylistyczne wpadki, np. zamiast podziękować serdecznie za włożone do koperty opłatki, podziękowałem za wsadzone do koperty opłatki, co było już nieładne stylistyczne. Ja również się mylę!
Nowa Trybuna Opolska: Większość ludzi ma chyba tremę, rozmawiając z panem.
prof. Jan Miodek: Proszę pana, wszyscy to mają! Mnie to bardzo peszy. W pociągu wchodzę do przedziału i nagle wszyscy milkną. Po 10 minutach ktoś tam żartobliwe powie: - No, teraz pewno aż do Wrocławia, przez 5 godzin, nie będziemy rozmawiać, bo każdy się boi! Nota bene, bardzo by mi to odpowiadało, bo ja bardzo lubię milczeć, nie lubię przegadania.
O języku i przekleństwach
Nowa Trybuna Opolska: Doktor Adam Wierciński z Opola wydał książkę „O nijaczeniu języka”. Czy nasz język naprawdę nijaczeje?
prof. Jan Miodek: Z doktorem Wiercińskim pisuję listy. Bardzo go cenię, ale on na pewno należy do tych naukowców - a tacy są też bardzo potrzebni! - którzy widzą tę sprawę w takiej tonacji, powiedziałbym rejtanowsko-kasandryczno-piotrowoskargowej. Prywatnie mnie też czasem poniesie, np. kiedy przedwczoraj oglądam mecz ligi holenderskiej, a tam sprawozdawca nie powie mi ani razu, że coś jest niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, piękne, wspaniałe, ale przez 90 minut meczu operuje tylko jednym epitetem: Niesamowite! Niesamowite! Niesamowite!, to mnie - mówiąc potocznie - szlag trafia! Może dzisiaj ludzie częściej, niż kiedyś, ulegają modzie językowej, to jest prawda. Ale w samej swojej istocie polszczyzna nie jest dzisiaj niczym zagrożona, ani Unią Europejską, ani angielszczyzną. Jeśli prawdziwie nad czymś ubolewam, to nad schamieniem językowym. Nad tym, że przeciętny Polak to jest dzisiaj taki językowy ryl bez wyczucia. Wszędzie tylko te k…y! To już jest, można powiedzieć, beznadziejne.
Nowa Trybuna Opolska: Jest taki epitet, który zrobił zawrotną karierę…
prof. Jan Miodek: Proszę pana, wiem: „zajebisty”. Doczekałem się tego, że moi rodacy są na tyle bezczelni i tupeciarscy, że - po pierwsze - nie mają oczywiście zahamowań, żeby używać tego słowa w mediach, a po drugie - potrafią napisać w gazecie takiej czy innej: profesor Miodek powiedział w „Ojczyźnie polszczyźnie”, że jest to słowo, które już zneutralniało stylistycznie i można iść z nim na salon. Wie pan, kiedy coś takiego przeczytam, to znów jestem bliski stanu apopleksji!
Nowa Trybuna Opolska: A pan nigdy sobie nie zaklął?
prof. Jan Miodek: No proszę Pana! Nie jestem święty! Zdarzało mi się, zdarza i będzie zdarzać. Ale gdzie ja mógłbym publicznie? Proszę pana, ja jeszcze ani razu się nie „wkurzyłem”, bo to „wkurzanie” przecież jest też tylko substytutem wkurw…nia. Zawsze mówię, że prawdziwy dżentelmen w rozmowie z kobietą nigdy się nie będzie „wkurzał” czy „opierniczał”.
Nowa Trybuna Opolska: Tych dżentelmenów chyba coraz mniej?
prof. Jan Miodek: Tak, problemem jest brak wyczucia językowego. Nie tylko u dżentelmenów, ale i u dam. Słynna polska pisarka Seweryna Szmaglewska, która korespondowała ze mną do śmierci, ubolewała nad tym, że jej wnuczki przychodzą i mówią: - Babciu, muszę iść do kibelka! Ale proszę pana, tak powiedziała jedna z jurorek tego telewizyjnego…jak to się nazywało… „Idola”: - Wiesz, Basiu, ładnie śpiewasz, ja już cię podsłuchałam w kibelku przed programem. No, proszę państwa...
O odmianie nazwisk
Nowa Trybuna Opolska: Mówił pan o tym, czego w języku nadużywamy. Ale jest też coś, czego nie używamy, mam na myśli odmianę nazwisk.
prof. Jan Miodek: Proszę pana, w kościele to jest tragiczne! Msza święta za Jana Nowak, zamiast za Jana Nowaka; ślub biorą państwo Nowak, zamiast: państwo Nowakowie! W szkole też mamy często świadectwo dla Piotra Wieczorek, zamiast dla Piotra Wieczorka.
Nowa Trybuna Opolska: Można coś na to poradzić?
prof. Jan Miodek: Można to poprawić, także w kościele. Świadczy o tym choćby gazeta „Hajduczanin”, ukazująca się w Chorzowie Batorym. I tam para - on historyk, ona polonistka - wzięli się do odmiany nazwisk. W tym „Hajduczaninie” zamieszczane są intencje mszalne z wszystkich parafii chorzowskich. I żebym ich przychwycił chociaż na jednym błędzie w odmianie nazwisk, nie! Wszystko się tam cudownie odmienia. Tam jest msza nie tylko za Jana Nowaka, ale i za rodzinę Nowaków.
Nowa Trybuna Opolska: Pańskie nazwisko chyba jednak wszyscy nauczyli się odmieniać?
prof. Jan Miodek: e skąd! Dzwonią do mnie ludzie i pytają, czy dodzwonili się do państwa Miodek. Jest to po prostu straszne. Odpowiadam, że dodzwonili się, ale do państwa Miodków.
Nowa Trybuna Opolska: A jeśli ktoś nie życzy sobie, żeby odmieniać jego nazwisko? Miałem taki kłopot z pewnym panem Huszną, który twardo obstawał przy tym, że jego nazwiska się nie odmienia.
prof. Jan Miodek: Trzeba było porozmawiać z panem Huszną i powiedzieć panu Husznie, że on jest właścicielem swojego nazwiska, tylko jeśli idzie o brzmienie mianownikowe. W pozostałych przypadkach jego nazwiskiem rządzi gramatyka, a nie on! Przypominam wszystkim - nazwiska się odmienia!
O piłce nożnej
Nowa Trybuna Opolska: Wspomniał pan o lidze holenderskiej. Pana hobby to…
prof. Jan Miodek: Piłka nożna, oczywiście! Ale tu możemy znowu na Śląsk zjechać. Po ostatniej kolejce polskiej I ligi znamienny był układ tabeli: na 3. miejscu od końca był Górnik Zabrze, na przedostatnim Odra Wodzisław, a na ostatnim miejscu GKS Katowice. No a już o moim ukochanym Ruchu Chorzów wolę nie mówić, w zeszłym roku grali baraże o utrzymaniu się w II lidze.
Nowa Trybuna Opolska: Smutne czasy dla śląskich kibiców?
prof. Jan Miodek: Groza! Ta najbardziej dramatyczna w Polsce sytuacja, jaka panuje dzisiaj na Śląsku, odbija się również na piłce nożnej. Nawet ja, apologeta transformacji ustrojowej i zjednoczonej Europy, widzę przecież, że na Śląsku sytuacja jest dramatyczna! Zastanawiam się, czy to są obiektywne przyczyny, czy jakaś wina tkwi w Ślązakach, to trudno powiedzieć. I w piłce nożnej tak jak w pigułce wychodzi ta śląska sytuacja. Jeden Groclin z 12-tysięcznego Grodziska Wielkopolskiego jest bogatszy, niż wszystkie górnośląskie kluby razem wzięte!
Nowa Trybuna Opolska: A jaki jest Pana ulubiony piłkarz?
prof. Jan Miodek: Był, jest i zawsze będzie nim Gerard Cieślik i tutaj nikt mi go nie przebije! W związku z tym nie mogę powiedzieć, że mam dzisiaj ulubionego, bo jestem niezmienny w uczuciach.
Nowa Trybuna Opolska: Rozumiem zatem, że ulubiona drużyna to nadal…
prof. Jan Miodek:… Ruch Chorzów, tak jest! Choćby dziady do A-klasy spadli! (śmiech)
Wywiad czy rozmowa?
Nowa Trybuna Opolska: Dziękuję za ten,…właśnie, wywiad czy za rozmowę? Niektórzy twierdzą, że wywiad to robią służby specjalne, a dziennikarze przeprowadzają rozmowy.
prof. Jan Miodek: A dlaczego nie wywiad? Kiedyś wywiad robił też lekarz, robił wywiad nie z kimś - jak mówimy dzisiaj - ale u kogoś. Jeszcze jak w 1937 roku wychodził słownik Szobera, to było tam wskazanie: Wywiad u kogoś. Dzisiaj oczywiście mamy wywiad z kimś. Pan przeprowadza wywiad ze mną. Gdybyśmy byli w starożytnym Rzymie, moglibyśmy jeszcze również dobrze powiedzieć, że mamy teraz z sobą kolokwium, od łacińskiego colloquie - „wspólne rozmawianie”. Ale słowo „kolokwium” oznacza dzisiaj raczej rozmowę na uczelni wyższej, a są również kolokwia pisane. A jeśli chodzi o ten wywiad, to ślubowałem już, że nie udzielę żadnego wywiadu, bo dziennikarze wszystko sknocą, wszystko zepsują i przekręcą! Wyjątek zrobiłem tylko dla pana, mojego byłego studenta.