On 2005-12-27, citizen Michał Gancarski testified:
| http://www.nowydzien.pl/nowydzien/1,70091,3084887.html
| Są tacy, którzy twierdzą, że Niemcy mają faszyzm w genach.
| Coś chyba jest na rzeczy."z profesjonalnego pedagogicznego punktu widzenia nie jest w interesie
dziecka, aby na spotkaniach z urzędnikiem mówiono po polsku. Dla dziecka
korzystne jest tylko rozwijanie języka niemieckiego, ponieważ wzrasta ono
w tym kraju, tutaj chodzi lub będzie chodzić do szkół"Ja pierdzielę. Rozwijanie zdolności posługiwania się wieloma językami nie
jest w interesie dziecka. Ciekawe czy to samo mówią o klasach językowych.
Szczególnie śmiesznie to brzmi w kraju, gdzie jak najbardziej popierają
szkoły podstawowe gdzie nauka odbywa się w języku tureckim.
bart
Jakby twoje albo moje dzieci ("sprawdzić, czy nie ksiądz") wychowywały
się w Anglii, to by nie miały problemu z odróżnieniem "live" od "leave".
Zapewne te chińskie dzieci "na dole" nie mają też problemu z
odróżnieniem "r" od "l", ale ich rodzice jeszcze mogą mieć...
A ja się zastanawiam gdzie jest ta granica wieku, po przekroczeniu
której człowiek głuchnie. O ile mi wiadomo, wietnamski to też język
gdzie tony odgrywają podobną rolę co i w chińskim. A już z pewnością
do polskiego jest mało podobny. Moja córka chodziła do liceum
z Wietnamczykiem. Przyjechał z rodziną do Polski gdzieś tak pod koniec
szkoły podstawowej, a już w drugiej klasie mówił po polsku bez śladu
obcego akcentu. Zresztą nie dotrwał do matury, wyjechał do Stanów.
Przypuszczam, że teraz nie ma również problemów z odróżnianiem "live"
od "leave".
To musi być kwestia mocno indywidualna, i to nie uwarunkowana genetycznie.
Jego rodzice nie rozumieli po polsku praktycznie ani słowa. Po angielsku
ani w żadnym innym niż wietnamski języku też nie. Prowadziło to zresztą
do śmiesznych historii. Gdy coś przeskrobał (a żywe dziecię było), szkoła
wzywała rodziców. Ale za tłumacza to już musiał robić sam, bo innego nie
było. Oczywiście wszyscy byli przekonani, że rodzicom opowiadał, jak to
pani dyrektor chwali jego postępy w nauce, więc tych działań wychowawczych
szybko poniechano.
Witam.Mam problem z przetłumaczeniem tekstu na j.niemiecki a jest to dla mnie wazna praca zaliczeniowa.Prosze o pomoc,będę bardzo wdzięczna.
Języka niemieckiego zaczelam sie uczyc w 6 klasie szkoly podstawowej.Poznałam podstawowe słowka oraz zasady budowania zdań.Następnie swoja naukę kontynuowałalam w gimnazjum przez kolejne trzy lata.W tym czasie pogłębiałam swoja wiedzę na temat gramatyki języka niemieckiego.Każdego roku w wakacje wyjezdzalam do niemiec co pozwolilo mi na kontakt i rozmowe z mieszkańcami tego kraju.Po ukonczeniu gimnazjum uczyłam sie rownież j.niemieckiego przez kolejne trzy lata w liceum ogolnokształcacym jak również był to jeden z przedmiotów zdawanych przeze mnie na maturze.Zdałam z wynikiem bardzo dobrym.Obecnie kontynułuje nauke języka na uniwersytecie.
Przeczytaj pierw Regulamin i popraw temat posta - wtedy temat wróci na swoje miejsce. Poza tym nie wypada pisać z aż takimi błędami w języku polskim.
przem_as
Dorzucę swoje 3 grosze. Dla mnie rosyjski nie jest trudnym językiem dzięki pokrewieństwom z polskim - największym problemem będzie chyba tylko odmienny alfabet. Uczyłem się rosyjskiego przez dwa lata, w 5 i 6 klasie podstawówki - czyli około 10 lat temu. Z tej nauki wciąż sporo pamiętam, chociaż przez ten czas nie szkoliłem się w tym języku w ogóle. Bardzo żałuję, że po dwóch latach nauki języka, który mi się spodobał i którego autentycznie lubiłem się uczyć (i byłem w tym dobry) jakiś idiota stwierdził, że nasza klasa będzie mieć niemiecki. Posunięcie tyleż niezrozumiałe, co kretyńskie.
Jak dla mnie żale, że z budżetu państwa przeznacza się 500 tys. złotych (w skali naszego województwa) na Cyganów są żenujące.
Z jednej strony skrajny nacjonalizm, ale z drugiej większość argumentów ekonomicznych jest dla mnie śmieszna.
Ubodzy Cyganie co prawda podatku dochodowego nie płacą, bo dochody mają mizerne, ale no chyba nikt nie powie, że nie płacą akcyzy i VATu. Od każdej butelki wódki, paczki papierosów i od każdego litra mleka nasze państwo zdziera z nich tak jak z Polaków sporą kasę.
Co w zamian ma przeciętny Polak? Darmowe nauczanie w zerówce, 6-letnią szkołę podstawową, gimnazjum, i szkołę średnią. Kilka procent Polaków ma też półdarmowe studia.
A co ma Cygan? 6 klas, najczęściej szkoły specjalnej. Romów (wg najniższych szacunków, bo ze spisu powszechnego) jest w Polsce 12 tysięcy... a ile znacie szkół z językiem romskim? A jeśli nie szkół to ile znacie klas z językiem romskim? Cyganie są najczęściej katolikami... uczestniczą w mszach... a słyszeliście o nauce religii w ich ojczystym języku?
Są biedni, bo są niewykształceni, a niewykształceni bo muszą się kształcić w obcych dla nich szkołach. Więc nie korzystają. Czy to ich wina czy wina rządu, to nieistotne, ale kwota 500 tys. złotych przeznaczona na wyrównanie warunków życia i odrobinę edukacji, to chyba nie jest jakaś polska łaska...
Jastin, ja też wyjeżdzam na lato z moimi chłopcami (4 i 6 lat) i te same problemy mnie nurtują. Gdzie jedziesz do jakiego miasta?
I jeszcze jedno RobKAM w jakiej szkole w Rotterdamie jest tylu polaków? Czy jest jakaś okolica, dzielnica Polska?
Przepraszam,teraz dopiero zauwazylam pytanie.Szkola ta nazywa sie Catamaran,znajdziesz w internecie.Szczerze polecam,glownie ze wzgledu na wspaniale nauczycielki,ktore z uporem maniaka powtarzaly material nawet kilkanascie razy.Nauczyly mojego syna jezyka i to z akcentem.Moze to sie wydac smieszne,ale mowi naprawde pieknie i czysto w tym jezyku.Maja swietnie wyposazona klase do nauki jezyka.Dodatkowo maja zajecia z informatyki(teraz w nowej szkole nie maja tego rarytasu,przynajmniej narazie) Moglabym pisac i pisac i pisac...same pozytywy.
Zastanawiam się czy nie lepiej, żeby syn skończył liceum w Polsce i dopiero za rok przyjechał do mnie ?]
osobiscie uwazam, ze lepiej... dzieki temu straci mniej lat nauki... jak juz bedzie mial dyplom to wtedy tylko jezyka sie nauczyc i moze isc tutaj na studia... jest rowniez wiele kierunkow w jezyku angielskim...
jesli szkoly nie ukonczyl to... najpierw musi nauczyc sie jezyka... pozniej isc do szkoly... liceum tutaj trwa dluzej niz w Pl... jest duza szanse, ze zostanie przydzielony do nizszej klasy... przez co wiecej lat nauki...
cytat z forum: http://www.e-holandia.info/forum/topics20/206.htm
VWO mozna porównać z dobrym liceum po którym idzie się na studia Uniwersyteckie.
Ale można też iść do wyższych szkół (HBO) które nastawione są trochę bardziej na praktykę (bo po Uniwerku to głównie kariera naukowa jest możliwa, ale oczywiście nie zawsze, można to porównać z polskimi Uniwerkami)
VWO dzielimy na Atheneum i Gymnasium
-Gymnasium ma łacinę i grekę
-Atheneum ich nie ma - to jest jedyna różnica
HAVO można porównać z polskim liceum ale takim słabszym, gdzie uczniowie są trochę mniej zdolni. Dla nich też studia Uniwersyteckie byłyby zbyt cięzkie i oni idą standardowo do szkół wyższych czyli tutaj: HBO
A szkoły wyższe w Polsce już są znane i śmiało można je ze sobą porównać.
HAVO 5 lat
VWO 6 lat
Mylisz się. W podstawówce robi się materiał ze pierwszych 6 klas byłej szkoły pods., w gimnazjum z nastęnych dwóch oraz pierwszej liceum, a w liceum pozostałe 2.5 roku. Wszystko się zgadza, nieprawdaż?
To jest jakiś żart Chyba niewiele wiesz o rzeczywistości... Najprostszy przykład - język polski. Kiedyś na omówienie wszystkich epok od starożytności do współczesności oraz zagadneinia z nauki o języku były praktycznie 4 lata. Teraz - na wszystkie epoki mamy 2,5 roku, na naukę o języku czasu niestety brakuje i ta część (imo bardzo ważna) traktowana jest po amcoszemu. Podobnie jest z innymi przedmiotami.
To był chyba żart
Nie :
Ale alkohol dostanie nawet 10 latek...
Stereotyp.
Ja wszystkich nauczycieli miałem bardzo dobrych. To raczej niektórzy z moich kolegów woleli tamowac lekcjie
Dlatego edukacja powinan by płatna.
Moje gimnazjum było kiedys poączne z podstawówke nr. 6 imiena Tadeusza Kościuszki (tam zreszta się uczyłem i bardzo dobrze ) i w małym budynku dzieciaki uczyły się do 4 klasy, a potem przechodiły do następnego budynku (obecne GIM 3) Odległośc była odpowiednia. I chyba się zgodzą osoby, że gdyby tak zostao, byłoby o wiele lepiej
I właśnie take dzieciaki do 4 klasy trzeba oddzieli od starszej młodzieży...
[ Dodano: 2005-12-19, 22:57 ]
To jest jakiś żart Chyba niewiele wiesz o rzeczywistości... Najprostszy przykład - język polski. Kiedyś na omówienie wszystkich epok od starożytności do współczesności oraz zagadneinia z nauki o języku były praktycznie 4 lata. Teraz - na wszystkie epoki mamy 2,5 roku, na naukę o języku czasu niestety brakuje i ta część (imo bardzo ważna) traktowana jest po amcoszemu. Podobnie jest z innymi przedmiotami.
To gdzie podziewa się cały rok nauki w gimnazjum??
No dobra, super że taki temat powstał! Ja też mam do sprzedania takie oto podręczniki:
KLASA I:
J. polski "Barwy epok" (tylko podręcznik do literatury)
Chemia (podstawowa) wyd. Nowa Era
Biologia (podstawowa) wyd. Nowa Era
Matematyka- Kłaczkow, Kurczab, Świda (tylko podręcznik)
J.angielski Enterprise 1 (zielony, podstawowy)
J. niemiecki "Partnersprache I" (podręcznik i ćwiczenie wypełnione ołówkiem - przydaje się:))
Atlas geograficzny dla szkół średnich (na trzy lata) wyd. PPWK
KLASA II:
J. polski "Barwy epok" (podręcznik do literatury do nauki o języku)
J. niemiecki "Partnersprache II" (podręcznik i ćw j.w)
Geografia społeczno- ekonomiczna (rozsz), WYdawnictwo Szkolne PWN
J. angielski Enterprise 2 (podst)
UWAGA MATURZYŚCI!!!
Zestaw do matury z języka niemieckiego (czytanie,słuchanie,mówienie) podst i rozsz, OMEga
Zestawy z wosu wyd. Omega
Zestawy z historii- wyd. Omega, wyd. żak
moje gg : 5111267
Ano widzisz Prev, tylko że "język polski" (taki przedmiot) nie ogranicza się do nauczania czytania, czy też zachęcenia młodzieży do czytania... No, może w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Później to już jest nauka o języku oraz o historii literatury. Problem tkwi pewnie w tym, że dzieci nie uczy się tego, nie pokazuje się im tego, że czytanie jest świetną zabawą, o wiele lepszą od oglądania telewizji. Wtedy czytałbyś książki dla przyjemności, a te "starocie" poznawał dla poszerzenia swoich horyzontów
A zatem mamy tu duże pole do popisu dla rodziców - zachęcajcie swoje dzieci do czytania, zamiast kupować im kreskówki do 18. roku życia
Kochane Kobietki przebywające za granicami Polski
jak tam u Waszych dzieciaczków z językami?
miały/mają jakieś problemy z dwujęzycznością?
uczą się łatwo/ chętnie? czy też nie?
mój syn wyjechał za granicę w wieku 7 lat... zdążył zaliczyć w polskiej szkole podstawowej, w pierwszej klasie (wcześniej przedszkole i zerówka) 4 miesiące nauki... czytał i pisał pięknie... angielskiego przed wyjazdem nie bardzo chciał się uczyć, bo ciągle powtarzał, że nic z lekcji i zajęć nie pamięta
po przyjeździe poszedł do szkockiej, katolickiej szkoły i z dnia na dzień radził sobie coraz lepiej... teraz minęło pół roku i nie ma żadnych problemów, nawija po szkocku jak po polsku...ale..? no właśnie...
Przyznam się, że odpuściłam mu pisanie po polsku... i teraz jest z tym mały problem... też z niektórymi wyrazami, czy całymi wyrażeniami w języku polskim, których zapomina - dodam, że oboje z Chłopem mówimy po polsku w domu...
No i teraz pytanko kolejne jak uczyć nowe dzieciątko, które końcem tego roku i początkiem kolejnego będzie juz z nami? Starszemu sprowadzić jakieś materiały do nauki z Polski? czy dać jeszcze czas na "uporządkowanie" się tych dwóch języków w jego pamięci?
Poradźcie, jak Wy robicie? jak to u Was wygląda?
Serio wielkie dzięki! Więc w tym roku skupię się na języku polskim i dojściu do tego jak mam zdać z niego rozszerzoną (wylądowałam w klasie językowej i polski do tej pory szedł mi na 4, a tu nagle muszę je przekręcić na 6), a niemiecki zdam na podstawowym.
Ogólnie ludzie z jakimi wynikami się dostają?
I ostatnie, które bardzo mnie nurtuje - czego mam się uczyć na te egzaminy, z jakich książek czy lektur, nacisk na Japonię dzisiejszą czy na jej historię i czy nauka samego jezyka pomoże się dostać czy lepiej skupić się na jak największej wiedzy o Japonii?
żeby było mało, to dzieci już w pierwszej klasie mają mieć już język obcy. Trochę nie halo To tak jakby pominąć naukę pisania i czytania w języku ojczystym. To jak to jest najpierw od ogółu do szczegółu czyod szczegółu do ogółu Dziwne te zmiany są w naszym polskim szkolnictwie.....
Wszyscy mówia, że dużo nauki w Unii w porównaniu z innymi szkołami . A tak przykladowo w bio-chemie to duży jest nacisk na przedmioty humanistyczne (mam sie bać ) czy tylko na rozszerzone?? Ile jest godzin biologii w 1 klasie???
nauki jest wszędzie tyle samo - ten sam program, prawie te same podręczniki
a ile się uczysz, zależy jedynie od Ciebie
mam wrażenie że więcej uczę się polskiego niżeli chemii, naciskają na przedmioty humanistyczne, bo lekarze muszą ładnie się wysławiać i używać także języka polskiego
ino.
podoba mi się, że na historii, języku polskim i łacinie zwracają uwagę na to, w jaki sposób się wysławiamy, jak akcentujemy.
poprawiają delikatnie, czasem żartobliwie, ale w głowie zostaje
To prawda, ze do dziennikarskiej jest najwiecej ludzi? W sensie NAJWIECEJ ze wszystkich klas jakie w Unii są?
u nas na starcie było było 32, jedna odeszła, jedna doszła, jedna odeszła, doszło dwie osoby.
no i w sumie jest tyle samo co w dziennikarskiej (choć zapewne w innych klasach także jest po 31-34 osoby) wszędzie dużo
Mrówczasss, rozumiem że Ty również z zamiarem zdawania matury dwujęzycznej? Powiem Ci szczerze, że jesteś z góry na lepszej pozycji niż ja, ponieważ masz nacisk na angielski już od gimnazjum, a ja dopiero od liceum. Musimy gonić materiał, bo jak wiesz klasy dwujęzyczne zostały skrócone do 3letnich.
Swoją drogą, chemia i biologia po angielsku? Faktycznie, może się znudzić, tym bardziej, że chemia z natury nie jest najłatwiejszym przedmiotem, a co dopiero jeszcze w obcym języku, btw. również uczę się niemieckiego i szczerze, nienawidzę tego języka. Kompletnie nie dla mnie ów język.
Wow ...jak bym też chciał mieć tyle angielskiego. I jeszcze fajnie by było mieć geografie i inne przedmioty w tym języku. Zawsze marzyłem aby idealnie umieć Angielski, no ale zobaczę. Nauka czyni mistrza, jak to powiadają.
Wiesz, że są plusy i są minusy. Taka klasa (dwujęzyczna) wymaga wiele pracy i wysiłku. To nie przelewki, trzeba się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć. I wbrew pozorom nie tylko angielskiego, bo i historii, polskiego, matmy, geografii i wszystkich innych przedmiotów. To kosztuję sporo czasu. Z drugiej strony, myśląc o tym, że punkty z matury są liczone podwójnie i o tym, że wychodząc z liceum, angielski będziemy mieć opanowany perfekcyjnie, radość pojawia się nam na twarzy.
ta nauka odbywa się w języku angielskim, nie wiem od kiedy Jass się go uczy, ale przecież w Pl pisała po polsku, teraz po ang. - przecież to się zupełnie inaczej pisze, niż mówi.
ona była w angielskiej zerówce - wtedy uczyła się języka, do pierwszej klasy chodziła w londynie. myślę, że dla niej nie ma różnicy czy pisze po polsku czy po angielsku. Litery i znaki dwuliterowe mają trochę inne wartości fonetyczne i ona raczej nie ma z tym problemu. Oczywiście nie ma też pojęcia o polskiej ortografii, gdzie u i ó się nie różnią w wymowie. ale generalnie spelowanie po angielsku idzie jej bardzo dobrze; kiedy już raz dowie się, jak się dane słowo pisze, to pamięta, jak nie wie, to dość sensownie próbuje, czasem dobrze czasem źle.
Poziom gramatyki w tym tescie nie jest trudny, ale pytania i odpowiedzi sa takie, że w niektórych z łatwościa mozna się pomylić-to powoduje trudność.
Niestety jest to europejskie podejście do nauki języka, gdzie osoby na poziomie FCE znająca gramatykę perfekcyjnie niepotrafi sie komunikowac |(że o rozumieniu nie wspomne).
W rozmowie nie ma czasu na zastanawianie sie jak coś powiedzieć, tylko trzeba mówic tak jak mowimy w naszym ojczystym języku.
Znam ludzi nigdy sie nie uczących gramatyki z ang.i mające FCE-wszystko zalezy od sposoby nauki.
Jestem teraz w UK, pracowałemz dziewczyną po anglistyce-potrzebowała tłumacza.
Przyjechał do mnie kuzyn z CAE-nie rozumiał co sie do niego mówi.
Pracuje z osobami, ktore w Polsce uczyły się angielskiego od podstawowki-na studiach byli zaliczani do klas zaawansowanych i fakt-w gramatyce nie ma z nimi równych-ale mijają 2 lata jak tu razem pracujemy a ich angielski nadal jest na poziomie raczkowania (poza gramatyka oczywiscie) i nie jest to moje a w wiekszosci ich zdanie, że nauke angielskiego w Polsce mozna sobie w buty wsadzić.
Uważam, ze test ten, nie sprawdza znajomosci języka, a znajomość (przepraszm za kolokwializm) wykutej na blache gramatyki która nijak sie ma do zdolności komunikowania sie.
Tu jest spis książek:
1. język polski „Barwy epok. Kultura i literatura’ W. Bobiński, A. Janus-Sitarz, B. Kołcz; „Barwy epok. Nauka o języku” J. Kowalikowa, U. Żydek- Bednarczyk
2. niemiecki „Passwort Deutsch 1” wyd Lektor Kleff
3. historia „Historia. Ludzie i epoki” Wydawnictwo „znak dla szkoły” G. Szymanowski, M. Wilczyński
4. Matematyka „podręcznik dla LO. Zakres rozszerzony. Kl 1” wyd „operon” H. Pawłowski „Zbiór zadań. Linia 1 ponadstandardowa. Kl 1” ‘operon’ H. Pawłowski „Zbiór zadań. Linia 2 standardowa. Klasa 1” wyd „operon” P. Pyrdoł
5. fizyka i astronomia „Fizyka i astronomia” tom 1 Wyd. PWN M. Kozielski, B. Mendel, J. Mendel
6. chemia „chemia 1-podręcznik zakres podstawowy” S. hejmowski, R. Marcinkiewicz
7. biologia- Biologia 1 i 2 kształcenie w zakresie podstawowym. Wyd. „Nowa era” A. Kornaś
8. geografia „geografia. Bogactwo przyrodnicze ziemii”. Wyd Ortus P. Wład
9. podstawy przedsiębiorczości „podstawy przedsiębiorczości” wyd. operon Z. Smutek
10. PO- „przysposobienie obronne” cz 1 i 2 + ćwiczenia M. Goniewicz, A. W. Nowak, Z. Smutek
Podziękowania nie mi, tylko Iwonie
Moja znajoma ma bardzo zdolnego dzieciaka (szkola podstawowa).
I tu jest problem: w czym? (Oczywiscie pecet).
Szukajac czegos natrafilem na
http://zdzich.koti.com.pl/zdzich/index.html
gdzie jest zaprezentowany prosty jezyk programowania, ale dajacy
calkiem spore mozliwosci.
Jest on tez w jezyku polskim (dzieciak angielskiego nie zna, choc przy
jezykach programowania nie jest to duzy problem a powinien sie chyba
przyzwyczajac do "programowania po angielsku")
zartujesz? o ile dobrze kojarze to jest cos w rodzaju assemblera po
polsku... bardzo okrojonego i z dodanytmi kilkoma "makrami"...
raczej odpada...
w sumie czemu nie assembler ? to najprostrzy z mozliwych jezykow...
tylko kilkadziesiat prostych instrukcji, nic wiecej :)
Wlasciwie niczego nie wiem o QuickBasicu (nigdy nie uzywalem). Czy jest
jesto dosyc powolny, ale prosty i ma calkiem spore mozliwosc...
ale niektore elementy sa bardziej zawiklane niz nawet w pascalu (np.
tablice)... a moze VisualBasic ?
Najlepiej, gdyby w prosty sposob mozna bylo obslugiwac klawiature,
myszke, dzwieki, moze jeszcze cos na styl sprite'ow.
hmm... na pececie niestety nie ma z tym latwo... sama pecetowa
klawiatura jest o wiele bardziej skomplikowana niz sie wydaje :)
z dzwiekiem jest jeszcze gorzej chyba ze w windowsie....
a sprity... no niestety nie znam nic gotowego....
Tylko nie piszcie, ze C lub nawet Pascal, bo to wg mnie bedzie na poczatek
zbyt trudne i zniechecajace.
zapis C jest faktycznie troche za malo czytelny, ale czemu nie pascal?
jezeli dzieciak jest w 6-8 klasie i jest zdolny :) to nie bedzie mial
problemow z Pascalem - sam wtedy zaczynalem (wczesniej BASIC)...
jedynym jaki znam jezykiem stworzonym z mysla o nauce programowania
jest AC LOGO, niestety moim zdaniem tylko przyciemnia obraz
programowania... mozne tylko spowodowac mylne spostrzezenia i zle
nawyki...
Witam,
Jako, ze umiem sie juz plynnie wyrazac w jezyku polskim (zart oczywiscie
;)), postanowilem nauczyc sie jakiegos jezyka programowania.
Mialem kontakt juz z kilkoma (C++, C#, VB.net), ale z reguly byl on
maksymalnie pobiezny i konczyl sie pisaniem aplikacji 'na glupka' (czyli w
stylu
"progressbar1.value = trackbar4.value", i inne temu podobne; swoja droga, to
:)), a nie praktyczna nauka wszystkiego co z klasami, destruktorami i innymi
bajerami zwiazane.
Wahalem sie miedzy VB.net, Delphi, a C++. VB.net odpadlo (razem z Delphi
zreszta), z tego chociazby powodu, ze dowiazuja mnie do platformy. No, moze
z Delphi byloby mi latwiej nauczyc sie Pascala w liceum (do którego mam
wrodzony wstret), ale mam nadzieje, ze psor zgodzi sie na zaliczenia z C++
:)
Mysle, ze po nauczeniu sie w stopniu zaawansowanym C++, przejde do C#. Od
poczatku uczylbym sie C# (ten jezyk jest dla mnie jakos najbardziej
przejrzysty), ale to jest równoznaczne z dowiazaniem sie do platformy
Microsoftu. Ja wiem, ze zaraz wyskocza onanisci Mono, ale dajcie sobie
chlopcy powiedziec, ze Mono to jest raczej proteza niz faktyczne rozwiazanie
problemu (przynajmniej do niedawna bylo, teraz sie nie orientuje).
Wiem, ze niektórzy krzykna "To naucz sie najpierw Pythona". No, niby tak,
ale to jezyk, który mnie z kolei dowiazuje do jakiejs dystrybucji Linuxa (bo
tylko tam jest standardowo wbudowany). Pod Windowsem uruchomienie skryptu
Pythona zajmuje DUUUZO czasu, bo najpierw trzeba u pacjenta zainstalowac
interpreter, itd...
No i teraz pytanie - jaka ksiazke? Widzialem "Symfonie", ale styl mnie
odrzuca, poza tym ponoc uczy starego jezyka Borlanda, a nie C++. Przejrzalem
"Thinking" w wersji angielskiej. Wydaje mi sie, ze Eckel tlumaczy OK, ale
wole miec ksiazke na papierze. Czy to prawda, ze do Thinking trzeba sie juz
orientowac w C lub programowaniu (ja czytalem tylko rozdzialy o OOP)?
Czytalem tez "Learning C#" Jessego Libertego (pierwsze cztery rozdzialy).
Taki styl mi odpowiada, ale cos do C++. Jest cos takiego? Moze "C++ dla
kazdego", bo to tez chyba produkcji JL?
Tak wiec jakas rade bym prosil dotyczaca wyboru ksiazki, moze tez jakis
argument przeciwko mojemu wyborowi (najpierw C++, potem C#). Na poczatek
wolalbym jedna ksiazke, bo nie chce stracic w razie czego pieniedzy...
Z góry dzieki. I bez czepiania sie szczególów prosze.
Pozdrawiam,
./promethe
MN - nie zrozumiałeś; my musimy kupować słowniki do czytania zwykłej
gazety,
a oni kupują, by uczyć się np. hiszpańskiego. Dostrzegamy różnicę?
Przeciętny
Polak musi mieć dodatkowy interpretator językowy w głowie lub na półce,
zaś
Anglikowi to dzwoni...
Jeśli czyta np: tekst techniczny, przy założeniu dość silnych powiązań
niemieckiego, francuskiego i łaciny z angielskim. A co jeśli to tekst o np:
kuchni, przeładowany nazwami, dajmy na to, środkowoeuropejskimi? A wojskowy
z orientalizmami? A historyczny z diabli wiedą cyzm jeszcze?
MN - kto pisze, my czy Anglicy? Jeśli oni, to ich sprawa, jeśli my, to
poloniści, dziennikarze, ludzie pióra.
Może wyjdę na głupka, ale nic z tego nie rozumiem. Anglicy mają swoje
zapozyczenia, my mamy swoje. Dla nich naturalne są latynizmy, dla nas -
rusycyzmy. Kazdy naród ma swoje upodobania, trendy, etc. A swoją drogą -
wiele tzw. "anglicyzmów" to tak naprawdę wyrazy z francuskiego i
niemieckiego.
Kto jest odpowiedzialny w Polsce za jakosc polszczyzny? Klasa robotnicza
czy
RJP, nauczyciel angielskiego czy polskiego?
Za jakoć polszczyzny najbardziej odpowiedzialni są jego uzytkownicy.
Kto pytal kilkaset lat temu, czy przypadkiem Polacy nie są drobiem?
A wiesz w jakim kontekście? Wyobraź sobie, że literatura w języku polskim
była wtedy ewenementem. Prawie wszystko, od poezji, przez religię po naukę,
było zdominowane przez łacinę. Język polski był używany głównie w rozmowie,
a i to dysputy teologiczne i uniwersyteckie przeprowadzano po łacinie. I
właśnie stąd wzięło się to przysłowie, nota bene starsze od Reja, za żyia
którego rozpoczał się przełom językowy. A współczesna polszczyzna to i tak
nic w porównaniu z XVII-wieczną "mową makaroniczną" :-)
Pozdrawiam
"W wannie historii prawdę trudniej jest utrzymac niż mydło,
i o wiele trudniej znaleźć..." - Terry Pratchett
Cezar "Thanatos" Matkowski
| Uszanowanko!| Czy ktoś może polecić mi dobre podręczniki itp. do nauki języka
| szwedzkiego? Bardzo mi zależy, bo jeśli naprawdę się przyłożę, to za dwa
| lata mam szansę wyjechać tam na rok. Nikłą szansę, ale jednak ;-)| Amoniaczek
Nie ma dobrych podrecznikow do nauki szwedzkiego w jezyku polskim.
"Pa svenska" i "Trevlig resa" wyrzuc od razu do kosza. Nie kupuj tez
"Gramatyki dydaktycznej jezyka szwedzkiego" A. Szulca. Jesli nie jestes
filologiem, to nic z niej nie zrozumiesz.
Najlepiej skorzystac
z podrecznikow szwedzkich, wzglednie niemieckich badz angielskich. Ale
to pod kierunkiem nauczyciela. Zreszta chyba nie zamierzasz uczyc sie sam,
to bylby nonsens.
Hmm, no więc właściwie... Teraz nareszcie znam już wszystkie szczegóły, który nie dysponowałem wcześniej. Nauka szwedzkiego organizowana jest w moim liceum jako kółko zainteresowań. Zajecia odbywająÂ się raz w tygodniu (!) a prowadzi je nie wykwalifikowana osoba, a uczennica starszej klasy, która własnie wróciła ze Szwecji. I własnie o to roczne stypendium mi chodziło. Myślałem, że kandydaci wybierani są na podstawie znajomości języka, ale nie! Test co prawda jest, ale z angielskiego (!) oraz z 'predyspozycji językowych' czy czegoś w tym stylu. Moja 'nauczycielka' jak wyjeżdzała znała jedynie 'Hej!' i takie podstawowe formułki, jakie przerobiliśmy na pierwszej lekcji. Nie znała nawet tak ważnego zdania jak 'Jag är trĂśtt' :) A teraz może się ogadać zupełnie swobodnie.
Inna sprawa że w ciągu tych 45 minut nauczyłem się o wiele więcej niż ta moja 'profesionalna' "Guten Tag, Anorexia" zdołała mi wpoić na dwóch lekcjach niemieckiego. Zdążyliśmy nawet poznać kilka przekleństw! :) Niestety, pod tym względem język ten jest zupełnie beznadziejny.. ;-)
Ale mimo wszystko będę się go uczył. I pewnie okaże się moim ulubionym przedmiotem ;)
Jesli chodzi o slowniki, to od jakichs dwoch lat na rynku jest slownik
Kubitsky'ego. Sredniej wielkosci, calkiem przyzwoity. Kosztuje ok. 110 zl
(w obie strony). Polecam.
Pawel P.
Amoniaczek dziękuje serdecznie za okazane zainteresowanie
Hej dÄş!
Marcin Adamski słusznie narzeka:
To nie przytyk osobisty, ale - blagam: JAKICH NARZEDZI uzywa sie.
Nie wiem, co sie dzieje z tym slowem (tzn. wiem: jest czesto, ale
za to fatalnie, uzywane w reklamach) w obecnym jezyku polskim.
Przeciez uzywa sie CZEGO, a nie CO.
Większość z nas zapewne zetknęła się z reklamą ,,Pralka by się nie
zepsuła, gdyby codziennie używała pani Calgon''. Jest podobno ustawa
o ochronie języka, to może by zaskarżyć nadawcę reklamy o jej naruszenie?
Przyczyną występowania tego i wielu innych błędów jest fatalny sposób
nauczania języka polskiego w szkołach, mający źródło w programach
nauczania. Cała nauka o języku jest w zasadzie skupiona w pierwszych
klasach szkoły podstawowej. Uczy się wówczas skomplikowanej terminologii
gramatycznej, której dzieci nie są w stanie pojąć. Każe się też wykuwać
na pamięć wierszyki i wydumane czytanki, a zupełnie nie uczy się
poprawnego języka codziennego. W szkole średniej nauka o języku jest
prawie nieobecna. Najważniejsza jest literatura z naciskiem na stan
duchowy artystów i poetów.
Więcej już nauki o strukturze języków jest na zajęciach z języków
obcych. Na przykład na lekcjach rosyjskiego co roku wkładano mi do
głowy, że w rosyjskim jest: ispol'zovat' chto, a po polsku: używać
czego. Tak w ogóle, to na lekcjach rosyjskiego można się było wiele
dowiedzieć o języku polskim.
Wspomnę o jeszcze jednym słowie, które dość powszechnie jest niewłaściwie
używane, z czego wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy. Także i na tej liście
widywałem, że na pytanie w rodzaju: -- Czy to się komuś zdarzyło? -- padała
odpowiedź: -- Mi, i to wiele razy. A powinno być: -- Mnie, i to wiele razy.
Różnica jest subtelna, ale nietrudna do opanowania:
-- Mnie się to nie podoba,
-- To mi się nie podoba.
Rysiek
Można się dużo nauczyć, ale MSZ mało kto jest w stanie opanować język obcy
będąc dorosłym, w tym samym stopniu w jakim prawie każdy człowiek opanuje
swój język macierzysty. (Ja uczę się polskiego a sposób naturalny od 8 lat,
a wyniki są takie jak widzicie :( , co nie znaczy oczywiście, że inni nie
mogą robić tego lepiej.)
Gdybym nie wiedziała, że nie jesteś Polakiem, to myślałabym, że nim jesteś;
tak świetnie piszesz po polsku.
Oczywiście, zawsze jest tak, że ktoś, kto danego języka uczył się od
dziecka, zna ten język o wiele lepiej niż ktoś, kto zaczął się go uczyć w
dorosłym życiu. Jednak mi nie chodzi o "super-opanowanie języka", tylko na
opanowanie go na takim poziomie, by sobie bez problemów radzić w nim w
codziennym życiu, by móc przeczytać w tym języku książkę, obejrzeć film
itp., a także by nie popełniać błędów jezykowych częściej iż przeciętny
natywny.
Swego czasu przeprowadzono badania nad błędami językowymi uczniów starszych
klas szkół podstawowych i młodszych klas szkół ponadpodstawowych (Z. Saloni,
"Błędy językowe w pracach pisemnych uczniów", PWZS, Warszawa 1971). Okazało
się, że uczniowie po co najmniej 12 latach uczenia się języka polskiego w
sposób naturalny oraz na lekcjach w szkole, popełniają całą masę błędów
językowych, gramatycznych nie wyłączając.
Każdy korektor pracujący dla wydawnictwa lub redakcji jakiegoś pisma może
chyba potwierdzić, iż powyższe dotyczny również dorosłych natywnych.
Z powyższego wynika, że przeciętny użytkownik języka popełnia błędy
językowe. Problemem w nauce języka jest zaś to, by osiągnąć minimum ten
"przeciętny poziom".
Lucyna
Sławomir Januszkiewicz na pl.comp.os.advocacy:
| A co w naukach społecznych daje się liczyć? Właśnie te wskaźniki.
| Na podstawie tego czy zgadzają się z modelem pozwalają przyjąć do dalszych
| badań lub odrzucić hipotezę.Wiesz. Sam teoria prawie nigdy nie jest wyrażona w tym języku. Więc ta
zgodnośc jest mocno umowna.
Kłócił sie teraz nie będę - poczekam na powrót rzeczonej. Niemniej jednak
jest to użyteczne narzędzie, które przyczynia się do rozwoju danej nauki.
| Oczywiście w klasach "ogólnych" czy humanistycznych
| LO się tego nie uczy - bo to takie matematyczne. A są to działy matematyki
| przydatne w naukach humanistycznych właśnie.E. Nie w humanistycznych, a w społecznych i behawioralnych. Historycy mało
tego używają, podobnie jak i literaturoznawcy czy prawnicy. Inna sprawa,
że np. językoznastwo też jest mocno (tudzież może być) zmatematyzowane.
Zgoda.
Ale ta matematyka nie tworzy nauki. A jest tylko
narzędziem. Naprawdę. Nie pamiętam tych wszystkich fajnych zabaz z
filozofii nauki, ale przede wszystki to jest problem intersubiektywnej
sprawdzalności: OK, często wyraża sie ją w języku liczb, czasem nawet
w języku matematyki. Ale i bez niej można się obyć.
Nie wiem. Też nie pamiętam.
| Wiesz, to troche zależy co rozumiesz przez naukę. I jak definiusz
| zakresy matematyki.| Zgadzam się z tym całkowicie. Tylko, że IMVHO matma jest jednym
| z największych osiągnięć ludzkiego umysłu - i humanista, który tego
| nie dostrzega i nie docenia IMVHO nie zasługuje na miano humanisty -
| pozbawia się wglądu w jeden z aspektów szeroko pojmowanego człowieczeństwa.Czekaj. Ale to absolutnie nie dotyczy naukowości danej dziedziny wiedzy.
Oczywiście, że nie. Wymiana zdań wynikła z problemu wyższości języka
polskiego nad matematyką na maturze. IMHO, oba te przedmioty mają jednakową
wagę i to, że polski na rzeczonej jest a matmy nie ma jest grubym
nieporozumieniem.
Nuter
Od 4 lat straszy IPJM że będzie uczył Naturalnego języka Głuchych (NJG)
Mieszkam w mieście powyżej 100 tysięcy mieszkańców. Nie ma ani jednego Urzędnika tłumacza j. migowego. Nawet Mszy w kościele nie ma w języku migowym (miganym)
Na tym filmie jest mowa, że Wam jest lepiej nawet nauczyć się angielskiego niż polskiego. Nikt nie zaprzecza, że Wasz naturalny język głuchych nie jest wygodniejszy. Pewnie wiesz Drogo Czytelniku, że "słyszaki" uczą się już w przedszkolu drugiego języka. W wyższej klasie dochodzi im trzeci język albo dodatkowo uczą się trzeciego. Znają: niemiecki, angielski a czasem uczą się hiszpańskiego. Najczęściej widzę studentów, którzy znają kilka już języków. Jeszcze są gotowi nauczyć się migowego. A Ty Głuchy masz nauczyć się tylko dwóch języków. (SJM i NJG), •Gdy pójdziesz Drogi Słuchaczu do szkoły to w pierwszej klasie będą cię uczyć literek potem dodawania i odejmowania. W następnych klasach będą cię uczyć logarytmów całek równań któregoś stopnia z wieloma niewiadomymi. ••Podobnie jest z nauką j. migowego. Normanie początkująca osoba zacznie od SJM-u. W miarę możliwości i potrzeb będzie poznawać NJG.
Od 4 lat straszy IPJM że będzie uczył Naturalnego języka Głuchych (NJG). Czy wyobrażasz Drogi Czytelniku sobie kurs na NJG w 24h? Teraz zobacz fotkę i pomyśl, że jest to kurs organizowany przez IPJM. ••To byłby z koziej "dupy trąba a nie tłumacz". Wątpię, że ktoś podejmie się od ZERA nauczania w 24h Naturalnego Języka Głuchych. IPJM chce uczyć NJG, ale on chce wydłużyć do 48 godzin nauczanie xDDDD
Jeszcze chyba nie jestem oficjalnie w Fugazi, ale co tam, napiszę.
1. Jak sie nazywasz w realu (opcja nieobowiązkowa) - Jasiu
2. Gdzie mieszkasz (wystarczy miasto) - Katowice, dzielnica Bogucice
3. Czym zajmujesz się na codzień (nauka, praca) - od roku mam pisać pracę licencjacką, ale ledwo ją tknąłem, temat: "Sponsoring w piłce nożnej na przykładzie GKS-u Katowice", piszę po niemiecku, bo studiowałem 3 lata język biznesu w tym właśnie języku
Na co dzień jestem kelnerem w restauracji śródziemnomorskiej o wysokim standardzie
4. Jakie są twoje zainteresowania, hobby - sport, kulinaria, lubię gotować, dobre trunki, wina, muzyka, MZ, dobry film, kibicowanie
5. Czy uprawiasz jakiś sport (jeśli tak to jaki) - kiedyś byłem po 8 godzin dziennie na boisku, czy to do kosza czy do nogi, non stop w ruchu. Niestety kontuzja kostki przerwała moją błyskotliwą karierę i teraz już nie gram. Ale ćwiczyć siebie mogę, mam przerwę, ale znów chcę zacząć dbać o sylwetkę. Kilka miesięcy chodziłem na tajski boks, półtora roku chodziłem na kurs tańca towarzyskiego, trochę na salsę, judo, kilka razy byłem na zajęciach piłkarskich na Stadionie Śląskim za małolata, kiedyś grałem w tenisa stołowego, próbowałem siatki, baseballa, tenisa ziemnego, snowboardu, nart, jeździłem parę razy konno, skoczyłem na bungee... wyczynowo jednak nic.
6. Twój ulubiony polski klub piłkarski to: GKS Katowice, czynny kibic, w sierpniu wybieram się z Żółtą Armią GieKSy do Łomży, Gdyni, Wrocławia... wyjazdy to kwintesencja kibicowania
7. Twój ulubiony zagraniczny klub piłkarski to: Manchester United od roku '96
8. Twój ulubiony polski piłkarz to: nie wiem
9. Twój ulubiony zagraniczny piłkarz to: Ryan Giggs
10. Ulubione filmy: Chłopaki nie płaczą, Szukając siebie, Dług
11. Ulubiona muzyka: kiedyś rock, teraz prawie wszystko, poza techno i disco polo
12. Od kiedy grasz w MZ i jak to sie zaczeło - początek roku 2004, kolega z klasy/osiedla jakoś na to trafił, pokazał i jakoś tak zacząłem, on pograł ilka miesięcy bez sukcesów, a ja zostałem i sam wciągnąłem w to kilka osób
13. W jakie inne gry poza MZ śmigasz - jest kilka ciekawych, ale nie mam czasu się wciągać w nic nowego, więc nawet nie zaczynam
14. Czy podoba Ci sie pomysł takich ankietek - owszem
pozdrawiam
Są inni modowie - Implant, Drużyn, Bosik i Admin.
Są.
Drużyn aktualnie zawalony nauką, zresztą w klasie maturalnej.
Bosik na 3* w Toruniu.
Implant na 3* w Łodzi.
147.pl również ma ostatnio sporo pracy.
Chcecie wojny, to ją macie
Alatriel - w NIT nie grał żaden O'Brian.
Rodak - zdanie rozpoczyna się wielką literą (chyba że mamy do czynienia z nazwą własną pisaną małą literą, np. van der Coghen - a i tu nie jestem pewien) i kończy znakiem interpunkcyjnym. Spacja do nich nie należy.
Domino - JPS nie jest bóstwem, nie wspominając, że nie jest bóstwem monoteistycznym. Zatem on, nie On. To nie jest prywatna korespondencja. Zresztą nie rozumiem, skąd namiętne pisanie o snookerzystach On, Jego itp. Poza tym, Ronnie przegrał 2-5, nie 5-2.
Alatriel - przegranie meczu, w którym wbija się maksa, to żaden niechlubny rekord, to naturalna kolej rzeczy w Main Tourze. Z tego, co słyszałem, za wbicie maksa nie dostaje się dodatkowych frejmów.
Mickey147 - pokrótce, albo po kurtce - ale nie wierzę w literókę i taki błąd ortograficzny w jednym wyrazie.
Krzysiex147 - na pewno, zdarzają, słabsze, turnieje. Oprócz tego, polski język posiada coś takiego jak spójnik, interpunkcja, uporządkowanie zdań składowych w złożonym. Aaa, to nie forum ES.
Gemboyrob - nie, szkoda bazy danych.
Hagj - do posługiwania się wielką literą można użyć klawisza Caps Lock lub Shift, zawsze można taką literę skopiować ze strony internetowej czy wstawić symbol w edytorze tekstu.
Gemboyrob - "Napisałem free ball z dużej litery ponieważ potraktowałem to jako nazwę własną..." W piłce ożnej rzut wolny też należy pisać jak nazwę własną? Poza tym,w polskim języku nie ma sformułowania "free ball". Językiem forum jest język polski. Szczególnie, że istnieje polski odpowiednik.
Snooker! - możesz napisać jakiś tren na temat naszej pracy do admina.
Sumo2 - w celu wywrzeszczenia radości udaj się np. na Great Outdoor Games (igrzyska sportów dziwnych). Albo na jakieś zawody, na których jest konkurs na nagłośniejszy okrzyk.
Hagj - "będę pisał małymi literami". Będziesz dostawał ostrzeżenia. Na razie zatrzymujemy się na upomnieniu.
Nie twórzmy kultu JPSa.
A jeżeli ktoś uważa, że na powyższych uwagach polega spełnianie funkcji moderatora... Z racji troski o rozmiar bazy, powiem, że nie ma racji. Pozostaje życzyć mu snookerowych snów.
Dementi:
Musisz nauczyć się, ze dzisiaj nie ma żadnych świętości, żeby utrzymać w dyskusji nerwy na wodzy.
Dla dzisiejszych "zbawicieli", "cuda" są tylko figurą retoryczną, tak zresztą jak Bóg, Kościół czy Ojczyzna.
Słowo Honor wychodzi z użycia w języku polskim i staje się powoli słowem na wymarciu.
Słów tych najświętszych używa się jeszcze wobec osób, które w nie wierzą, aby ich dobić, jednostkowym przykładem odstępcy.
Dla niektórych osób na tym forum, Prawda, ma charakter względny, przez co dyskusja z nimi traci jakikolwiek sens, ponieważ zasadę Kalego stosują na co dzień.
Zaufanie, ma podkreślać jedynie partykularyzację, a miłość jakąś złudną ułudę przyjemności.
Trzeba chyba od nowa wrócić do nauki o języku, o znaczeniu słów, aby nas, tych, co jeszcze wierzą w słowa i ich znaczenie, rozmowa, tak nie bolała.
Specjaliści od zmieniania znaczenia słów nie próżnują.
Słowo nacjonalizm utożsamia się z szowinizmem, a słowo patriotyzm z oszołomstwem.
Nienawiść to synonim posiadania swojego zdania, odrębnego od medialnej poprawności.
Antysemityzm, to z kolei zauważanie różnic narodowościowych w społeczeństwie.
Dyskusja, to powtarzanie stereotypów, natomiast na określeniu dyskusji w klasycznym rozumieniu wymiany zdań, funkcjonuje dziś określenie: prowokowanie i sianie zamętu.
Dorn, który lubi język, słowem "wykształciuchy" określił precyzyjnie dzisiejsze "elity".
Jednak na taki stan, składa się przede wszystkim to, że przez wiele lat PRL-u nie władza nie rozmawiała ze społeczeństwem, przez co dzisiaj, gadaniem, zastępuje się sprawowanie władzy.
Nieuzasadnione skrajne oceny są na porządku dziennym.
Przyszłość należy jednak nie do tych, co gadają, a do tych, co działają.
Rodzące się autorytety, przy pomocy nowych środków technologicznych zmieniają kształt relacji międzyludzkich vide, twórca portalu nasza-klasa.
Obszar zasad, pozostaje najintymniejszym miejscem człowieka, koniecznym do zmierzenia się z rzeczywistością, która po jego śmierci jest ciemnością, bądź światłem.
Mo?e mnie ktoś oświecia co to za tekst????Znalaz3em go w dziale grzechy!!!!
Oto tekst:
Cytat ze strony : http://msz.gov.pl/index.p...iuletyn%2Fpokaz
"Rozkwitający wschód we wsi Podmok3e"
Berliner Zeitung, 3.09.2004, "Rozkwitający wschód we wsi Podmok3e", Matthias Lohre. Autor opisuje codzienne ?ycie w le?ącej 100 km na wschód od Frankfurtu nad Odrą wsi Podmok3e. Najbardziej wyró?niającym sie w lubuskiej wsi budynkiem jest dwupietrowa, wybudowana w 1992 roku szko3a podstawowa, do której uczeszcza 50 uczniów. Podmok3e Ma3e i Wielkie, liczące 3ącznie zaledwie 700 mieszkanców, są gospodarczą oazą województwa lubuskiego. Bezrobocie tutaj wynosi niespe3na 6%. Nazwa Podmok3e (w jezyku niemieckim: Posemuckel) jest g3eboko zakorzeniona w niemieckiej świadomości. U?ywane od drugiej po3owy XIX wieku s3owo kojarzy sie z zacofaniem. Zastepca burmistrza Zbigniew Wozinski ubolewa nad tak negatywnymi asocjacjami związanymi ze znajdującą sie pod jego zarządem miejscowością. Stereotypy prze3amuje na przyk3ad zatrudniająca 540 osób firma Swedwood, najwiekszy pracodawca w Podmok3ym, zajmujący sie sk3adaniem mebli na wy3ączne potrzeby sieci sklepów IKEA. Niskie koszty produkcji uzyskiwane dzieki taniej sile roboczej zapewniają firmie wysoką konkurencyjnośa w porównaniu z firmami niemieckimi. Ponad po3owa przyznanych wszystkim dziesieciu nowym panstwom cz3onkowskim unijnych funduszy przypadnie w udziale Polsce. Z tego powodu równie? mieszkancy Podmok3ego liczą na finansowe wsparcie dla swojej wsi. Zastepca burmistrza wskazuje na potrzebe wybudowania nowych ulic, dróg rowerowych, p3ywalni i boiska, aby zapobiec odp3ywowi mieszkanców wsi do du?ych miast. Nie czekając na unijne wsparcie w3adze wsi ju? podje3y sie renowacji wie?y ratuszowej i wielu innych przedsiewziea. Równie? sami mieszkancy postanowili dobrze przygotowaa sie do wpisania Polski w granice Unii Europejskiej. Jezyków obcych uczą sie w Podmok3ym ju? uczniowie pierwszych klas szko3y podstawowej. Katarzyna Szaranska- m3oda nauczycielka ze szko3y w Podmok3ym mówi o du?ym zainteresowaniu dzieci nauką jezyka niemieckiego i przyjaznym nastawieniu mieszkanców do zachodnich sąsiadów. Od lat dzia3a ju? miedzynarodowy program wymiany mieszkanców dwóch partnerskich miast- Podmok3ego i Neuruppin. Niemieccy goście z checią odwiedzają zorganizowaną w Podmok3ym wystawe o historii wsi. Dzieki osobistym kontaktom zacierają sie stereotypy dotyczące Podmok3ego.
echeche temat miodzio !!!
rosyjski takkk... no jakos uczylem sie uczylem, no i jak tylko przychodzil sprawdzian to ja siedzialem kolo pani i opowiadalismy sobie kawaly a klasa pisala w pocie czola. a to dlatego ze jak juz mialem wystawiona zawsze 3 tylko dlatego zebym byl grzeczny
co do rosjan to zawsze sie dogadywalismy poprzez tak samo i z innymi narodami tez sie mozna dogadac mam tu niejako juz duze doswiadczenie
francuski no tez probowalem, staralem sie naprawde jak tylko moge. tyle tylko ze na kazdej lekcji pani wybiegala zawsze zaplakana... no jakos sie nie lubielismy
bedzac w jakims tam okresie we francji stwierdzilem jednak ze tak naprawde to nie musze sie uczyc tego ( o boshe ) smiesznego jezyka. mozna sie tam dogadac i po polsku, angielsku, rosyjsku, itd. choc tak naprawde poziom nauki we francji jest o 3 razy mniejszy niz chciazby u nas, wnioski dla was pozostawiam najgorsze jest to ze francuzi uwazaja ze ich jezyk powinien byc za miast anglika, dopiero jak zobacza ze naprawde nie kumasz w ich jezyku to dopiero probuja cos zagadac do ciebie w innym. jednak osob znajacych inne jezyki jest tam jak na palcach reki . j/w duma narodowa i brak akceptacji dla angielskiego...
niemiecki hymmmm w sumie jak z francuskim, tyle tylko ze zaluje jednak ze sie nie uczylem. przydalo by mi sie podczas pobylu w austrii. poniewaz pracowalem tam i tak z polakami, wiec sila wyzsza nie mial bym sie i tak jak nauczyc niemca jednym slowy
angielski no powiedzmy jak cie moge, samouk ze mine. doswiadczenie niewielkie, to przez brak czasu.
ponad to niektorzy uwazaja ze specjalizuje sie w polskiej " lacinie " .
ja sam uwazam jednak, iz czasami zadne slowo czy tez zdanie nie ujmie tak dobrze czegos jak klniecie, moze dlatego tak tez sie juz obilo. po za tym moj nick tez ma tu po czesci znaczenie , staram sie jednak teraz ograniczac ten proceder
a powazniej ( na sam koniec ) piszac, to kazdy z nas jest analfabeta - ja tez.
jesli sie nie zna jezyka ojczystego, jak pisownia czy ortografia. no nie ma sie co czarowac, mozecie mowic co chcecie ale jest sie ANALFABETA
Jednym z rozwiązań jest posłanie dziecka do szkoły holenderskiej prowadzącej specjalne klasy wyrównawcze dla dzieci, które nie znają języka niderlandzkiego. Szkoły tego typu noszą miano "opvangschool". Z tego, co wiem, pierwsze 4 godziny każdego dnia to intensywna nauka jezyka, natomiast pozostałe to już wspólne zajęcia z dziećmi holenderskimi. Nie ma jednak róży bez kolców - trzeba się dokładnie dowiedzieć, jakie "towarzystwo" będzie miało dziecko w takiej "opvangklasie". Przeważają dzieci arabskie i tureckie, ale nie jest to regułą, stąd konieczny jest wcześniejszy wywiad.
Gdy w pobliżu miejsca zamieszkania nie ma szkoły prowadzącej "opvang", dziecko zostanie przyjęte do zwykłej szkoły, ale i w takiej sytuacji polecam przeprowadzenie rozeznania, gdyż - jak zresztą we wszystkich krajach - są szkoły lepsze i gorsze.
Można też rozważyć posłanie dziecka do szkoły międzynarodowej, ale trzeba się liczyć z koniecznością zapłaty (około 3000 EUR rocznie w przypadku szkół dotowanych przez państwo). Zajęcia odbywaja się w języku angielskim, ale prowadzona jest też nauka języka niderlandzkiego. Szkoły te są raczej dobrze strzeżone przed wszelkimi patologiami.
Jeśli dziecko miałoby otrzymywać świadectwa ukończenia poszczególnych klas ważne również w Polsce, konieczne jest uczęszczanie (oprócz szkoły holenderskiej) do Szkolnego Punktu Konsultacyjnego w Hadze (www.spk-haga.nl). Gdy nie jest to istotne (pozostanie na stałe w Holandii jest przesądzone), a dziecko ma po prostu zachować kontakt z językiem ojczystym, można wybrać którąś z polskich szkółek (www.fpsn.nl).
ale polak moze byc i kropka.
To po to właśnie wolną Polskę i o to, abyśmy tego języka mogli używaćwalczyli nasi dziadowie i pradziadowie. I nie bierzcie pod uwagę w jakiś porównaniach polskiego do matematyki. Na polskim jest czytanie ze zrozumieniem + wypracownie. Kilka punktów ( nawet za styl ) i minimum z polaka jest. O macie tego powiedzieć nie mogę. A polski w zakresie rozszerzonym był brany pod uwagę w rekrutacji na WAT na kierunki techniczne !!!
Matematyka, po co kogoś zmuszać do niej. Ktoś chce ją zdawać, jest mu potrzebna na wymarzone studia - nic nie stoi na przeszkodzie, może ją wyprać ( nawet i po klasie humnaistycznej ). A jeśli komuś jest nie potrzebna w rekrutacji to po co ma się dodatkowo męczyć. Minimum programowe i tak zna po zajęciach na swoim profilu.
Co do polskiego to był, jest i będzie na maturze bo to język ojczysty i ta kwestia nie podlega żadnej dyskusji. !!!
Amen.
Mówisz, ilovebmw, że wkurza Cię ta gadka o ojczystym języku. Może to trochę nie na temat, ale komunikacja międzyludzka jest niezykle istotna w życiu społecznym. Jak się porozumiesz z ludźmi, jeśli nie będziesz umiał nawet posługiwać się ojczystym językiem? Grzesiu napisał, że Polak był, jest i będzie na maturze. Zgadzam się z tym w 100%. Mówisz, że interpretowanie wierszy i przerabianie lektur jest bezsensowne i że to strata czasu. A WŁAŚNIE, ŻE NIE Pozwala ono na zrozumienie głębszych treści, odczytanie ukrytych znaczeń. Naprawdę myślisz, że to jest bezużyteczne?
wkurza mnie ta gadka? nie! jak wymiana pogladow moze wkurzac...
cobytuwpisac bierzesz pod uwage skrajnosci kompletne jak dla mnie, powtorze ze to juz 12 rok nauki polskiego...po tylu latach nauki malo jest ludzi niepotrafiacych poslugiwac sie jezykiem ojczystym nie uwazasz? kiedys, gdy wybuchla II ws w takim wieku mielismy wielu analfabetow, ktorzy normalnie nie mieli dostepu do wiedzy (byli prowizoryczni nauczyciele, ktorzy przychodzili do domow) i wtedy mozna bylo powiedziec, ze ciezej bylo sie porozumiec, a nie teraz.
rzucasz sloganami o odczytywaniu ukrytych znaczen i rozumieniu glebszych tresci. jak ktos jest inteligentny to nie ma z tym problemu, a polak bardzo czesto wyszukuje znaczenia z niczego, na zasadzie domyslow i skojarzen, ktore czesto nie maja nic wspolnego z trescia. nie przyda mi sie to, bo mysle logicznie a nie bujam w oblokach...
mowisz, ze nie przyda ci sie promien skretu samochodu czy cos takiego. a ja mowie, ze ci sie przyda. uwazasz to za bezuzyteczne? no widzisz, wszystyko zalezy od punktu spojrzenia na to wszystko i od zainteresowan danymi przedmiotami, a dyskusja o tym raczej do niczego nas nie zaprowadzi.
No to ja mam pare książek do sprzedania, tanio, w dobrym stanie, niektóre prawie wogóle nie używane . Jeśli ktoś zainteresowany to 661481134- odpisuję na esy:) Oto lista książek które posiadam:
GEOGRAFIA zakres rozszerzony:
- społeczno- ekonomiczna: Kop, Kucharska, Szkurłat | PWN
- fizyczna: Czubla, Papińska | PWN
GEOGRAFIA zakres podstawowy:
-część pierwsza (zielona): Kop, Kucharska, Szkurłat
- część druga (niebieska): Kop, Kucharska, Szkurłat
HISTORIA 3:
- zakres podstawowy: Burda, Halczak, Józefiak, Szymczak
JĘZYK POLSKI:
- Barwy Epok 2: Kultura i literatura | WSIP
- Barwy Epok 3: Kultura i Literatura | WSIP
- Barwy Epok 3: Nauka o języku | WSIP
FIZYKA:
- Fizyka dla szkół ponadgimanazjalnych: Fijałkowska, Fijałkowski, Sagnowska | ZAMKOR
- Fizyka dla szkół ponadgimanazjalnych zakres rozszerzony część 1: Salach, Fijałkowska, Fijałkowski, Mroszczyk | ZAMKOR
- Fizyka dla szkół ponadgimanazjalnych zakres rozszerzony część 2: Salach, : Fijałkowska, Fijałkowski, Mroszczyk | ZAMKOR
CHEMIA 2:
- chemia organiczna: Litwin, Wlazło, Szymońska | Nowa Era + CD
WOK:
- zakres rozszerzony: W. Panek
MATEMATYKA:
- Zbiór zadań, klasa 1: Kłaczkow, Kurczab, Świda
- Podręcznik klasa 1: Kłaczkow, Kurczab, Świda
BIOLOGIA 1:
- zakres podstawowy: Lewiński, Prokop, Skirmuntt, Walkiewicz | OPERON
WOS:
- zakres rozszerzony część 1: Smutek, Maleska, Surmacz | OPERON
INFORMATYKA:
- technologia informacyjna- kształcenie w zakresie podstawowym: Gurbiel, Hardt- Olejniczak, Kołczyk, Krupicka, Sysło | WSIP + CD
MATURA MATEMATYKA:
- Część pierwsza: liczby i ich zbiory, funkcje i ich własności, wielomiany i funkcje wymierne, funkcje trygonometryczne, ciągi liczbowe, planimetria, geometria analityczna. Człapiński, Uss | OMEGA
- Część druga: funkcje wykładniczne i logarytmiczne, stereometria, rachunek prawdopodobieństwa. Człapiński, Uss |OMEGA
Do początków XX wieku klasyczne pojęcie prawdy rozumiane było raczej intuicyjnie, zgodnie ze sformułowaniem Arystotelesa: Jest fałszem powiedzieć o tym, co jest, że nie jest, lub o tym, co nie jest, że jest; jest prawdą powiedzieć o tym, co jest, że jest lub o tym, co nie jest, że nie jest. (Przekład. A. Tarskiego.) Tarski jako pierwszy – w sposób niezwykle elegancki i matematycznie precyzyjny – sformułował definicję pojęcia prawdy i cały aparat pojęciowy dotyczący języka i interpretacji wyrażeń.
Według Tarskiego język naturalny (np. polski czy angielski) jest zbyt obszerny, zbyt skomplikowany, by w języku tym możliwe było zdefiniowanie prawdziwości zdań tego języka – w przeciwnym razie stajemy przed problemem znanego paradoksu kłamcy. Tarski skoncentrował więc swoje badania na pojęciu prawdy dla języków sformalizowanych nauk dedukcyjnych (np. matematyki czy podstaw fizyki).
Punktem wyjścia w teorii Tarskiego jest rygorystyczne oddzielenie języka, którego zdania badamy – nazywanego językiem przedmiotowym – od metajęzyka, w którym badany język opisujemy. W metajęzyku analizujemy wyrażenia języka przedmiotowego, ich interpretacje, prawdziwość czy fałszywość.
(..)
Konstrukcja Tarskiego daje coś więcej. To nie tylko jedno pojęcie, to raczej cała teoria prawdy – teoria, która rozsławiła Tarskiego jako „człowieka, który zdefiniował prawdę”, czego anegdotycznym świadectwem jest list w Archiwum Tarskiego w Berkeley o takiej oto treści: „Szanowny Profesorze Tarski, Pan zdefiniował prawdę. Zastanawiam się, jak Pan do tego doszedł. Założyłam się z koleżanką z klasy, że Pan mi odpisze. Poważaniem, Patti Rossi”. Na górze Tarski napisał ołówkiem: „Patti przegrała zakład.”
(..)
Tarski zajmował sie wieloma dziedzinami podstaw matematyki. Wszystkie opublikowane przez Tarskiego prace znaleźć można w czterotomowym wydaniu „Alfred Tarski: Collected Papers”, pod redakcją S. R. Givanta i R. N. McKenziego, opublikowanym przez wydawnictwo Birkhauser w 1987 roku. Po polsku prace Tarskiego dotyczące pojęcia prawdy i metalogiki opublikowało pod redakcją J. Zygmunta Wydawnictwo Naukowe PWN w dwóch tomach w 1995 i 2001 roku.
Całość
A no i z Niego losie, jako Polak, jestem bardzo dumny.
Ankieta jest do "dupy" bo nie ma innych możliwości np
- chcę dwóch języków
- SJM jako język urzędowy, a PJM jako język mniejszości językowo-kulturowej
- Chcemy tylko PJM (zobacz Gif niżej)
- lub inne
Popieram ten protest Olci z innego powodu. On pokazuje nieudolność polskiego szkolnictwa w środowisku głuchych. Takie instuty jak IPJM błaźnią się i szkodzą głuchemu. Po co robi się głuchemu Maturę?, -zeby go "wstawić" wśród słyszących. Nikt nie wyjdzie do rozmowy poważny z takim głupim instytuem . Odpowiedz sobe Gość. Czy tam głusi myślą? Czy w takiej szkole ma pojawić się kurator oświaty . Zwolni wszystkich nauczycieli SJM-u i zatrudni z Urzędu Pracy znających PJM . Jest to nie realne i nigdy tak nie będzie. Odpowiedz mi Gość. Do czego Ci potrzebna Matura (lub studia) w PJM-e? Odp. Po to żeby leżało w szufladzie ..?
Widzę głuchego ktory robi koment ze jest za. To przypomina mi człowieka z PRL-u który stał w kolejce pod sklepem, ale nie widział za czym. Była kolejka więc stał. Wiedział żę będą coś dawać ale nie wiedział co. Podobnie tu jest ankieta i on nie myśli tylko głosuje. Jest to wina albo szkolnicwa ktora mu nie wyjaśniła do czego jest mu potrzebny i w jakich okolicznościach będzie mu niezbędny SJM lub wina samego głuchego który na tych lekcjach nie uważał.
Jesli będzie jakiś protest ludzi słyszących to ja pierwszy podpiszę się, żeby nie szły z moich podatków pieniądze na głuchych. Wydawanie pieniędzy na głuchego jest to wrzucanie ich do błota.
Gdyby oddemnie zależało to obniżyłbym głuchym poziom nauczania. (Fakt jest taki, ze nie wiem czego ich uczą i na jakim poziomie)
Obniżenie poziomu to naprawdę inny temat i bardzo szeroki.
Plany są takie że dzieci słyszące mają juz od 5-ciu lat zaczynać naukę. W tej chwili zerówka jest jakby pierwszą klasą. Dzieci od urodzenia głuche mają orzech do zgryzienia żeby ich dogonić.
Na koniec wróce jeszcze raz do Akcji na YouTube ona dociera do wiekszej opinii publicznej. Pokazuje że można coś zmienic. Niech myślą mądre głowy co.. Wiem ,że jesteście skłoceni z tamtym forem . Mnie też tam zbanowano xDDDDD ,ale warto to poprzec
Ps: W Filmie Narrator mówi że w jezyku miganym (sjm) jest 7 tysięcy znaków . Czy to prawda ? Znałem dużo znaków ale że aż tyle ... proszę o odpowiedź.
Mieszkam w mieście powyzej 100 tysięcy mieszkańców. Nie ma ani jedengo Urzędnika tłumacza j. migowego. Nawet Mszy w kościele nie ma w języku migowym (miganym)
Na tym filmie jest mowa że Wam jest lepiej nawet nauczyć się angielskiego niż polskiego. Nikt nie zaprzecza że Wasz naturalny jezyk głuchych nie jest wygodnieszy. Pewnie wiesz Gość, że "słyszaki" uczą się już w przedszkolu drugiego języka. W wyższej klasie dochodzi im trzeci język albo dodatkwo uczą się trzeciego. Znają : niemiecki ,angielski a czasem uczą się hiszpańskiego . Najczęściej widzę studentów którzy znają kilka już języków. Jeszcze są gotowi nauczyć się migowego. A Ty Gość masz nauczyć się tylko dwoch języków. (SJM i PJM)
Gdy pójdziesz Gość do szkoły to w pierwszej klasie będą cię uczyć literek potem dodawania i odejmowania. W następnych klasach Gość będą cię uczyć logarytmów całek rownan któregoś stopnia z wieloma niewiadomymi .
Podobnie jest z nauką j. migowego. Normanie początkująca osoba zacznie od SJM-u. W miarę możliwości i potrzeb będzie poznawać PJM.
Od 4 lat straszy IPJM że będzie uczył Naturalnego języka Głuchych (PJM). Czy wyobrażasz Gość sobie kurs na PJM w 24h ? Teraz zobacz Gość fotke i pomyśl że jest to kurs organizowany przez IPJM .
To byłby z koziej "dupy trąba a nie tłumacz". Wątpie żę ktoś podejmnie się od ZERA nauczania w 24h PJM-u. IPJM chce uczyć PJM ale on chce wydłużyć do 48 godzin nauczanie xDDDD
Pod jedną odpowiedzią video dałęm pytanie
"Czy ta dziewczna z TVN wypowiedziała się za wszystkich głuchych czy Tylko za siebie ? "
Dostałem odpowiedź od Głuchej osoby
-"że migała to, co kazali jej nauczyciele i w języku, w jakim jej kazali."
Niżej dałem pytanie na YT ? ale pojawiły sie odpowiedzi od IPJM (jak zwykle nie na temat )to juz sobie odpuśćiłęm xDDDDD
Mam pytanie czy do Waszego Protestu nie powinna przyłączyć sie Ta dziewczyna w czerwonym ochraniaczu?
01:56 do 02:01
Jeśli została wykorzystana nieświadomie.
Głusi sugerują "że migała to, co kazali jej nauczyciele i w języku, w jakim jej kazali."
Zostało naruszone Jej dobre imię. Jeśli jej słowa zostały wyrwane z kontesktu, to ona ma pierwsza prawo od przeprosin ze strony TVN24.
Pewnie już ona wie, o Waszym Proteście. Jeśli bedzie milczeć zmienia to postać...
Ponawiam pytanie :Czy ktoś z was zna 7 tysięcy znaków migowych? Na tym filmie tak podano z góry dzięki.
Ciekaw jestem. Czy IPJM zdałby Mature? (rozumie pytania)
Jeśli na moją odpowiedź odpowiedzili:
-"...szkoły teraz nie zmieni..."
Co ma piernik do Wiatraka xDDDDDD
Cytat ze strony : http://msz.gov.pl/index.p...iuletyn%2Fpokaz
"Rozkwitający wschód we wsi Podmok3e"
Berliner Zeitung, 3.09.2004, "Rozkwitający wschód we wsi Podmok3e", Matthias Lohre. Autor opisuje codzienne ?ycie w le?ącej 100 km na wschód od Frankfurtu nad Odrą wsi Podmok3e. Najbardziej wyró?niającym sie w lubuskiej wsi budynkiem jest dwupietrowa, wybudowana w 1992 roku szko3a podstawowa, do której uczeszcza 50 uczniów. Podmok3e Ma3e i Wielkie, liczące 3ącznie zaledwie 700 mieszkanców, są gospodarczą oazą województwa lubuskiego. Bezrobocie tutaj wynosi niespe3na 6%. Nazwa Podmok3e (w jezyku niemieckim: Posemuckel) jest g3eboko zakorzeniona w niemieckiej świadomości. U?ywane od drugiej po3owy XIX wieku s3owo kojarzy sie z zacofaniem. Zastepca burmistrza Zbigniew Wozinski ubolewa nad tak negatywnymi asocjacjami związanymi ze znajdującą sie pod jego zarządem miejscowością. Stereotypy prze3amuje na przyk3ad zatrudniająca 540 osób firma Swedwood, najwiekszy pracodawca w Podmok3ym, zajmujący sie sk3adaniem mebli na wy3ączne potrzeby sieci sklepów IKEA. Niskie koszty produkcji uzyskiwane dzieki taniej sile roboczej zapewniają firmie wysoką konkurencyjnośa w porównaniu z firmami niemieckimi. Ponad po3owa przyznanych wszystkim dziesieciu nowym panstwom cz3onkowskim unijnych funduszy przypadnie w udziale Polsce. Z tego powodu równie? mieszkancy Podmok3ego liczą na finansowe wsparcie dla swojej wsi. Zastepca burmistrza wskazuje na potrzebe wybudowania nowych ulic, dróg rowerowych, p3ywalni i boiska, aby zapobiec odp3ywowi mieszkanców wsi do du?ych miast. Nie czekając na unijne wsparcie w3adze wsi ju? podje3y sie renowacji wie?y ratuszowej i wielu innych przedsiewziea. Równie? sami mieszkancy postanowili dobrze przygotowaa sie do wpisania Polski w granice Unii Europejskiej. Jezyków obcych uczą sie w Podmok3ym ju? uczniowie pierwszych klas szko3y podstawowej. Katarzyna Szaranska- m3oda nauczycielka ze szko3y w Podmok3ym mówi o du?ym zainteresowaniu dzieci nauką jezyka niemieckiego i przyjaznym nastawieniu mieszkanców do zachodnich sąsiadów. Od lat dzia3a ju? miedzynarodowy program wymiany mieszkanców dwóch partnerskich miast- Podmok3ego i Neuruppin. Niemieccy goście z checią odwiedzają zorganizowaną w Podmok3ym wystawe o historii wsi. Dzieki osobistym kontaktom zacierają sie stereotypy dotyczące Podmok3ego.
Poprostu spad3em z krzes3a jak to przeczyta3em hahaha hahaha hahaha hahaha hahaha
Poprostu
Kod: Z listy lektur zostali wymazani: Witold Gombrowicz (dotąd licealiści czytali "Ferdydurke" i "Trans-Atlantyk") i Witkacy ("Szewcy" ). Zniknął też Johann Wolfgang Goethe - uczniowie nie poznają więc ani "Cierpień młodego Wertera"
To są gnioty nad którymi męczyłem się nie miłosiernie. To musi niknąc,
Kod: ani "Fausta". Nie ma "Procesu" Franza Kafki i ani jednej powieści Josepha Conrada. Skreślony został również "Inny świat" Herlinga-Grudzińskiego, wypadł Fiodor Dostojewski.
Tych będę bronił bo to są dobre książki. Proces mnie nie zachwycił ale był dość ciekawy. Reszta to prawdziwe perełki
Z nowych lektur cieszy mnie obecność Kapuścińskiego, Co do książek JP II to Giertych chyba go skrycie nienawidzi że umieszcza na liście lektur jego dzieła. Jak ja bym napisał książkę to bym za żadne skarby nie chciał żeby była lekturą. Ale zgadzam się z Tyr że propaganda katolicka w szkole walczy. lektury zawsze sie zmieniały, to jest normalne. Ja o lekturach miałem zawsze złe zdanie. Były źle dobrane i wmuszane uczynią na siłę. Jak bym powiedział że nie lobię Mickiewicza to bym chyba z klasy wyleciał.
Skąd wiesz, że gnioty? Czytałaś? To, że katolickie tzn., że złe, niewarte uwagi itp.? zastanów się lepiej czasem zanim coś takiego napiszesz...
Galv sam potwierdziłeś to czemu chciałeś zaprzeczyć. Po twoim poście myślę że nie warto
Bo religi w szkole powinno być jak najmniej. Jak znam nauczycieli to temat odbębnią nie znosząc sprzeciwu. Czemu Tyr nie ma prawa się tak wypowiedzieć ? Przecież na pierwszy rzut oka widać że pozycje nie zaprzeczanie katolickie pojawiły w znacznej sile. Przecież jeżeli ja nie jestem katolikiem z wieloma rzeczami mogę się nie zgodzić a muszę bo wyląduje z pałą.
Chyba o coś innego tutaj chodzi. Wydaje mi się, że przedmiot taki jak język polski powinien skupiać się na kanonie literatury, polskiej i światowej, a nie na nauce patriotyzmu.
Zacznijmy od tego że patriotyzmu nauczyć sie nie da. To nie biologia ani historia. Te wzorce trzeba wyrobić sobie samemu. Może powinny powstać lekcje nazwane literatura obca i Polski. Na polskim była by nauka o języku, formach literackich i twórczości Polaków a na Literaturze obcej twórczość zagraniczna
Jana Pawła II, to proponuję raczej "Dar i tajemnica" albo "Wstańcie, chodźmy!"
A ja proponuj pod sklepem jubilera To niedługo i Szekspira wyrzucimy (bo za mało religijny) i fraszki Kochanowskiego (bo za frywolne?). Zgroza....
W Anglii już wyrzucili
Poskromienie złośnicy- bo źle mówi o kobietach
Otello- Bo rasistowska
Oczywiscie sprawdzilam ceny najmu - przy naszej rodzinie zakladam jakies 2000 EUR.
Zgadzam sie z tym co napisal powyzej digilante – 2000 to dosyc wysoki pulap jak za mieszkanie dla 4-osobowej rodziny, choc nie oznacza to ze nie ma i drozszych Sa natomiast z cala pewnoscia tansze i jesli macie jednak gdzies w tle argument oszczednosciowy (albo przynajmniej: wydawac, ale niekoniecznie tylko nabijajac kabze luksemburskim landlordom ) to do 1500 euro znajdziecie calkiem komfortowy apartament/duplex/triplex 120-150 m2 co najmniej na obrzezach Lux-Ville, a w promieniu 10 km od centrum Lux-Ville to za te kase nawet macie szanse na wynajecie domu. Tak wiec nie taki diabel straszny
Czy jest wsrod Was ktos, kto przeprowadzil sie z dzieckiem w wieku przedszkolno - szkolnym
Ja! Czy raczej my Przyjechalismy tu 4,5 roku temu dokladnie w momencie kiedy nasze dziecko ukonczylo przedszkole. W tym przedszkolu nauka angielskiego dala jej mozliwosc policzenia do 10, nazwania 5-6 kolorow w jez. Szekspira oraz wymienienia 7 dni tygodni w tymze jezyku. Tyle. Tutaj trafila z marszu do klasy angielskiej. W klasie byla jedyna Polka, wiec zero ulatwien. Najtrudniejszy byl pierwszy rok, bo trzeba bylo pracowac bardzo duzo z nia w domu i nie zawsze miala motywacje do nauki jezyka, ktorego nie tylko nie rozumiala, ale takze nie rozumiala dlaczego ma sie go uczyc. Motywacja przyszla jednak bardzo szybko, jak sie zorientowala, ze zeby sobie zaskarbic klasowe przyjaznie, to musi mowic po angielsku. Potem sytuacja odwrocila sie o 180 stopni – teraz to ona nas uczy angielskiego, a my ja polskiego, bo w tym jezyku dziecko po pewnym czasie zaczyna miec problemy, jesli porozumiewa sie nim wylacznie w domu. Na szczescie jest jeszcze w Luxie cos takiego jak Szkola Polska
O pozostalych zagadnieniach – znacznie wiecej, ale... jutro!
Nie wiem tez, o jakiej segregacji etnicznej wspomnial
w szkole średniej dzieci irlandzkie i brytyjskie uczą się oddzielnie od innych dzieci pobierających naukę po angielsku (tak jak np. kiedyś w RPA)
I dalej nie wiem, o czym mowisz...?....moje dziecko pobiera nauke czesci przedmiotow z dziecmi brytyjskimi wlasnie....a takze z innymi nacjami....
bamaza42 napisał/a:
a od pewnego poziomu wiekszosc przedmiotow wykladana jest w 1-szym jezyku obcym
to jest oczywiście nieprawda
widac, ze sie kompletnie nie orientujesz jak wyglada nauka w szkole europejskiej, wiec byloby dobrze, zebys nie wypowiadal tak "oczywistych oczywistosci", zarzucajac przy tym innym klam.... otoz w szkole sredniej EE dzieci ucza sie do konca w swoim ojczystym jezyku TYLKO matematyki, fizyki i chemii oraz filozofii i swojego jezyka ojczystego oczywiscie. Reszta przedmiotow jest nauczana w 1 jezyku obcym dla danego ucznia (2-gi jezyk). I TO sa fakty...chcesz z nimi polemizowac?....
zgadza się, znają świetnie angielski i dobrze jeden inny język dla siebie obcy oraz oczywiście swój ojczysty
No wiec nie bardzo sie zgadza - moze i znaja swietnie jezyk angielski, ale na tym koniec - niby skad maja swietnie znac jezyk polski?....przeciez nie z ISL.... Jak dziecko rozpocznie w tej szkole nauke od I klasy podstawowki, to ma duze szanse po polsku, i owszem mowic, jezeli w domu sie tak mowi - ale nie bedzie pisac poprawnie, ze o literaturze nie wspomne... Gratuluje z gory jezeli uda sie zmusic dziecko do czytania literatury polskiej przy obowiazkowej literaturze w obcym skadinand jezyku angielskim....
A co do innych jezykow?... Jak dziecko bedzie mialo dodatkowe lekcje, to moze i tak, ale nie osiagnie tego w tej szkole, ktora jak szkoly w UK nie przywiazuje wagi do jezykow innych niz angielski...
czytanie ze zrozumieniem to podstawowa umiejętność absolwenta szkoły podstawowej konieczna do osiągnięcia sukcesu w gimnazjum (i w życiu zawodowytm?)
wlasnie!!! - polecam uwadze!
1. EE jest średnio 5 razy tańsza ....byc moze, ale nie od ISL akurat...ISL nalezy do tanszych szkol w LUX-Ville, jezeli o to chodzi...jakbys chcial poslac dziecko do najdrozszej (co dla Ciebie byc moze = najlepszej) szkoly, to sluze informacja...
Twoje dziecko wybrało w szkole angielski to rzeczywiście może miec problem by sie porozumieć z sąsiadami zza miedzy, ale też i więzi specjalnie nie ma.Gdyby wybrało niemiecki - wtedy po problemie, bo tutaj przeciez każde dziecko mowi po niemiecku.Ale wybrało angielski bo jest uniwersalny.
To nie tak z tym jezykiem - moje dziecko zaczelo sie uczyc tego jezyka juz w Polsce, od I czy II klasy podstawowki, wiec byl to jakby naturalny wybor - przyjechala tu w polowie ostatniej (tutejszej) podstawowki i od wrzesnia zaczynala nauke w secondaire, wiec nie moglam rzucic ja na gleboka wode nauki wszystkich przedmiotow w kompletnie nieznanym jezyku - niemieckim lub francuskim...
Poza tym skarży sie,że dzieci nie chcą się z nim bawić.To mnie boli.
Wiem, ze to boli, sama to przezylam, jak po przyjezdzie tutaj moje dziecko musialo po szkole spedzac kilka godzin dziennie w swietlicy, czekajac, az po nia przyjade po pracy... Tez nikt nie bawil sie z nia, bo po prostu nie byla w stanie sie z dziecmi komunikowac, a za duza juz byla, zeby sie tym nie przejmowac...(Trian moze opowiedziec, jak jego polsko jezyczne dzieci swietnie bawia sie z angielskojezycznymi dziecmi sasiadow) Do tego chlopcy jej dokuczali, smiali sie, a ona nawet nie wiedziala o co chodzi, ani odciac sie nie potrafila, ani nauczycielce poskarzyc.... Na szczescie od wrzesnia juz na tyle poznala droge do/z szkoly, ze zaczela sama jezdzic szkolnym autobusem (choc nie obylo sie bez przygod ) i swietlica okazala sie niepotrzebna.
W Luksemburskiej nie bardzo jestem w stanie mu pomóc jezykowo choć znam nieżle Niemiecki, w ISL - mogę mu pomóc w angielskim.
A to jest tez argument...ja nawet o tym nie myslalam, bo z powodow jak wyzej nie bralam innej opcji pod uwage, a sama jestem tez przede wszystkim angielsko-jezyczna... Ale juz po roku, czy poltora - moje dziecko zaczelo mnie poprawiac - no coz, ja nigdy nie mialam do czynienia z native-speakerami....
angielskiego ucze sie od jakiegos 5. czy 6. roku zycia, czyli ok. 10 lat. w czerwcu zdalam FCE(pochwale sie-na B:D ). mysle ze podstawa jest ciagly kontakt z jezykiem. wiadomosci, filmy, muzyka, gazety, ksiazki(nawet jesli nie rozumie sie kazdego slowka dokladnie!). bardzo wazny jest tez native speaker na kursie. to strasznie duzo daje, pomaga w przelamaniu bariery itd. tym bardziej ze native speakerzy to najczesciej calkiem wporzo ludzie, jak "moj"warren naprzyklad:) acha no i dodam ze wszystko czego sie nauczylam w tym jezyku wynioslam z kursow lub samodzielnej nauki. w szkole-dno
niemieckiego zaczelam sie uczyc z siostra ok. 5 klasy podst. czyli 4 lata temu. potem poszlam do gimnazjum z klasa o profilu dwujezycznym. polega to na tym, ze mamy 6 godzin niemca w tygodniu z polska nauczycielka, po 1 godzinie realioznawstwa i geografii z przemilym Klausem(totalne zaprzeczenie mitu o niemcach) oraz 1 godzine chemii z kobieta ktora z kolei jest totalnym POTWIERDZENIEM mitu o niemcach tak jak z angielskikego szkola nie nauczyla mnie nic, tak z niemieckiego-wszystkiego. smiejemy sie z ludzmi z mojej klasy ze my juz prawie myslimy po niemiecku;) i nie ukrywam ze lekcje z nauczycielami niemieckimi bardzo sie do tego przyczynily. chcialam w tym roku zdawac mittelstufe, ale granica wiekowa jest 16 lat a ja bede tyle miala dopiero za rok..
chetnie zaczelabym sie uczyc 3. jezyka- wloskiego lub francuskiego, ale chwilowo nie mam czasu wlasnie powiedzcie mi-slyszalam gdzies ze wloski jest dosc prostu do nauczenia-czy to prawda?
acha no i jeszcze jedno dla wszystkich tych, ktorzy nienawidza niemieckiego. ludzie, ten jezyk jest naprawde prosty!!!!!!!4 przypadki, 6 czasow(z czego uzywa sie tylko 3 albo 4)... w porownaniu z angielska gramatyka naprawde nie jest trudna. a napewno nie trudniejsza. ja osobiscie bardzo niemiecki lubie
Angielski – mniej więcej FCE
Francuski – w miarę komunikatywnie, ale mniejsze w miarę
Łacina – rok intensywnej nauki
Chciałabym poznać grekę i hindi wraz z dialektami
Warto uczyć się łaciny, bo mimo że jest martwym językiem, to jednak jest bazą dla większości języków świata i kształtuje człowieka... (szeroko mówiąc) jak znasz łacinę, to będzie Ci kilka razy łatwiej z wszystkimi innymi europejskimi i bazującymi na europejskich językami...
Angielski to wiadomo, język uniwersalny...
Proponuję uczyć się jakiegoś języka „azjatyckiech tygrysów”, czyli japońskiego, chińskiego, hindi, bo to są kraje, w których gospodarka ruszyła z kopyta i niedługo ni się obejrzymy a staną się światowymi potęgami... (pomijając, że ja hindi chcę się uczyć również z innych powodów...)
Jak ktoś ma zacięcie, to może mu się przydać arabski i jego dialekty...
Rosyjskiego też byłoby warto ewentualnie i niemieckiego -> nasi poważni, potężni sąsiedzi...
Metody? Najlepsza, to jak już coś umiesz -> korespondowanie, lub gadanie na żywo... najlepiej wyrabia myślenie w danym języku i pomaga nie tylko przy ewentualnej potrzebie konwersacji...
J uważam, że bez sensu rozwiązane jest nauczanie języka nagielskiego w szkołach państwowych, ale nic na to nie poradzisz... w każdym razie w pewnym wieku wystarczy krótko (czyli np.: 3-5 lat) a intensywnie, żeby biegle władać jakimś językiem...
Ja uczę się głównie tyle co mam w szkole... przez dwa lata gim. uczyłam się franca prywatnie, ale teraz spowrotem mam w szkole od początku... zanim zaczęłam w pdst uczyć się ang,, to chodziłam prywatnie, ale skończyłam jak przestałam rozumieć materiał gramatyczny (którego jeszcze nie przerobiłam w szkole na j. polskim, czyli zaimki, dopełnienia i inne...) i to by było na tyle moich prywatnych przygód... Raz jeszcze pod koniec trzeciej klasy przymierzałam się do zdania jakiegoś certyfikatu i brałam kilka prywatnych lekcji, ale w efekcie zabrakło mi kasy na sam certyfikat... ;p
Co sprawia trudność? Hmmm... wychodzę z założenia, że chcieć, to móc i jak się przyłożę, to nie ma dla mnie czegoś, czego nie potrafię... ewentualnie we francuskim jak mam na szybko napisać na sprawdzianie z głowy kilka tekstów (z reguły pięć zadań typu listy, opowiadania itd.) pilnując wszystkich akcentów, związków, rodzajów, czasów, wyjątków etc... wszystko w pewnym momencie zaczyna się kitrać...
Kochani!
Z przyjemnoscia chcialem zawiadomic, ze 21 pazdziernika rozpoczela
sie w Polsce sprzedaz mojej nowej ksiazki pt.
"Symfonia C++ STANDARD"
Programowanie w jezyku C++ orientowane obiektowo
Jest ona nastepczynia starozytnej ksiazki "Syfmonia C++",
ktora przez 10 lat byla bestsellerem.
Tamta stara, poczciwa "Syfmonia C++" opisywala jezyk C++ wedlug
tzw. standardu ARM, ktory odszedl w przeszlosc jakis czas temu.
Czas byl najwyzszy ksiazke uaktualnic.
Okazalo sie ze zmian w jezyku jest tak duzo, ze nie wystarcza
zmiany "to tu, to tam".
Powstala wiec nowa ksiazka, grubsza od poprzedniej o 500 stron.
Zatem ta nowa "Syfmonia C++ standard"
opisuje jezyk w postaci zdefiniowanej przez
miedzynarodowy standard ISO
(To dlatego na okladce grafik umiescil "ISO C++").
Ksiazka tym razem jest jednotomowa, w twardej okladce i ma ok. 1250 stron.
Spis tresci w postaci pliku pdf mozna znalezc na stronie www
poswieconej tej ksiazce.
http://www.ifj.edu.pl/~grebosz/symfonia_c++_std_p.html
Z niego mozna sie zorientowac o czym dokladnie jest, jakie sa
nowosci i ile im poswiecono miejsca. (Na przyklad powstal
bardzo dlugi rozdzial o pozytecznej standardowej klasie string,
a konczy go "sciagawka" skrotowo zestawiajaca dostepne funkcje).
Po kazdym rozdziale sa cwiczenia - to na zyczenie wielu
wykladowcow.
zachowac podobny styl narracji jaki uzylem w "starej Syfmfonii"
- bo wielu ludziom styl ten bardzo dpowiadal.
Styl ten mozna okreslic jako "ciepla rozmowa z przyjacielem-korepetytorem".
Oczywiscie jesli ktos woli styl bardziej zwiezly - polecam doskonala
ksiazke Bjarne Stroustupa "Jezyk C++". Uprzedzam jednak, ze
poczatkujacym wyda sie stanowczo za trudna.
Dla czytelnikow, ktorzy wola tekst mniej "zageszczony", bardziej
obrazowy - powstala wlasnie ta ksiazka.
A zatem - zapraszam po prostu do ksiegarni - tam po prostu
przejrzycie ksiazke sami. Wtedy najlepiej sie zorientowac
czy to jest ksiazka dla Was (lub - jesli jestescie od dawna
programistami C++ - czy te ksiazke mozecie polecic mlodszemu
kuzynowi, tak by na samym poczatku nauki nie zrazil sie do programowania).
Ewentualne pytania, prosze, kierujcie do mnie bezposrednio,
gdyz stad, z Niemiec, nie jest mi latwo czytac te liste dyskusyjna.
Bede bardzo wdzieczny za wszelkie uwagi krytyczne, na temat
merytorycznej lub formalnej strony tej nowej ksiazki.
Nawet za wskazanie drobnych bledow literowych.
Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam z Darmstadt
Jurek Grebosz
(autor "Symfonii C++ STANDARD")
| MN - nie zrozumiałeś; my musimy kupować słowniki do czytania zwykłej
gazety,
| a oni kupują, by uczyć się np. hiszpańskiego. Dostrzegamy różnicę?
Przeciętny
| Polak musi mieć dodatkowy interpretator językowy w głowie lub na półce,
zaś
| Anglikowi to dzwoni...Jeśli czyta np: tekst techniczny, przy założeniu dość silnych powiązań
niemieckiego, francuskiego i łaciny z angielskim. A co jeśli to tekst o
np:
kuchni, przeładowany nazwami, dajmy na to, środkowoeuropejskimi? A
wojskowy
z orientalizmami? A historyczny z diabli wiedą cyzm jeszcze?| MN - kto pisze, my czy Anglicy? Jeśli oni, to ich sprawa, jeśli my, to
| poloniści, dziennikarze, ludzie pióra.Może wyjdę na głupka, ale nic z tego nie rozumiem. Anglicy mają swoje
zapozyczenia, my mamy swoje. Dla nich naturalne są latynizmy, dla nas -
rusycyzmy. Kazdy naród ma swoje upodobania, trendy, etc. A swoją drogą -
wiele tzw. "anglicyzmów" to tak naprawdę wyrazy z francuskiego i
niemieckiego.
MN - grupa jest nazbyt wykwintna, byś tak łatwo mógł wyjść na głupka.
Powtarzam - nie mam nic przeciko zapożyczeniom, ale (jak w ekonomii są pewne
granice zapożyczeń finansowych) w języku są granice zapożyczeń językowych...
Granica w przypadku developera i vis a vis została przekroczona, zaś w
przypadku dealera balansujemy (kiedyś był speaker zamieniony w spikera).
| Kto jest odpowiedzialny w Polsce za jakosc polszczyzny? Klasa robotnicza
czy
| RJP, nauczyciel angielskiego czy polskiego?Za jakoć polszczyzny najbardziej odpowiedzialni są jego uzytkownicy.
MN - użytkownikami są wszyscy: robotnicy, więźniowie, chuligani,
intelektualiści, w tym dziennikarze i poloniści.
Odpowiadają ci, którzy są powołani przez społeczeństwo do czuwania, zatem ci
ostatni. Według Ciebie za statek na morzu odpowiadają wszyscy jego
uzytkownicy? Kapitan, armator i majtek? Tylko w takim stopniu, jaki wynika z
zapisanej odpowiedzalności (stanowiskowa karta pracy); bardziej jednak
kapitam niż marynarz...
Jeśli odpowiedzialni są wszyscy to oznacza, że nikt nie czuje się
odpowiedzialnym. Zresztą zapytaj znajomych, na ile czują się odpowiedzialni
za język polski, że o innych grupach społecznych nie wspomnę...
| Kto pytal kilkaset lat temu, czy przypadkiem Polacy nie są drobiem?
A wiesz w jakim kontekście? Wyobraź sobie, że literatura w języku polskim
była wtedy ewenementem. Prawie wszystko, od poezji, przez religię po
naukę,
było zdominowane przez łacinę. Język polski był używany głównie w
rozmowie,
a i to dysputy teologiczne i uniwersyteckie przeprowadzano po łacinie. I
właśnie stąd wzięło się to przysłowie, nota bene starsze od Reja, za żyia
którego rozpoczał się przełom językowy. A współczesna polszczyzna to i tak
nic w porównaniu z XVII-wieczną "mową makaroniczną" :-)
MN - wynika, że nie jest źle - bywało gorzej, zatem nie powinniśmy
przejmować się współczesnymi "makaronizmami"? Właściwie, gdyby nie było
czepiaczy w naszej grupie, w technice, nauce ... to społeczeństwo żyłoby
sobie spokojnie i bez krzywych dyskusji. Tylko kto by pchał całą
cywilizację, gdyby nie było dociekliwości zwalczanej przez większość?...
Rozumiem, że nie dostrzegasz niepokojących objawów "zobczenia" naszego
języka. Nawet litery x, q, v specjalnie Cię nie irytują. Podziwiam Cię...
Pozdrawiam
"W wannie historii prawdę trudniej jest utrzymac niż mydło,
i o wiele trudniej znaleźć..." - Terry Pratchett
Cezar "Thanatos" Matkowski
Mirnal (MN)
| Pawel_Pollak:
| : ba, nie mozna byc jednoczesnie dobrym tlumaczem ustnym i pisemnym,
| ^^^^^^^^^^^^^?????
| : bo to dwa rozne zawody, wymagajace zupelnie innych kwalifikacji i
| : predyspozycji psychicznych.| To jest co najmniej kontrowersyjne stwierdzenie.
Stwierdzenia przeczące rozpowszechnionym stereotypom na ogół są
kontrowersyjne.| Malo jest ludzi na swiecie,
| ktorzy maja kwalifikacje i predyspozycje i _dobrze_ wykonuja dwa, czasami
| b. rozne zawody?
| A te dwa nie sa znowu az tak bardzo rozne.Bo wystarczy znać język? Jakoś znajomość ogólnej anatomii przez okulistę nie
wystarcza, żeby przeprowadzał operacje na otwartym sercu, ale panuje
powszechne przekonanie, że tłumacz równie dobrze powinien umieć
przetłumaczyć w sądzie zeznania lekarza podającego ustalenia sekcji zwłok,
jak i akt prawny w zaciszu domowym.Między tłumaczem pisemnym i ustnym jest mniej więcej taka różnica jak
naukowcem a przedstawicielem handlowym. Nie chodzi o prestiż, tylko o
predyspozycje psychiczne, które akurat w przypadku tych dwóch zawodów są
przeciwstawne. Pewnie, że są jednostki wybitne, które potrafią te dwa zawody
połączyć, ale tłumacze przysięgli rekrutują się nie tylko z jednostek
wybitnych. A skoro mają być fachowcami wysokiej klasy, to powinno się
mianować osobno pisemnych i ustnych, nie wykluczając możliwości zostania
jednym i drugim, jeśli ktoś będzie chciał.Paweł
Przyklad z lekarzem jest gorzej niz bzdurny.
W Europie upowszechnia sie znajomosc 3-4 jezykow i to na poziomie szkoly
i to biegla znajomosc. Wlasnie w mowie i pismie.
Nikt w szkole nie mowi o predyspozycjach psychicznych (co to w ogole za
pojecie)
i nauczanie 3 jezykow staje standardem dla kazdego.
Sa lekarze piszace diagnozy na pismie, a sa inni wyglaszajacy je ustnie.
Czy powinni sie specjalizowac oddzielnie ?
Na podobnej zasadzie moznaby dzielic tlumaczy na specjalistow od chemii,
fizyki, oceanografii, metalurgii, medycyny
itd. itd. itd.
W kazdej z tych dziedzin slownictwo specjalistyczne jest znane jedynie
specjalistom.
Bardzo bliska przyszlosc tlumaczen ustnych to jednak tlumaczenia
komputerowe.
Tekst wypowiedziany , zapisany, przetlumaczony i wypowiedziany ustnie.
Nie potrzeba do tego nawet voice recognition, a bardzo wiele sadow w
Europie ma juz systemy komputerowe na salach rozpraw i biegle
maszynistki.
Mozna on-line tlumaczyc rozprawe, pytania na 5-10-15 jezykow
jednoczesnie i wyswietlac ich tresc na monitorach
lub odczytywac zainteresowanym stronom.
W ciagu najblizszych 5 lat komputery zastapia tlumaczy tak jak
kalkulatory zastapily liczenie w pamieci.
Technika jest juz na tak wysokim poziomie, a ceny tak konkurencyjne, ze
nie bedzie sie oplacalo cokolwiek zlecac, gdyz za posrednictwem
internetu mozna przeslac cala ksiazke do systemu tlumaczacego i otrzymac
przetlumaczona na jeden z 30 jezykow w ciagu godziny.
Oferty komercyjne zaczynaja sie juz od 0,10 $ za strone.
Jezyk polski jest juz reprezentowany w systemach automatycznej
translacji, wszystkie jezyki europejskie,
jezyki azjatyckie.
Wojsko od kilkudziesieciu lat tlumaczy komputerowo z japonskiego na
angielski i odwrotnie, z rosyjskiego na angielski i odwrotnie.
Ostatnio Maja mi pisala, ze udoskonalili swoj system tlumaczenia
komputerowego na 30 jezykow i dodali modul znajomosci zasad gramatyki i
zdania brzmia juz poprawnie, a nie jako string pojedynczych slow.
I o ile lekarze maja przed soba coraz nowsze zadania i medycyna rozwija
sie jako nauka to
tlumaczenie komputerowe zbliza sie do doskonalosci pod wzgledem
szybkosci, jakosci i ceny.
Oczywiscie rynek sie dopiero rozwinie i setki tysiecy studentow,
naukowcow, badaczy beda tlumaczyli
dzisiatki ksiazek , ale cena za strone bedzie na poziomie groszowym,
bedzie sie placilo za czas
komputera i ewentualnie ilosc znakow, czy grubosc ksiazek.
Ale poziom cenowy dla komputerowego translatora zostanie okreslony na
poziomie kilkunastu groszy za strone.
Gdy upowszechni sie tlumaczenie komputerowe, to od razu wyeliminuje
tlumaczenie ustne,
jako skladajace sie z tresci ktore mozna zapisac, komputerowo
przetlumaczyc, a nastepnie odczytac w innym jezyku.
I tutaj stan wiedzy jeszcze jest taki ze voice recognition and voice
generation wymaga kilku lat pracy i
duzych srodkow.
Dotychczasowe 4 swiatowe osrodki naukowe, zajmujace sie tematem voice
recognition/generation
cierpia na brak srodkow na rozwoj i finansowanie badan.
Ale to jest nadal kwestia kilku lat.
Moj znajomy z HK, jest liderem w Azji w zakresie badan nad
zoptymalizowanymui algorytmami voice recognition.
Koordynuje program badawczy integrujacy kilka uniwersytetow.
Jacek
Przykładowo lekarze posługują się terminami, które dla
| zwykłego człowieka są kosmiczne, lecz jeżeli chcieli by porozumiewać się
| językiem rozumianym przez większość to zajęło by im to zbyt wiele czasu.
| Niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy, że słownictwo ich może być
| niezrozumiałe, po prostu po czasie wyrazy trudne stają się powszednie.Masz racje . Rozumiem ten mechanizm. Kazda profesja posiada wlasne
nazewnictwo. nawet zeglarze, do ktorych i ja naleze ,maja swoj jezyk
porozumiewania sie. Jednakze uwazam, ze filozofia jako krolowa wszystkich
nauk, powinna byc zrozumiala takze dla nie- profesjonalistow. Przerost
formy
wypowiedzi nad jej trescia zaciemnia sens przekazu pewnej mysli lub idei.
I
jesli odbiorca "filozoficznych produktow" jest zwykly czlowiek , nic nie
zrozumie, chocby bardzo tego pragnal.
A nie wierze, aby filozofowie chcieli byc tylko samui dla siebie, tworzyc
"sobie a muzom". Oni musza sprawic aby ludzie uwierzyli i przyjeli ich
teorie lub po zrozumineiu jej - odrzucili.
A na pewno - aby choc przez chwile sie nad tym zamyslili.....Pozdrawiam
Basia
Inaczej lekarz mówi do chorego, a inaczej do drugiego lekarza.
Jeżeli ktoś piszę książkę dla specjalistów, zawiera ona mnóstwo słownictwa
fachowego, jeżeli ktoś piszę książkę dla laików, stara się zastępować wyrazy
trudne, prostszymi stwierdzeniami lub zdaniami.
Zobacz np. na listę pl.comp.lang.c i zobaczysz, że używają tam terminów,
które czasami trudno zrozumieć programiście (język potoczny nie jest mi
dobrze znany w tej dziedzinie, poza tym prawie każda książka komputerowa (w
języku polskim) posiada inne słownictwo). Jakim więc językiem mamy się
posługiwać na Filozofii dyskutując między filozofami?
Tematy zamieszczane na liście skierowane są do osób związanych w jakiś
sposób z filozofią. Nikt tu nie umieszcza swoich prac, tylko wypowiada
własne zdanie. Profesjonalista, żeby nie posługiwać się terminologią
fachową, musi włożyć pewien wysiłek, aby jego tekst był rozumiały przez
laików, poza tym przyćmiewa to trochę formę i wątek wypowiedzi może utonąć w
opisach. Np:
Pytanie skonstruowane fachowo dla wąskich odbiorców: Co sądzie o
konstruktorach?
Pytanie dla laików: Co sądzicie o procedurach wywoływanych przy tworzeniu
obiektu (klasy) w programowaniu obiektowym.
Sądzę, że jedno jak i drugie pytanie jest nieczytelne (ale to pierwsze
łatwiej zapamiętać), chociaż do drugie zawiera ogólniejsze stwierdzenia. Jak
widzimy upraszczanie wyrażeń czasami jest po prostu nie możliwe (zajęło by
to kilkadziesiąt stron).
Poza tym upraszczanie słownictwa w niektórych przypadkach może wyrobić zły
osąd jeżeli będzie zawierało za dużo ekspresji.
Sądzę, że osoby zainteresowane tematem poszukają i znajdą dane zagadnienie i
same go osądzą.
Zawsze jednak można szukać w słowniku, lub po prostu pytać.
Muun
| najlepszym (według mnie) podręcznikiem do tego jest "Symfonia C++"
| autor: Jerzy Grębosz. Autor bardzo zrozumiale tłumczy.... bardzo zrozumiale tłumaczy, ale niestety wiele programów
przykładowych jest *niepoprawnych* i nie skompiluje się żadnym
nowoczesnym (tj. zgodnym ze standardem języka C++) kompilatorem. Jest
przestarzały i *niezgodny* ze standardem języka C++ kompilator - BCC 3.1
. Generalnie zalecam spory dystans do wszelkich podręczników pisanych
pod konkretny kompilator (szczególnie przestarzały!), ponieważ *nie*
nauczają one języka C++. W szczególności, omijaj podręczniki Visual C++
, Borland C++ czy MFC. Sam kompilator Visual C++ .NET jest w porządku
(zresztą BCC 6 też jest niezły), ale biblioteka MFC to ohyda, od której
najlepiej trzymać się z daleka. Zaś wiedza zdobyta z książki pisanej pod
konkretny kompilator będzie miała stosunkowo niewielką wartość. Wracając
do ksiązki Grębosza - związanie z konkretnym (mocno niezgodnym ze
standardem języka) kompilatorem to wada dyskwalifikująca książkę jako
podręcznik, ponieważ czytelnik nie ma szans przekonać się jak działa kod
przykładowy prezentowany przez autora. Chyba, że świadomie zrezygnuje z
nauki C++, i zamiast tego będzie się uczyć archaicznej odmiany tego
jezyka, niezgodnej z żadnym dostępnym obecnie kompilatorem. Oczywiście
wartość takiej wiedzy będzie znikoma.Tutaj masz kilka poprawnych (tj. zgodnych z aktualnym stanem języka C++
, i z różnymi obecnie dostępnymi kompilatorami) książek o języku C++,
pisanych od podstaw:
http://helion.pl/ksiazki/cpzobv.htm
http://helion.pl/ksiazki/thicpp.htmMoja rada jest następująca: udaj się do księgarni, przejrzyj obie
książki i kup tę, którą się lepiej czyta.Jeżeli dobrze znasz angielski, to zdecydowanie najlepszą książką dla
początkującego jest:
http://www.amazon.com/exec/obidos/tg/detail/-/020170353X/104-7624086-...
Helion jeszcze nie dał się namówić na polskie wydanie. Może WNT ? :)
Kolejne książki "na później", gdy już poznasz podstawy i napiszesz kilka
prostych programów w C++:Biblią programisty C++ jest
http://www.wnt.com.pl/wnt/ksiazki.nsf/uid/000706104339wBAMR4LYC9B?Ope...
Ćwiczenia (a właściwie - rozwiązania) do powyższej książki są w :
http://www.wnt.com.pl/wnt/ksiazki.nsf/uid/010207123539wBAMR4TQFLU?Ope...
Ponadto polecam dwie książki, z których dowiesz się jak dobrze
programować w C++ (oraz czego unikać w swoich programach)
http://www.wnt.com.pl/wnt/ksiazki.nsf/uid/981120131650CODOMO42EGEJ?Op...
http://www.wnt.com.pl/wnt/ksiazki.nsf/uid/020402124547wBAMR58TEMP?Ope...
Gdy już poznasz nieco język C++, z pewnością będziesz potrzebował
dokumentacji biblioteki standardowej. Kup tę książkę:
http://helion.pl/ksiazki/cpbspp.htmPrawdopodobnie będziesz chciał się również dowiedzieć więcej o
szablonach (wzorcach). Najlepsza książka na ten temat to:
http://helion.pl/ksiazki/cpszav.htm
Przykłady i biblioteka iostream w książce są niezgodne ze standardem, ale
samo tłumaczenie funkcji, operatorów, klas itp. jest zgodne. Ale jak kto
woli..;)
| tldp.org, man, info, google
| A coś polskiego i jasnego?
Polskie książki są na ogół tłumaczeniami i często nieudolnymi - jaśniej
jest
po angielsku.
----- Original Message -----Newsgroups: pl.comp.os.linux.programowanie
Sent: Monday, August 18, 2003 12:28 PM
Subject: Re: Są różnice między językiem C/C++ pisanym pod Lin, a Win?| tldp.org, man, info, google
| A coś polskiego i jasnego?
Cos bardzo polskiego i bardzo jasnego i w ogole to - podstawa do
wszystkiego - LPG (Linux Programmers Guide), a dokladnie jego tlumaczenie
czyli:http://www.linuxpl.org/LPG/
Cos bardzo jasnego o programowaniu aplikacji internetowych TCP/IP nazywa sie
Beej's Guide to Network Programming i tez ... jest przetlumaczone na POLSKI
(jakis ktos pisal ze po polsku nie ma jasnego pieterko wyzej w poscie -
ciekawe co;P ):http://klepisko.eu.org/~bartek/bgnet/html/intro.html
Ogolnie o programowaniu w C .... hmm ... no to bedzie trudne ... troszke nie
pamietam jak ja sie tego C nauczylem :) . Co do ksiazek tworcy jezyka C++ -
kazdy wie o kogo chodzi (to tez tak a propos pieterka wyzej) to co prawda sa
w ojczystym jezyku i w kazdej bibliotece ale ... dla takiego kogos jak autor
tego posta, ktory nie wie ze main() wg standardu ANSI musi zwracac "inta"
to ... za duzo nie pomoze ;P na poczatek polecam takie rzeczy jak:
http://warsztat.pac.pl i http://www.4programmers.net -szczegolnie ten drugi gdzie w artykulach o C++ sa dosyc jasno opisane
mozliwosci c++ (polimorfizm, przecizanie operatorow, budowa klas itp,
referencje - dynamiczna alokacja pamieci za pomoca new i delete itp.). Co do
czystego C to hmm... na prawde za bardzo nie pamietam skad sie tego
nauczylem - chyba bylo to tak - umialem Pascala, Basica i inne smieci z 8
bitowcow i po prostu przestawilem sie z "begin end" na nawiasy klamrowe gdy
dorobilem sie pierwszego peceta ;P Hmmm... autorze posta - jesli zaczynasz
uczyc sie programowania to ... nie zaczynaj od CC++ bo nie sa to jezyki
edukacyjne - jezyk C zostal stworzony przez AT&T w latach 60 nie do nauki,
co pamietam). Do nauki programowania zostal specjalnie stworzony PASCAL w
latach 70 tych przez pana Nikolausa Wirtha i to od tego jezyka zalecana jest
nauka programowania strukturalnego. Z tego co pamietam przeniesienie sie z
Pascala na C trwalo u mnie okolo 3 dni. Hihih .. i nie idz na studia bo w ja
przez studia nie potrafie juz nic pisac w czystym C tak mi na wykladach te
plusiki powpajali ;P bez klas zycie jest smutne. ;PPS.: Dziwi mnie ze nikt tych linkow i informacji wczesniej nie podal ;P -
czyzby snobizm w stosunku do "swierzych" programistowPozdrowienia
Screemer
(...) O ile sobie dobrze przypominam, to podobne zadania
dostawałem w 8 klasie (1969 rok). Tyle tylko, że używano
sformułowania "procenty" gdy chodziło o ułamki,
lub "punkty procentowe" gdy chodziło o zmianę
liczby procentów (np. gdy oprocentowanie zmalało z 20%
do 16% to używano w zadaniu sformułowania "oprocentowanie
zmalało o 4 punkty procentowe"). To tyle o języku.
Czuwaj!
O języku warto powiedzieć jeszcze coś. Dyskutant
Paweł P. wyrzuca nas bowiem gdzieś poza listę "polszczyzna".
A tu jednak kwestia językowa jest ważna.
O ile ja sobie przypominam, to nie ma w matematyce
szkolnej pojęcia "punkt procentowy". Trzeba sobie więc
dopowiedzieć:
1. Każdy fach ma swój żargon fachowy, w tym i ekonomiści.
2. Każda dziedzina wiedzy ma pewien zasób pojęć,
z których niektóre mają identyczną postać, jak w języku
potocznym, ale znaczą co innego (np. moment - w fizyce
i na codzień). Ekonomia jako nauka też to ma.
3. Życie idzie naprzód i pojawiają się nowe słowa oraz
nowe znaczenia starych słów.
4. W życiu codziennym procentami operuje się rzadko
jako ułamkami, częściej procentem nazywa się liczbę,
oznaczającą licznik tego ułamka. W szkole ciągle jest
to jednak ułamek. Kiedyś nie odmieniano tego przez
przypadki. Obecna odmiana oraz wprowadzenie
"punktu procentowego" są to okazje do zastawiania
pułapek.
5. Szkoła, szczególnie podstawowa, powinna być tym
miejscem, gdzie w sposób szczególny dba się o konsekwencję
wymagań. Oraz o precyzję sformułowań. A to w trosce
o wiarę dzieciaków w sens edukacji i porządek świata.
Liczenie procentu z procentów jak najbardziej ma sens
i jest wręcz nagminnie stosowane np. w księgowości.
Zaprzyjaźniony bankowiec także to potwierdził.
To tyle o meritum.
To wiemy wszyscy, którzy trzymamy pieniądze w banku.
Ja jednak byłem uczony o procencie składanym, teraz
tego nie ma, jak mi się wydaje.
W celu rozwiązania przedstawionego zadania należy
sformułować i rozwiązać następującą proporcję:20% --100%
4% --XX = 20%
Odpowiedź: Oprocentowanie zmalało o 20%.
To tyle o matematyce.
Tak też to zapisano w poprawnym rozwiązaniu testu.
Konsultant także powinien być właściwy. Nie
pytałem ani matematyków, ani inżynierów,
a tylko i wyłącznie księgowych i jednego
bankowca.
Radziłbym jednak zwrócić uwagę, że zadanie jest
z matematyki i przez matematyków było ułożone...
Tyle tylko, że warto czasem zadać sobie pytanko:
gdyby zamiarem autora było uzyskanie odpowiedzi
"4%"? Mnie wyszło, że tak samo, albo bardzo podobnie.
Wydaje mi się, że rację ma Michał Adamski, że układacz
zadań bardziej myśli o odpowiedzi, niż o precyzji pytania.
Z drugiej strony wiem, że życie takiego układacza też
nie jest łatwe. Grono tych ludzi musi być mało liczne,
aby zachować w tajemnicy treść testów. Z drugiej strony
najlepiej by było, aby treść sprawdzał ktoś, kto zadań nie
pisał.
Tym niemniej matematycy wywiązali się z tego
próbnego testu dużo lepiej, niż polonści. Na 40 pytań
tylko jedno, no, może dwa, budziło wątpliwości.
(Ale to jednak 2,5 do 5 procent!)
Ponieważ testy są dla nas w Polsce nową metodą
oceniania wyników wyedukowania, warto zwrócić uwagę
na język. Musi on być bardziej komunikatywny i precyzyjny,
niż w opisowych zadaniach tradycyjnych.
A i dzieci muszą się do tego przyzwyczajać stopniowo.
Dlatego o tym piszę tu, na "polszczyźnie". Na wywołanie
jutro.
Jan
| Nieprawda. "Tą książkę" ma zdecydowanie większy stopień
| rozpowszechnienia,Czy ty wiesz, co to znaczy "stopień rozpowszechnienia"? Nie chodzi o
to, ilu kolegów z twojej klasy używa określonej formy:) Poczytaj
trochę literatury na ten temat.
Nie żartuj! Tu nie chodzi o kolegów z klasy, tylko o różne środowiska, w
których się obracamy, gdzie hardkorowe 'tę' jest rzadkością. Nie sądzę,
żeby 'stopień rozpowszechnienia' mógł mieć wedle Twojej definicji na tyle
odmienne znaczenie niż potoczne rozumienie Sze, żeby wpływać na obraz
rozpowszechnienia akurat form biernika zaimka 'ta'.
| frekwencję (w języku mówionym), tę samą praktycznie
| przydatność fukcjonalną i WIĘKSZY stopień zgodności z systemem niż "tę
| książkę".Większy? Od kiedy narzędnik i biernik tworzą związek zgody?
Hę? Systemem jest odmiana zaimków (i przymiotników) żeńskich. Z tego punktu
widzenia 'tę' jest na tyle rażącym wyjątkiem, że w mowie jest wypierane przez
zgodne z systemem 'tą'. Jeśli twierdzisz inaczej, to Twoja teoria gorzej
zgadza się z faktami.
[Dalej następuje pochwała obiektu, metodologii i aparatu pojęciowego kultury
języka jako działu językoznawstwa. Autor udowadnia, że nie znając metodologii
i aparatu pojęciowego kultury języka nie powinniśmy się wypowiadać na
temat "Wprostu". W zasadzie nie powinniśmy się w ogóle wypowiadać na temat
języka, bo się na nim po prostu nie znamy.]
Z całym szacunkiem dla dorobku naukowego językoznawców i stosowanych przez
nich pojęć norm siakich i owakich, w praktyce ich pracę dostrzega się jako
działalność normatywną. Tylko i wyłącznie. I trudno żeby było inaczej, bo
wiedza, z której posięścia jesteś tak dumny, jest nader hermetyczna i dla
99,9% gospodyń domowych z Gdyni niezrozumiała.
Myślisz, że zajmowaliby się
normatywizmem, gdyby nie widzieli w tym sensu i takiej potrzeby? A tu
nagle Sze okazuje się mądrzejszy, niż Komitet Językoznawstwa Polskiej
Akademii Nauk.:)
My też zajmujemy się normatywizmem jako użytkownicy norm przez normatywistów
definiowanych, bo widzimy w tym sens i potrzebę. Aparat pojęciowy kultury
języka nie jest nam potrzebny, żeby formułować opinie dotyczące pewnych norm.
I bez aparatu wiemy, że 'corn-fleksy' Polańskiego są jego osobistym pomysłem,
nie wiedzieć czemu zamieszczonym w słowniku. Żaden aparat nie był potrzebny,
żeby zauważyć zamieranie form czasownika 'mleć', co słowniki odnotowały z
kilkudziesięcioletnim opóźnieniem. Notabene, nasze uwagi dotyczą naczęściej
małego zestawu szczególnie uciążliwych wskazań, które najwyraźniej stanowią
tabu normatywistów. Łatwo to zauważyć (nawet nie dysponując aparatem)
obserwując ewolucję norm tabu nie dotyczących.
Wynalezienie nowego typu morfemu, który posiada cechy
prozodyczne i sam z sobą tworzy pary minimalne to jeszcze za mało, by
mieć o sobie takie mniemnanie.
A to jest bardzo ładne!
Pozdrawiam
Jazzek