Będziesz miłował Pana Boga swego, ze wszystkiego serca swego. Ze wszystkiej duszy swojej, i ze wszystkich sił swoich. A bliźniego swego, jak siebie samego.
Może jeśli będę dobrym człowiekiem, który chce lepszym być każdego dnia. Pana Boga ktoś przeze mnie zobaczy, bo chrześcijanin to właśnie ja!
Błogosławiony jesteś Panie, za nieskończoną miłość. Którą niesiesz ze sobą, za łaskawość którą mnie darzysz. Za Twoją dobroć milczącą, za moje życie, radość i smutek.
Jezus Chrystus wiele dni na Ciebie czekał, dziś przyszedł i w sercu Twym zamieszkał. Zaprosiłeś Pana w duszy swej czystości, On Twym przyjacielem, nie czyń Mu przykrości. Zaufaj Jemu, a będziesz dobrym człowiekiem, pomagaj ludziom i radość nieś uśmiechem.
Dzięki Ci, Jezu żeś sam nasycił duszę złaknioną Twojego chleba, żeś żar miłości w sercu rozniecił, żeś nam na chwilę przybliżył nieba.
Choć się ukryłeś w tej Hostii małej, przecież mój Jezu ciebie poznałem. I tak się cieszę, żeś przyszedł do mnie, bo Cię mój Jezu kocham ogromnie.
Do Ciebie Jezu wyciągam ręce, bo wiem, że ty mnie kochasz najwięcej. Ty mi się dzisiaj oddałeś cały w tej Przenajświętszej Hostii białej.
Jezu Najsłodszy Ojcze i Panie, dziś moje pierwsze z Tobą spotkanie. Przyjmij w ofierze me serce małe, by Cię kochało przez życie całe.
O szczęście niepojęte, Bóg sam odwiedza mnie. O Jezu, wspomóż łaską, bym godnie przyjął Cię.
?więty czas jest w owej chwili, gdy się Jezus ku mnie chyli. Wiem, że kocha mnie niezmiernie, chcę i ja Go kocham wierni
Dzisiaj przyjełaś po raz pierwszy Ciało i Krew Pana Jezusa w Komunii ?więtej, w postaci małego, białego opłatka. Niech ta chwila utkwi w Twojej pamięci na zawsze, wyznaczając właściwy kierunek postępowania w trudnych, życiowych sytuacjach.
Swoją miłość do Pana Jezusa możesz wyrazić słowem i czynem, uśmiechem i życzliwością, wyciągnięciem pomocnej dłoni, szacunkiem dla starszych i miłością dla zwierząt. Dobrze czyń każdego dnia.
Pamiętaj, że życie każdego człowieka to wielka nieznana podróż. Od dnia Komunii stale poznawaj cele tej podróży. Życzymy Ci abyś tego celu nie zaćmiła żadna głupota ani lenistwo, ani żaden niemądry poryw młodości, a wtedy
Serduszko dziecka małe, jak lilia musi być białe, jak lilia musi być czyste, jak toń wody przejrzyste...Na pamiątkę Pierwszej Komunii ?więtej wielu obfitych Łask Bożych życzy ...
A co do religijności Europy to nie żartujmy, nie ma nawet co dyskutować nad naszą religijnością i przestrzeganiem przykazań naszej religi a religią islamu i jej nakazów które są przestrzegane tam. My siebie nazywamy cywilizowanymi bo część niewygodnych nakazów odrzuciliśmy i dostosowaliśmy naszą religie do naszych potrzeb ( 2 sobór ) a ich nazywamy zacofanymi fanatykami bo nie chcą odrzucić wiary swoich ojców i dostosować się do "lepszego świata" gdzie jest miejsce dla wszystkich wymyślonych przez ludzi dewiacji brakuje tylko mniejsca dla Boga.[...]Mija 100 lat od śmierci Jezusa, mija 1000 lat, 2000 lat, 3000 lat i co niby to jest powód żeby zmieniać dekalog bo jest stary i nie rozumie czasów w których żyje ludzkość. Jeśli ktoś wierzy że Jezus był Bogiem to niby jak może mówić że to co mówił juz jest nieaktualne, obudz się człowieku co ty pierniczysz. Napisz że jesteś niewierzący-ąca że Jezus to mit itp itd wtedy odrazu będzie zrozumiałe co chcesz przekazać i z jakiej pozycji piszesz. Bo jeśli jesteś wierząca to piszesz głupstwa.
Oto wyjątki z historii Chrześcijaństwa:
157 r. - Po raz pierwszy zastosowano formy pokuty.
III wiek. Aż do III wieku wyznawcy chrystianizmu nie słyszeli o wieczystym dziewictwie Maryi. Ewangelia Mateusza informuje, iż Józef "nie zbliżał się do Maryji, aż porodziła Syna" ("zbliżenie się" oznacza w Biblii małżeńskie współżycie).
200 r. - Ustanowiono "stan duchowny" przez wprowadzenie ordynacji. Chrześcijanie zostali podzieleni na duchownych i laików - przedtem wszyscy byli na równi, jednocześnie będąc braćmi i kapłanami przed Bogiem.
220 r. - Przyjęto dogmat o konieczności pewnych czynności kościelnych, niezbędnych do zbawienia.
250 r. - Wprowadzono naukę o wiecznych mękach.
321 r. - Cesarz Konstantyn nakazuje świecić niedzielę zamiast dotychczasowej soboty (na pamiątkę zmartwychwstałego perskiego boga Mitry czczonego również w Rzymie).
325 r. - Cesarz Konstantyn na soborze nicejskim ustanawia kanon pisma "świętego" i "dwójce świętą" awansując Jezusa do miana Boga. Jezus z Betlejem ma zastąpić dotychczas czczonego Mitrę. Mitra był synem bożym, który miał 12 uczniów i został ukrzyżowany. Wszystko to przed Chrystusem. Kościół przybrał więc Jezusa w szaty innego, wcześniejszego boga. Co do soboru w Nicei - dopiero wtedy została uchwalona boskość Jezusa. Przez głosowanie (mało co wniosek nie upadł)
381r. - Do obowiązującej dotychczas konstantyńskiej "Dwójcy Świętej" cesarz Teodozjusz dołączył trzecią osobę tzw. "Ducha Świętego". Działo się to na soborze w Konstantynopolu.
431r. - Wyrażenie Xristo Tokos - Matka Chrystusa - zostało zmienione na Teo Tokos - Boga Rodzica.
539 r. - Ustanowiono władzę papieży oraz ofiarę mszy świętej.
593 r. - Papież Grzegorz I wprowadził wiarę w czyściec, dla uzdrowienia finansów kurii rzymskiej poprzez sprzedaż odpustów od kar czyśćcowych.
813 r. - Ustanowiono Święto Wniebowzięcia N.M.P.
993. r. - Papież Leon III zaczął kanonizować zmarłych.
1000 r. - Ustanowiono Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.
1015 r. - Wprowadzono przymusowy celibat dla duchownych aby rozwiązać problem przejmowania spadków przez ich rodziny (przedtem duchowni mieli żony i dzieci).
1077 r. - Papież Grzegorz VII ustanowił "klątwę".
1116 r. - Sobór Laterański ustanowił spowiedź "na ucho".
1140 r. - Ułożono i przyjęto 7 sakramentów świętych.
1229 r. - Papież Grzegorz IX zakazał czytania Biblii pod sankcja kar inkwizycyjnych.
1263 r. - Zatwierdzono przyjmowanie komunii pod jedna postacią.
1264 r. - Ustanowiono uroczystość Bożego Ciała.
1563 r. - Ustalono, że tradycja Kościoła jest ważniejszym źródłem objawienia od Słowa Bożego.
1852 r. - Wprowadzono nabożeństwo majowe do N. M. P.
1854 r. - Wprowadzono dogmat o tzw. Niepokalanym Poczęciu N.M.P.
1855 r. - Sprzeciw Kościoła wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Kościół głosił iż "wolność to bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to mówienie kłamstw w imię Boga". Wcześniej, do Kongresu Stanów Zjednoczonych kościół wniósł projekt ustawy zabraniającej wydobywania z łona ziemi ropy naftowej, którą Bóg tam umieścił, aby czarci w piekle mieli czym pod kotłami palić
1870 r. - Wprowadzono dogmat o nieomylności papieża.
1950 r. - W petycji do Watykanu, katolicy proszą o dogmatyzację fizycznego wniebowzięcia Maryi. W odpowiedzi Watykan uchwala dogmat o wniebowzięciu N. M. P. (w Ewangeliach nie ma słowa o tym).
A teraz Falango zastanów się jak by wyglądała Twoja wiara dziś, gdyby ludzie tych zmian do niej nie wprowadzili Boskość Jezusa ustanowiono dopiero ponad 300 lat po Jego śmierci (lub wniebowstąpieniu w wersji dla wierzących)
(...)
I dodam że to nad nami debatuja czy będziemy posłuszni czy nie!
(...)
Proszę nam tu nie opowiadać o posłuszeństwie. Zadałam pytanie, na jakiej podstawie przyjmujecie Komunię św. na siedząco i nie otrzymałam odpowiedzi. Ponadto - z tego, co mi wiadomo (jeśli było inaczej, proszę o dowody), w polskich neo-wspólnotach komunikowano na rękę na długo przed wprowadzeniem oficjalnej zgody.
Odpowiedź od vice-rektora Seminarium w Warszawie.:
"Co do komunii na siedząco - Jan Paweł II (bodaj w '88 albo '89 w Porto San Gorgio) celebrował w ten sposób , a także inni biskupi i kardynałowie (np. Ryłko - Domus Galilaeae w 2003 +-rok; Stafford (nie pamiętam kiedy)).
Pytanie tak naprawdę nie jest o sposób celeracji, ale o Eklezjologię, tzn. jak Kościół rozumie Eucharysię. Jeśli jest to uczta na wzór uczty Paschalnej, jeśli uznaje się takie pochodzenie, winno ono zawierać następujące elemety (przede wszystkim):
- Na cześć Pana
- Wspominając wielkie dzieła Boga
- Pamiątka, która się dzieje tu i teraz, angarzuje całą egzystencję
- Gdzie każdy jest jednakowo ważny, a najważniejsze są dzieci (ect itd).
Naturalną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest i Echo Słowa, Piękno Liturgii, jej wymiar dziękczynny, związek do Paschy. Podobnie, jak na ostatniej wieczerzy, gdzie apostołowie leżeli (!!!! LEŻELI) my siedzimy wokół stołu (bo w dzisiejszych czasach nikt na uczcie nie leży, tylko siedzi - to jest jakby zasadnicza postawa podczas jedzenia . W ten sposób odpada np. szwedzki stół). Kościół zaś - i to jest drugi wielki temat - jest jednocześnie święty i grzeszny. Święty w całości, grzeszny każdy z osobna. zatem, jeśli gromadzimy się na Eucharystii to jesteśmy święci jako wspólnota i grzeszni jako każdy z osobna. Hm. Zatem czy mamy uważać się za wspólnotę i zachowywać się jak święci, czy być na Eucharystii każdy z osobna i padać na twarz przed majestatem Boga. No jak to jest. Sobór mówi o wspólnotowym charakterze Eucharystii, więc akcentowana raczej jest świętość. W ten sens idzie np. Spowiedź powszechna, żeby człowiek pojednany mógł wejść we "wspólnotę świętych", czyli w Zgromadzenie, Kahal liturgiczny. Jeśli każdy na Eucharystii jest z osobna, to winniśmy leżeć na ziemi, np. krzyżem, bo oto dokonuje się na naszych oczach śmierć człowieka, którego skazaliśmy, jeśli jesteśmy razem, winniśmy czynić dziękczynienie. Hm. Więc jak? Razem czy osobno? Rzym nie odpowiedział w ten temat wprost, choć tezę, że "razem" da się udowodnić, właściwie jednoznacznie.
Reasumując, jeśli Kościół widzi tak Eucharysię, to dlatego nie wnosi sprzeciwu. (Ratzinger jeszcze jako prefekt kongregacji był i jest tego świadom, wystarczyłoby skinięcie palca i posypały by się głowy, jak to było w innych wypadkach. Nie ma dokumentu, możnaby rzec, gdyż Urząd NAuczycielski Kościoła jeszcze nie orzekł (bo to nie jest takie łatwe) jak połączyć Tradycję, XVIII wieków z tym, czym Eucharystia jest w swej istocie. A niby chodzi tylko o akcent, gdzie go położyć: ofiara czy dziękczynienie. Tradycja, to sięga ostatniej wieczerzy, czy pierwszych Soborów, a moze Konstantyna. Do tego dochodzi delikatna kwestia ekumeniczna, bowiem w niektórych patryjarchatach były głoszone Katechezy i prawosławni bardzo się temu przyglądają. Jak się połączy to wszystko, może się okazać, że pochopna decyzją marnujemy ogromną szansę zrobienia milowego kroku w stosunkach między Rzymskokatolickim a Prawosławnym Kościołem. Może to szansa? Może tylko krok? A może i ich trzeba wziąć pod uwagę? Co ja wiem, co Bóg na ten temat myśli....
Rzym to rozumie, póki co nie zabrania. Jeśli papież powie, że mamy coś zmienić - zmienimy. I tak, jeśli są osoby, które nie miały katechezy na temat Eucharystii - sam wiesz z doświadczenia - śluby, pogrzeby, święcenia - Komunia jest w procesji pod dwiema postaciami.
Poza tym, kiedy tak naprawdę przyjmujemy komunię: "przed", kiedy podejmujemy decyzję, kiedy ją połykamy, gryziemy, trawimy, czy kiedy nasze życie zaczyna choć trochę świadczyć o obecności Chrystusa w naszym życiu. Rzym nie jest głupi, nie pracują tam idioci, którzy spłaszczyliby komunię do jednego momentu. Powiedzmy, że jest to proces, ale jak go zaakcentować, jaki nadać mu bieg, cykl. Jaki jest wymiar tajemnicy paschalnej, czy wogóle możemy to skalsyfikować...."
Wyczerpująco Pani Tereso?
Nowy temat musi urosnąć, jak bułka w piecu.
Będzie być może o Domu Dziecka z 40 dziećmi do przytulania.
Kasia nie chce, ale inne dzieci były chętne i jak to tam jest?
Może o dziecku, któremu pomogłem przyść na świat, i jak się potem we mnie wpatrywało.
A może wreszcie o szkołach walki dla niewolników, i szkołach dla władzy, i kastach w społeczeństwie demokratycznym?
Powinno się skończyć słowami: Nie wstydźcie się robić dobrze jako pierwsi, wstydźcie się robić źle. W grupie osób też.
Literatura podstawowa:
1. PISMO ŚWIĘTE STAREGO I NOWEGO TESTAMENTU w przekładzie polskim W.O. Jakuba Wujka S.J. 1962. To najwartościowszy prezent, który otrzymałem w życiu i możliwy do kupienia, miał dedykację:
„Kochanemu
wnukowi Edziowi
na pamiątkę Pierwszej
Komunii Świętej
od dziadka
Chudzik Bronisław
Sosnowiec dn. 28 maja 1967 r.” i mój ulubiony fragment:
"1 Kor.13 Pochwała miłości.
-Gdybym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź błyszcząca, albo cymbał brzmiący. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice i wszelką umiejętność, umiejętność, i choćbym miał wszelką wiarę, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, niczym jestem. I choćbym na żywność ubogim rozdał wszystką majętność swoją, i choćbym wydał ciało swoje tak, żebym gorzał, a miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże. Miłość jest cierpliwa, jest łaskawa, miłość nie zazdrości, na złość nie czyni, nie nadyma się, nie pragnie zaszczytów, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie myśli złego; nie raduje się z niesprawiedliwości, ale weseli się z prawdy. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko przetrwa. Miłość nigdy nie ginie, choć proroctwa się skończą, choć dar języków ustanie, choć umiejętność zniszczeje. Albowiem po części tylko poznajemy i po części tylko prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co doskonałe, ustanie, co jest częściowe. Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, rozumowałem jak dziecię, myślałem jak dziecię. Gdy zaś stałem się mężem, usunąłem, co było dziecinnego. Teraz widzimy przez zwierciadło, przez podobieństwo, lecz wówczas twarzą w twarz; teraz poznaję częściowo, lecz wówczas będę poznawał, tak jaki jestem poznany; a teraz trwa wiara, nadzieja, miłość, to troje; z tych zaś największa jest miłość."
2. „O NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA” Tomasz a Kempis
R.P. 1418 – dzieło ascetyczne, otwiera się zawsze we właściwym miejscu, to było teraz:
„Czego mi zaś nie dostaje, Ty dobry Jezu, Zbawco najświętszy, zechciej łaskawie i miłościwie dopełnić we mnie, skoro wezwałeś do siebie wszystkich, mówiąc: ‘przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, jesteście ja was pokrzepię*.’ {*- Mt 11.28}.”
3. „Mój ideał Jezus Syn Maryi” O. dr Emil Neubert Wyd. „ARKA” Wrocław 1994, fragment:
Złe skłonności: „Rozważaj w Jezusie cnotę zupełnie twojej skłonności przeciwną skoro jesteś pyszny rozważaj jego pokorę. Przy popędliwości myśl o Jego słodyczy. Skoroś samolubny, podziwiaj Jego wolę zapominania o Sobie i poświęcania się ludziom. Przy zmysłowości rozpamiętuj Jego mękę.”
4. „Pozwólcie ogarnąć się miłości” Anna Wyd. Michalineum 1999, fragment:
„A ja cieszę się z wami. Kto jest święty, ten przy Mnie trwa, bo zna Mnie i wie, żem świętością świętych. Mój nieskończenie bogaty świat bytów Duchowych wielbi Mnie, otacza wdzięcznością i szczęście czerpie z obecności mojej. …”
P.S.
-Dlaczego jest tu akurat literatura związana z religią.
-Bo chodzi o stanie się "prawidłowym" człowiekiem, prawidłowo, a nawet doskonale zbudowaną osobą, kochającą. Na poczatek wystarczy jak o Was powiedzą On, Ona nigdy i nikomu nie robi krzywdy. Najpierw to tyczy Was względem rodziców, najbliższych, znajomych, potem obcych, a dopiero na koniec wrogów.
poszukaj sobie w internecie (...) filmu Zeitgeist (wbrew nazwie, to film amerykanski) - jest darmowy do sciagniecia z wielu stron, udostepniony przez tworcow, nie po to, zeby zarazbiac, ale zeby otworzyc ludziom oczy.
Mnie osobiscie zszokowal, ale dzieki temu wszystko ulozylo sie jak puzzle.
Auzzie i inni, podniecający sie tym pseudodokumentem - ten film pełen jest nieścisłości i bzdur, wierząc w niego bezkrytycznie, sami ulegacie zatem manipulacji
poniżej fragment z dyskusji o filmie, więcej na stronie http://my.opera.com/anhro...mogacy-dokument
pozdrawiam
Na życzenie uczestników tej dyskusji podjąłem się polemiki z pierwszą częścią filmu Zeitgeist, która jakoby odsłania prawdziwe korzenie chrześcijaństwa. Najłatwiej będzie mi odpisać na tekst filmu niż tworzyć swoją własną prezentacje na ten temat więc właśnie skupię się na tych właśnie treściach. Odpisuję na całość, aby uniknąć posądzeń, że wybiórczo traktuję argumentację zawartą w filmie.
Kiedy zabierałem się za pisanie tej polemiki nawet nie sądziłem, że w tym filmie znajduje się aż tyle błędów i nieścisłości. Nie jestem ekspertem w sprawach poruszanych przez film, zajmuję się tym hobbystyczne. Aby odpowiedzieć na zawarte w nich tezy musiałem zdecydowanie rozszerzyć swoją wiedzę. Starałem się dotrzeć do źródeł i do jak najbardziej wiarygodnych danych, które zawarłem w odnośnikach na końcu tekstu. Mam nadzieję, że to mi się udało. Jeśli ktoś znajdzie jakieś błędy proszę o zwrócenie uwagi, nie wykluczam, że mogą pojawić się pewne nieścisłości.
Warto zwrócić uwagę, że w tym przypadku, jako, że to autor filmu wysuwa tezę odnośnie astrologicznego pochodzenia chrześcijaństwa ciężar dowodu spoczywa na nim. Tak więc każda nieścisłość i możliwość odmiennej interpretacji świadczą na niekorzyść jego tezy. Tutaj mamy do czynienia z przypadkiem gdy autor zdaje się mówić z pozycji autorytetu: "tak było i taka jest prawda". Tak więc przyjrzyjmy się czy faktycznie przedstawione przez niego argumenty pozwalają na wyciągnięcie takich jednoznacznych i niezaprzeczalnych wniosków.
Ostatnia sprawa techniczna. Oparłem się o tłumaczenie tekstu filmu opracowane przez KFI na podstawie tłumaczenia mih77. Film jest przeznaczony do powszechnej darmowej dystrybucji włącznie z różnymi wersjami napisów do niego.
Oficjalna strona filmu wraz z różnym wersjami napisów:
http://www.zeitgeistmovie.com/
CZĘŚĆ I:
NAJWSPANIALSZA HISTORIA KIEDYKOLWIEK OPOWIEDZIANA
"Oto Słońce. Od 10 tysięcy lat p. n. e, historia obfituje w rzeźby i rysunki wyrażające dla niego szacunek i uwielbienie. I łatwo zrozumieć dlaczego; skoro każego ranka Słońce wschodzi przynosząc światło, ciepło i bezpieczeństwo, chroniąc człowieka od zimna i ataków drapieżników ukrytych w ciemności. Kultury rozumiały, że bez Słońca, zboże nie wyrośnie, a życie na ziemi nie przetrwa. Ta świadomość sprawiła, iż Słońce stało się najbardziej adorowanym obiektem wszechczasów".
Okej. Tutaj warto zauważyć, że autor przyjmuje naturalistyczne wyjaśnienie religii jako odpowiedź na pewne zdarzenia rozgrywające się w przyrodzie. Nie zamierzam z tym polemizować ponieważ uważam, że argumentacje zawartą w filmie da się obalić bez odwoływania się bezpośrednio do tego czy chrześcijaństwo jest religią Prawdy. Według mnie wystarczy się odwołać do argumentów historycznych. Tak więc prawdziwość chrześcijaństwa w sensie religii objawionej nie ma w tym wypadku najmniejszego znaczenia.
"Ludzie byli również bardzo świadomi gwiazd. Śledzenie gwiazd pozwalało rozpoznawać i przewidywać wydarzenia, które mają miejsce w dłuższych cyklach czasu, takich jak zaćmienia czy pełnie księżyca. Skatalogowali grupy gwiazd w to, co dziś nazywamy konstelacjami.
Oto Krzyż Zodiakalny, jeden z najstarszych konceptualnych obrazów w ludzkiej historii. Przedstawia Słońce i drogę jaką przebywa ono w ciągu roku przez 12 najważniejszych konstelacji. Odzwierciedla też 12 miesięcy, 4 pory roku, przesilenia i równonoce. Termin Zodiak odnosi sie do faktu nadania konstelacjom ludzkich kształtów, personifikacji: postaci i zwierząt. Inaczej mówiąc, wczesne cywilizacje nie tylko podążały za słońcem i gwiazdami ale personifikowały je, tworząc mity na podstawie ich wyglądu, ruchu i położenia względem siebie".
Zatrzymajmy się tutaj na moment i zwróćmy uwagę co sugeruje nam autor i co tak naprawdę jest głównym, przesłaniem tej części filmu.
Twierdzi on, że człowiek obserwował słońce, przyrodę, gwiazdy, następnie połączył gwiazdy w konstelacje. Później doszedł do wniosku, że gwiazdy ułożone w ten sposób coś mu przypominają tak więc personifikował je i na podstawie tego stworzył mity i bogów.
Czy jest to faktycznie kolejność właściwa? Zwróćmy uwagę, że większość mitów starożytnych cywilizacji rzeczywiście odnosi się do pewnych cyklicznych zmian w przyrodzie a także różnego rodzaju zjawisk o charakterze naturalnym. Mamy Słońce jako boga, mamy różnego rodzaju bóstwa związane z piorunami, wodą czy też erupcjami wulkanów. Pojawiają się mity wyjaśniające cykl dnia i nocy czy pór roku. Zwróćmy uwagę, że istnieją kultury o rozbudowanej mitologii, które nie wykształciły poważnej wiedzy astronomicznej. Tak więc twierdzenie jakoby astronomia stworzyła religię wydaje się błędne. W rzeczywistości zdaje się, że religia i astrologia w pewnych kulturach były ze sobą związane i wzajemnie wpływały na swój rozwój. Bardziej prawdopodobne jest, że mity i religie istniały przed rozwiniętą astronomią i długo zanim opracowano 12 znaków zodiaku. Tutaj dochodzimy do kolejnego problemu w argumentacji autora. Sugeruje on nam pewną oczywistość. 12 miesięcy, 4 pory roku i 12 znaków zodiaku. Jeśli chodzi o miesiące to nie można się z tym nie zgodzić. Ta ilość jest oczywista dla każdego kto obserwuje fazy księżyca i jest dość naturalnym sposobem oznaczania czasu pojawia się w wielu kalendarzach na całym świecie. Co z porami roku? Liczba 4 niestety nie jest już prawidłowa. Spojrzyjmy na starożytny Egipt. Tam mamy 3 pory roku po 4 miesiące każda, związane one były z cyklem wylewów Nilu [1][2].
Inną sprawą jest 12 znaków zodiaku. Warto się zastanowić skąd w ogóle wziął się zodiak. Słowo jest pochodzenia greckiego i faktycznie w obecnej formie znamy go przede wszystkim od starożytnych greków a dokładnie od Ptolemeusza [3]. Taki system znaków zodiakalnych istniał oczywiście już wcześniej lecz to właśnie dzieło tego autora utrwaliło go do dziś. Jednak należy spojrzeć dalej w przeszłość w poszukiwaniu źródeł tych 12 znaków. Tutaj zauważamy, że trzy starożytne cywilizacje korzystały z bardzo zbliżonego systemu znaków zodiaku. Jest to astronomia grecka, hinduska i babilońska. Źródło tych podobieństw tkwi w wymianie kulturowej między tymi cywilizacjami, która dodatkowo nabrała tempa w związku z podbojami Aleksandra Wielkiego [4]. Pierwotnym źródłem znaków zodiaku z których korzystamy do dziś jest jednak astronomia babilońska. Tutaj jednak pojawia się pewien problem o którym autor filmu zupełnie nie wspomina. Otóż według danych historycznych początkowo znaków zodiaku było 17 (lub 18 w zależności od interpretacji) i były związane z ruchem księżyca a nie słońca [5]. Zodiak z księżycowego na słoneczny zmieniał się stopniowo wraz z rozwojem astronomii. Liczba 12 konstelacji pojawia około 700 roku p.n.e., natomiast korespondujący z nimi podział ekliptyki na 12 części po 30° każda pojawił się dopiero koło roku 420 p.n.e. [6]. Tak więc znaki zodiaku i astronomia w takiej formie do której odnosi się autor istnieje dopiero od V wieku p.n.e.
Dlaczego więc autor o tym nie wspominał? Po prostu w żaden sposób nie pasuje mu to do jego teorii. Jego teoria wymaga istnienia 12 znaków zodiaku i podziału ekliptyki na 12 równych, 30° części aby w ogóle mieć jakikolwiek sens. Jednak wysuwając twierdzenie, że to właśnie te znaki zodiaku są źródłem mitów i religii sam strzela sobie samobója. Idąc zgodnie z tym tokiem rozumowania należałoby przyjąć, że mity i religie o których on wspomina mogły zacząć się tworzyć dopiero w okolicach V wieku p.n.e. W tym czasie wszystkie systemy religijne w obrębie morza śródziemnego już istniały i były zinstytucjonalizowane, tak więc ciężko doszukiwać się ich źródła w 12 konstelacjach zodiaku i wędrówki Słońca między nimi.
Należy tutaj także zwrócić uwagę na kalendarz żydowski, ponieważ chrześcijaństwo powstało przede wszystkim pod wpływem judaizmu. Tak więc jego źródła związane z kultem solarnym powinny występować i tutaj. Pierwotnie był on kalendarzem księżycowym, co powodowało pewne odchylenia w stosunku do cyklu roku solarnego i wymagało dodania jednego dodatkowego miesiąca co jakiś czas. W innych systemach kalendarzowych dodatkowe miesiące czy dni w roku mające na celu koordynacje z cyklem słonecznym często były związane z pewnymi obserwacjami astronomicznymi i wyliczeniami. Judaizm poradził sobie zupełnie inaczej. Jeśli faktycznie pojawiała się jakaś rozbieżność pomiędzy cyklem przyrody a kalendarzem zbierał się Sanhedryn i dodawał jeden miesiąc. Żydzi raczej nie byli narodem naukowców, dokładne ustalenie kalendarza na podstawie obserwacji astronomicznych i wyliczeń matematycznych nastąpiło dopiero w V wieku n.e. dzięki Hillelowi II [7]. Tak więc wpływ kultów solarnych związanych z astronomią na judaizm nie wydaje się być prawdopodobny. Jako ciekawostką można dodać, że najważniejsze święta żydowskie nie mają wiele wspólnego z cyklem rocznym, są jedynie pamiątką pewnych zdarzeń z historii Izraela. Warto też zauważyć, że w Biblii astrologia nie jest oceniana pochlebnie [8] [9].
Dające życie i ochronę Słońce, stało się uosobieniem niewidzialnego stwórcy albo Boga. Było znane jako "Bóg Słońce", światło świata, zbawca ludzkości. Podobnie 12 konstelacji reprezentujących trasę wędrówki Boga Słońca otrzymało nazwy, zazwyczaj związane z elementami natury jakie występują w okresach, gdy przechodzi przez nie Słońce. Na przykład - Wodnik - niosący wodę, który przynosi wiosenne deszcze. Oczywiście należy zapamiętać, że o takim właśnie zodiaku możemy mówić dopiero od V wieku p.n.e., wcześniejsze wierzenia nie mogły mieć z nim wiele wspólnego skoro wówczas jeszcze nie istniał.
"To jest "Horus". 3000 lat p. n. e. był Bogiem Słońca w Egipcie. Jest on uczłowieczeniem Słońca, a jego życie to seria alegorii związanych z ruchem Słońca po niebie. Ze hieroglifów wiemy dużo o tym słonecznym mesjaszu. Na przykład HORUS będąc słońcem, światłem, miał wroga zwanego SET będącego uosobieniem ciemności czy nocy. I mówiąc metaforycznie - każdego ranka HORUS wygrywał walkę z SETEM a kiedy nastawał wieczór, SET wygrywał walkę i wysyłał HORUSA do świata podziemi. Warto odnotować, że Ciemność i Światło, czy Dobro i Zło - to jedne z najważniejszych mitologicznych dualizmów, obecnych i wyrażanych na wielu płaszczyznach po dziś dzień".
Co ciekawe konflikt między Horusem a Setem niekoniecznie dotyczył panowania na niebie, którego bogiem początkowo był Horus, ale władzy w Egipcie. Kult Horusa był rozwinięty w Górnym Egipcie podczas gdy Dolnym Egiptem opiekował się Set. W okresie kiedy obie te krainy były zjednoczone obydwa bóstwa były ukazywane razem jako faraonowie Egiptu. Walka między nimi związana jest z podbojem Egiptu Dolnego przez Górny, wówczas w mitologii egipskiej pojawił się motyw Seta jako złego brata Horusa i ich konflikt [10]. Tak więc ten pozorny astrologiczny dualizm o którym mówi autor filmu ma w rzeczywistości zdecydowanie bardziej przyziemne źródła.
Teraz zajmijmy się podobieństwami. Najogólniej mówiąc, historia Horusa jest następująca:
"Horus narodził się z dziewicy (Isis-Marii) 25-go grudnia Jego narodzinom towarzyszyła gwiazda na wschodzie za wskazaniem której szło 3 królów by oddać cześć nowo narodzonemu zbawcy. W wieku 12 lat był nauczycielem syna marnotrawnego, a w wieku lat 30 został ochrzczony przez postać zwaną ANUP i tak zaczął się jego stan duchowny. Horus miał 12 uczniów, z którymi podróżował, czyniąc cuda takie jak uzdrawianie i chodzenie po wodzie. Horus był znany pod wieloma imionami: Prawda, Światło, Pomazaniec Boży Dobry Pasterz, Baranek Boży i wiele innych. Po tym jak został zdradzony przez TYPHONA, Horus został ukrzyżowany, pochowany na 3 dni, a potem zmartwychwstał. Te atrybuty Horusa, oryginalne czy nie, wydają się przenikać wiele światowych kultur, a dla wielu innych bogów mitologigczna struktura jest taka sama".
Przyjrzyjmy się jednak uważnie tym cechom Horusa:
1. Horus nie urodził się z dziewicy, nie ma o tym żadnej wzmianki. Jego poczęcie jest związane z kontaktem jego matki - Izydy z ciałem jego zmarłego ojca - Ozyrysa [11]. Informacja jest nieprawdziwa.
2. Faktycznie święto narodzin Horusa obchodzono 25 grudnia.
3. Jego narodzinom nie towarzyszyła gwiazda na wschodzie, taki motyw nie pojawia się w żadnej wersji mitu o Horusie. Informacja jest nieprawdziwa.
4. Horusa też nie odwiedziło trzech królów, nie ma o tym wzmianki w mitach, tak więc informacja nieprawdziwa.
5. W mitach o Horusie nie ma żadnej wzmianki o tym aby uczył jakiegokolwiek syna marnotrawnego. Informacja ta jest nieprawdziwa.
6. Nie ma żadnych informacji aby bóstwo Anup ochrzciło Horusa, tak naprawdę nie ma żadnych źródeł mówiących o tym aby Horus kiedykolwiek został ochrzczony. Ten motyw nie pojawia się w żadnym z mitów. Tak więc informacja nieprawdziwa.
7. Horus nie miał 12 uczniów z którymi podróżował. Miał ich za to czterech, byli to Hapi, Tuamutef, Mestha/Amset i Qebhsennuf [12]. Tak więc informacja jest nieprawdziwa.
8. Horus wprawdzie czynił cuda, co jest dość naturalne, skoro był bogiem, lecz nie chodził po wodzie, w żadnym z dostępnych mitów nie ma nic na ten temat. Tak więc informacja połowicznie nieprawdziwa.
9. Takie tytuły były popularne wśród bóstw tamtego (i nie tylko) regionu, także wśród tych, które nie miały związku z kultem solarnym.
10.Nie ma żadnych mitów dotyczących tego aby Horus został zdradzony przez Typhona. Informacja nieprawdziwa.
11.Horus nie został ukrzyżowany. Według Księgi Umarłych kapłana pisarza Neferhotepa został on poćwiartowany przez Izydę i wrzucony do wody [13]. Jako ciekawostkę można dodać, że papirus ten znajduje się w Muzeum Czartoryskich w Krakowie. W każdym razie informacja jest nieprawdziwa.
12.Wprawdzie Horus powstał z martwych ale w żadnym micie nie ma mowy o trzech dniach. Tak naprawdę bóg-krokodyl Sebek zebrał szczątki Horusa i Ra ożywił je na nowo, dając mu we władanie miasto Nechen i dwóch synów. Ożywianie zmarłych było dość popularnym elementem mitów nie
zawsze związanym z kultem solarnym. Najbliższym przykładem jest ojciec Horusa - Ozyrys, tak więc ten element mitu nie jest w żaden sposób wyjątkowy.
"ATTIS z Frygii - urodzony 25 grudnia przez dziewicę NANA; ukrzyżowany; złożony w grobie, po 3 dniach zmartwychwstał".
I ponownie zwracamy uwagę na cechy Attisa:
1. Attis nie urodził się 25 grudnia, nie ma żadnych danych na ten temat, wszystkie święta związane z kultem Attisa były obchodzone w marcu [14]. Tak więc informacja nieprawdziwa.
2. Mit o spłodzeniu Attisa nic nie wspomina o dziewictwie Nany. Wspomina natomiast o tym, że została ona zapłodniona przez owoc drzewa migdałowego które wyrosło z przyrodzenia Agdistisa [15]. Informacja więc nieprawdziwa.
3. Attis nie został ukrzyżowany, umarł pod drzewem po walce z frygijskim królem [16]. Informacja więc jest nieprawdziwa.
4. W pierwotnej wersji kultu Attisa nie ma motywu zmartwychwstania. Pojawił się on dość późno, najwcześniej w połowie II wieku n.e., choć pierwsze dokładne wzmianki na ten temat mamy z IV wieku n.e. [17]. Tak więc informacja jest prawdziwa, lecz późne pochodzenie tego elementu kultu sprawia, że nie może on być żadnym argumentem w tej dyskusji (ponieważ dotyczy ona źródeł religii)
"KRISZNA z Indii, urodzony przez dziewicę Devaki; z gwiazdą na wschodzie zapowiadającą jego nadejście; czynił cuda; a po śmierci zmartwychwstał".
Dopisanie Kryszny do tego zestawienia jest dość dziwne skoro nie był on czczony jako bóstwo solarne ani w ogóle kojarzony ze słońcem. Według mnie został tutaj wrzucony tylko dlatego z powodu tych rzekomych
podobieństw, ponieważ nie ma żadnego innego powodu aby go tu umieszczać. Jednak przyjrzyjmy się znowu tym podobieństwom:
1. W podaniach odnośnie Kryszny nie ma wspomnienia na temat dziewictwa Devaki. Co ciekawe według nich Kryszna jest jej ósmym dzieckiem [18]. Informacja więc jest nieprawdziwa.
2. Faktycznie, czynił cuda jak każde bóstwo opisywane w mitach obojętnie czy związane ze słońcem czy burzą czy deszczem. Informacja prawdziwa ale zupełnie nic nie znacząca.
3. Kryszna w rzeczywistości nie zmartwychwstał. Faktycznie pokonał śmierć lecz osiągnął stan zwany samadhi - zjednoczył się ze wszechświatem (nie jestem ekspertem od hinduskich czy buddyjskich
przeżyć mistycznych tak więc w razie czego, jeśli jest błąd, proszę o zwrócenie uwagi) [19]. W każdym razie nie jest to w żaden sposób równoznaczne ze zmartwychwstaniem. Tym samym informacja jest nieprawdziwa.
"Grecki Dionizos, syn dziewicy; urodzony 25 grudnia; był podróżującym nauczycielem który czynił cuda np. zamieniał wodę w wino; nazywany był
"Królem Królów", "Synem Bożym", "Alfą i Omegą" itd; a po śmierci, zmartwychwstał".
Po raz kolejny trafiamy na bóstwo które nie nic wspólnego z kultem solarnym, dobrane tylko na zasadzie rzekomego podobieństwa cech. I znów warto przeanalizować te podobieństwa:
1. Istnieją dwie wersje mitu mówiące o tym jak został poczęty Dionizos. W jednej z nich jego matką jest Semele w drugiej Persefona. W obu przypadkach nie ma wzmianek na temat dziewictwa którejkolwiek z nich [20]. Informacja więc jest nieprawdziwa.
2. Święta na cześć Dionizosa nie były obchodzone konkretnie 25 grudnia, faktycznie Dionizje Małe obchodzone były na przełomie grudnia i stycznia lecz nie miały nic wspólnego z kultem solarnym.
3. Jak każde bóstwo Dionizos był sprawcą wielu cudów, lecz nie ma żadnych danych aby zamienił wodę w wino. Tak więc informacja jest nieprawdziwa.
4. Określenia te nie należały do oficjalnej tytulatury Dionizosa [21], nawet pomimo tego, że był synem Zeusa. Informacja ta więc jest nieprawdziwa.
5. Po śmierci faktycznie powrócił do życia [22], co jak już zwróciłem uwagę wcześniej nie było aż tak niezwykłe wśród bóstw starożytnego świata.
"MITHRA z Persji, syn dziewicy; urodzony 25 grudnia; miał 12 uczniów; czynił cuda; a po śmierci został pochowany na 3 dni a potem zmartwychwstał. Był też nazywany "Prawdą", "Światłem" i wiele innych.
Interesujące, że dniem świętym dla Mithry była niedziela".
Tak więc teraz Mitra:
1. Mitra nie urodził się z dziewicy. Narodził się ze skały lub według innej wersji z jaskini [23]. Tak wiec informacja nieprawdziwa.
2. Jego narodziny były święcone 25 grudnia.
3. Mitra nie miał 12 uczniów. W rzymskiej wersji kultu miał ich jedynie dwóch - byli to Cautes i Cautopates [24]. W perskiej, uważanej za wcześniejszą, miał tylko jednego towarzysza o imieniu Varuna [25]. Informacja więc jest nieprawdziwa.
4. Czynienie cudów oczywiście nie jest jakimkolwiek wyznacznikiem tego konkretnego bóstwa.
5. W mitologii związanej z mitrą nie pojawiają się żadne informacje odnośnie jego śmierci, pobytu w grobie ani zmartwychwstania. Pierwsza wzmianka na ten temat pojawia się u Tertulliana, chrześcijańskiego pisarza żyjącego na przełomie II i III wieku n.e. Problemem jest jednak to, że pochodzi ona z dość późnego okresu i na dodatek jedynie wspomina, że w mitraizmie istnieje jakaś wizja zmartwychwstania nie precyzując jak ona wygląda, z czym jest związana i nawet kogo tak
naprawdę dotyczy [26]. Nie znamy żadnego obrzędu związanego z kultem Mitry, który związany jest z ideą zmartwychwstania. Ślad jest więc zbyt późny i zbyt mało sprecyzowany aby być jakimkolwiek argumentem.
6. Tytulatura powszechna wśród wielu bóstw.
7. No cóż. Niedziela to faktycznie ciekawe skoro w Rzymie w zasadzie każdy dzień tygodnia był przyporządkowany jakiemuś bóstwu [27].
Faktem jest, że istnieje szereg zbawicieli, z różnych okresów, z całego świata, którzy pasują do tej samej charakterystyki. Biorąc pod uwagę ile elementów tej charakterystyki jest niepotwierdzonych w materiałach źródłowych ciężko mówić o tym aby ci tutaj przedstawieni do niej pasowali. Co ciekawe istnieje także wiele bóstw w tym solarnych które jakoś nie przypominają tych tutaj wymienionych. Dlaczego więc autor je omija? Czyżby one nie pasowały mu do tezy? Oczywiście, że nie pasują ponieważ wówczas mogło by wyjść na jaw, że kulty niekoniecznie muszą być związane ze starożytną wiedzą astronomiczną. Pozostaje pytanie: dlaczego takie atrybuty?
Dlaczego dziewica rodziła ich 25 grudnia; dlaczego śmierć na 3 dni, a potem zmartwychwstanie; dlaczego 12 uczniów? Tak więc podsumujmy rzeczywiste podobieństwa między wymienionymi postaciami w kontekście tych atrybutów wypisanych powyżej.
1. Narodzeni z dziewicy: żaden
2. Narodzeni 25 grudnia: Horus i Mitra
3. Śmierć na 3 dni: żaden
4. Zmartwychwstanie: Horus i Dionizos (jeśli chodzi o Attisa i Mitrę elementy te nie występowały w pierwotnej wersji kultu, tak więc nie można brać ich pod uwagę)
5. 12 uczniów: żaden
Tak więc z tych niesamowitych zbieżności i podobieństw faktycznie wyróżniające pozostało jedynie święcenie narodzin 25 grudnia.
Aby się tego dowiedzieć, zbadajmy historię najmłodszego solarnego mesjasza.
"JEZUS CHRYSTUS, był synem dziewicy Marji urodzonym 25 grudnia w Betlejem. Jego narodziny zapowiedziała gwiazda na wschodzie, za którą podążali trzej królowie/magowie by uczcić nowego zbawcę. Nauczał jako dwunastoletnie dziecko. W wieku 30 lat przyjął chrzest i tak zaczął się jego stan duchowny. Jezus miał 12 uczniów z którymi podróżował i czynił cuda - jak uzdrawianie chorych, chodzenie po wodzie, wskrzeaszanie zmarłych; był znany jako "Król Królów", "Syn Boży", "Światło świata", "Alfa i Omega", "Baranek Boży" i wiele innych.
Gdy został zdradzony przez swego ucznia Judasza, sprzedany za 30 srebrników, został ukrzyżowany złożony w grobowcu i po 3 dniach zmartwychwstał i wstąpił do nieba".
No to teraz pora przyjrzeć się atrybutom Jezusa w kontekście podobieństwa do postaci wymienionych powyżej:
1. Jezus był synem dziewicy jako jedyny z wymienionych.
2. Jezus niekoniecznie narodził się 25 grudnia, data ta jest sporna. Wielu historyków sądzi, że tak naprawdę data ta została wybrana przez Kościół aby schrystianizować święto związane z narodzinami Mitry. Niezależnie od genezy dzisiejszego Bożego Narodzenia informacje na ten temat są bardzo późne i wątpliwe jest aby obrzęd ten był elementem pierwotnego chrześcijaństwa [28]. Tak więc ciężko tu mówić o podobieństwie.
3. Jest On też jedynym którego narodziny związane były z pojawieniem się gwiazdy na wschodzie.
4. Tylko Jezus został odwiedzony przez mędrców po swoich narodzinach, przy czym Pismo Święte wcale nie wspomina aby było ich trzech [29], jest to elementem późniejszej tradycji.
5. Jezus jako jedyny nauczał w wieku 12 lat w świątyni.
6. Jako jedyny też przyjął chrzest.
7. Tylko Jezusowi towarzyszyło 12 uczniów.
8. Faktycznie Jezus także czynił cuda, lecz jako jedyny chodził po wodzie, jako jedyny z wymienionych zamienił wodę w wino. Jeśli chodzi o wskrzeszanie martwych to Jezus też wydaje się być jedyny. Oprócz niego tylko Horus brał udział we wskrzeszaniu swojego ojca - Ozyrysa, lecz w tym wypadku większy udział miała jego matka [30], tak więc pod tym względem Jezus jest oryginalny.
9. Jak już wspomniałem wcześniej tytulatura nie ma najmniejszego znaczenia ponieważ pewne określenia były powszechnie niezależnie od charakteru bóstwa.
10.Jako jedyny został zdradzony przez swojego ucznia.
11.Jezus jako jedyny został ukrzyżowany.
12.Tylko Jezus przeleżał w grobie trzy dni przed zmartwychwstaniem.
13.Podobnie jak Horus i Dionizos, Jezus zmartwychwstał. Tak więc tutaj jest podobieństwo.
Podsumowując widzimy, że jedynie w dwóch aspektach Jezus nie jest oryginalny. Pierwszy z nich - tytulatura nie pozwala na ustalenie jakiegokolwiek pokrewieństwa czy wpływu jednego kultu na drugi. Jeśli zaś chodzi o zmartwychwstanie to też nie jest ono koniecznym wyznacznikiem kultu solarnego gdyż ten motyw pojawia się w różnych kontekstach i różnych religiach. Tak więc na bazie samych podobieństw (a w zasadzie ich braku) nie da się powiedzieć aby Jezus był koniecznie bóstwem solarnym. Tak więc nie ma podstaw aby tak sądzić.
Jednak warto zwrócić uwagę na to jakie inne argumenty na rzecz tej tezy usiłuje pokazać nam autor filmu. Przede wszystkim sekwencja narodzin jest czysto astrolologiczna. Gwiazda na wschodzie to Syriusz, najjaśniejsza gwiazda na niebie, która 24 grudnia leży w jednej linii z trzema jasnymi gwiazdami z Pasa Oriona. Te 3 gwiazdy nazywane są dziś, tak jak w starożytności: TRZEJ KRÓLOWIE. Trzej Królowie i najjaśniejsza gwiazda - Syriusz wskazują miejsce wschodu słońca 25 grudnia. Oto dlaczego Trzej Królowie podążają za gwiazdą na wschodzie aby odnaleźć miejsce wschodu - narodzin słońca. Tak więc czy są jakieś zbieżności z okolicznościami narodzin Jezusa? Przypomnijmy:
1. Jezus nie został odwiedzony przez trzech królów
2. Narodziny Jezusa zwiastowała gwiazda na wschodzie
3. Jezus niekoniecznie urodził się 25 grudnia.
Tak więc podobieństwo jest jedno - gwiazda na wschodzie. Problem polega na tym, że jako takie może ono zostać uznane tylko w momencie gdy jest połączone z datą 25 grudnia (inaczej nie możemy mówić o podobieństwie do astrologii). Biorąc pod uwagę, to, że ta data Bożego Narodzenia nie była celebrowana w pierwotnym chrześcijaństwie, że jest późniejszym dodatkiem to także dyskwalifikuje gwiazdę jako podobieństwo. Tak więc te elementy związane z narodzinami Jezusa nie są powiązane z astrologią w sposób opisywany przez autora filmu.
"Dziewica Marja, jest konstelacją Panny, znaną także jako Dziewica Panna. "Virgo" (Panna) po łacinie znaczy "Dziewica". Starożytny symbol Panny to przerobione "M". Oto dlaczego Maria, i inne matki dziewice jak matka Adonisa - Myrra, albo matka Buddy - Maya zaczynają się na "M"".
Przypomnijmy, że najstarszym kultem który opisuje autor jest kult Horusa. Istniał on 2500 lat przed tym jak pojawił się zodiak w tej wersji do której odnosi się autor filmu. Dalej mówi o łacińskiej nazwie
gwiazdozbioru Panny ignorując to, że pierwotnie konstelacja ta nazywała się Bruzda a poza tym Egipcjanie, Grecy i Persowie raczej nie mówili po łacinie. Potem na przytacza imiona dziewic związanych z religiami aby wykazać, że "M" właśnie mówi o tym dziewictwie. A co z Izydą - matką Horusa, Devaką - matką Kryszny, Semele/Persefoną - matką Dionizosa, czy Naną - matką Attisa? Wcześniej autor wymieniał je jako dziewice ale teraz gdy okazuje się, że dziewictwo musi być wiązane z literką "M" (bo tego wymaga teoria "astrologiczna" pochodzenia kultów) jakoś o nich "zapomniał". Może tak samo jak zapomniał napisać, że tamte jakoś niekoniecznie były dziewicami? Co ciekawe mity nie wspominają nic na temat dziewictwa Myrry [31] podobnie jak Buddhacarita nie wspomina nam nic na temat tego aby Maya była dziewicą [32][33].
"Panna odnosiła się także do "Domu Chleba". I reprezentacją Panny jest dziewica trzymająca kłos pszenicy. Dom Chleba i symboliczny kłos pszenicy oznacza sierpień i wrzesień - czas żniw. Słowo "BETLEJEM" w istocie przetłumaczyć można jako "dom chleba". Betlejem odnosi się więc do konstelacji Panny, miejsca na niebie, nie na ziemi".
I tutaj autor tymi argumentami sam strzela sobie w stopę. Po pierwsze odwołuje się znowu do dość późnej w stosunku do pierwotnej wersji zodiaku ikonografii mówiąc o kłosie pszenicy. Po drugie Betlejem istnieje naprawdę a nie tylko "na niebie". I na sam koniec warto dodać, że gdyby pójść tym tropem, że Słoneczny Mesjasz "rodzi" się w Betlejem, czyli Domu Chleba czyli w gwiazdozbiorze Panny to wówczas data jego narodzin powinna przypadać właśnie gdzieś we wrześniu albo sierpniu, co w perspektywie całej astrologicznej teorii autora zupełnie nie trzyma się kupy.
Jest też inne ciekawe zjawisko:
"Zachodzące 25 grudnia, w dniu przesilenia zimowego. Od przesilenia letniego do zimowego, dni stają się krótsze i chłodniejsze. Z perspektywy północnej półkuli Słońce wędruje na południe, staje się mniejsze i wydaje się oddalać. Skracanie się dni, dojrzewanie zbóż, gdy zbliża się zimowe przesilenie symbolizował dla starożytnych proces śmierci. To była śmierć Słońca. Do 22 grudnia proces umierania Słońca się dopełniał. Słońce poruszając się na południe przez 6 miesięcy, osiąga najniższy punkt na niebie."
Czyżby więc 22 grudnia symbolizował śmierć Jezusa? Jezus umarł na krzyżu na wiosnę, ponieważ w tej porze roku obchodzono Paschę, która bezpośrednio sąsiaduje z datą Jego śmierci. Tak więc widzimy tutaj poważną rozbieżność między biografią Jezusa a cechami którymi według autora powinno się charakteryzować bóstwo solarne. I tu ciekawostka:
"Słońce wstrzymuje swą wędrówkę na 3 dni. Przez te 3 dni pauzy Słońce przebywa w sąsiedztwie konstelacji Południowego Krzyża (Crux). Po tym czasie, 25 grudnia, Słońce podnosi się o 1 stopień, tym razem na północ, zapowiadając dłuższe dni, ciepło i wiosnę. I dlatego się mówi: Syn (Słońce) umarł na krzyżu, był martwy 3 dni po to by zmartwychwstać, czy narodzić się ponownie.Oto dlaczego Jezus i inne Solarne bóstwa łączy koncepcja ukrzyżowania, i zmartwychwstania po 3 dniach".
I tutaj wychodzą kolejne braki w teorii autora. Faktycznie 25 grudnia był dniem związanym z kultem słońca i bóstw słonecznych. Mitra i Horus są tutaj najlepszymi przykładami. Jednak żadne z bóstw solarnych wymienionych przez autora nie zostało ukrzyżowane i nie przeleżało w grobie trzech dni przed zmartwychwstaniem (przy czym rzeczywiście zmartwychwstało tylko jedno). Na dodatek wszystkie obrzędy związane ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa są obchodzone na wiosnę, co było tak czynione od samego początku chrześcijaństwa i stoi w jawnej sprzeczności z "teorią astronomiczną" sugerowaną przez autora. Na dodatek zmartwychwstanie nie jest tym samym co ponowne narodziny. Jezus nie urodził się na nowo. Cała ta sekwencja astrologiczna jest mimo pozornych podobieństw niezgodna z biografią Jezusa. Na dodatek nie mają one nic wspólnego z bóstwami solarnymi, podania które ich dotyczą o takich elementach nie wspominają.
"Jest to okres zmiany kierunku poruszania się Słońca do kierunku północnej półkuli co przynosi wiosnę i zbawienie. Ale nie czczono zmartwychwstania Słońca aż do wiosennej równonocy lub Wielkanocy. A to dlatego, że z wiosenną równonocą, Słońce przezwycięża ciemność, dzień staje się dłuższy niż noc, i zaczyna się wiosenny rozkwit".
I te twierdzenia znowu są na bakier z biografią Jezusa, który zarówno umarł jak i zmartwychwstał na wiosnę. Wydarzenia te związane są ze świętem Paschy, które nie ma bezpośredniego związku z wiosenną równonocą [34].
"Chyba najbardziej oczywistym ze wszystkich astrologicznych symboli dotyczących Jezusa jest 12 apostołów. Są zwyczajnie 12 znakami Zodiaku, z Jezusem - jako Słońcem, który porusza się między nimi. Liczba 12 powtarza się ciągle w Biblii".
Po raz kolejny autor strzela sobie w nogę. Jeśli liczba 12 często pojawia się w Piśmie Świętym w różnych kontekstach to oznacza to, że 12 apostołów wcale nie musi być związanych z astrologią a jedynie nawiązaniem do Starego Testamentu. I tak jest w rzeczywistości, ponieważ liczba apostołów jest nawiązaniem do 12 pokoleń Izraela [35]. Odwołanie się do zodiaku tak więc jest dość naciągane jeśli weźmie się brak innych jednoznacznych podobieństw i generalną niechęć Żydów do astrologii. Ten tekst ma więcej wspólnego z astrologią niż z czymkolwiek innym. Do tej pory wychodzi, że bez tendencyjnego dobierania znaczeń, wpisywania niepotwierdzonych informacji i generalnego naciągania wszystkiego "pod teorię" nie ma wiele wspólnego z astrologią.
"Wracając do krzyża Zodiakalanego, ukazującego życie Słońca, Nie jest to tylko artystyczna koncepcja, czy narzędzie śledzenia ścieżki Słońca. Był to także symbol Pogański, w skrócie wyglądający tak".
To nie jest symbol Chrześcijaństwa. To pogańska adaptacja Krzyża Zodiakalnego. Znów mamy do czynienia z pewnymi przemilczeniami autora. Krzyż nie jest pierwotnym znakiem chrześcijaństwa, pojawił się jako jego symbol dopiero koło III wieku n.e. [36]. Krzyż celtycki reprezentowany w filmie jest faktycznie bardzo starym pogańskim znakiem solarnym lecz nie ma to znaczenia skoro nie występował w pierwotnym chrześcijaństwie. Oto dlaczego Jezus we wczesnych malowidłach zawsze ma głowę na tle krzyża. Przedstawiony na obrazie Jezus faktycznie ma aureolę z wrysowanym w nią znakiem krzyża. Jednak takie elementy pojawiły się w ikonografii chrześcijańskiej dopiero koło IV wieku n.e. [37], tak więc nie ma wiele wspólnego z pierwotnym chrześcijaństwem.
"Bo Jezus jest Słońcem, Synem Bożym /(ang. SUN=SON - SŁOŃCE czyta się jak SYN), Światłem Świata, Zmartwychwstałym Zbawcą. który "przyjdzie ponownie", jak to robi każdego ranka. Chwała Boga, który przeciwstawia się ciemności, jako iż "rodzi się ponownie", każdego ranka. I może być widziany jak chodzi pomiędzy chmurami "wysoko w Niebie", w koronie cierniowej albo koronie z promieni Słońca".
Tutaj natomiast autor zdaje się nam sugerować, że pierwsi chrześcijanie, wyznawcy Horusa czy Attisa mówili po angielsku. Zbieżność fonetyczna słów SUN i SON nie przenosi się na inne języki.
Ponadto autor wyraźnie wypacza główną myśl chrześcijaństwa. Jezus nie przychodzi codziennie rano, lecz Jego powrót będzie w przyszłości, będzie jednorazowy i będzie w chwale. To nie jest zdarzenie cykliczne jak insynuuje to autor.
Następnie dochodzi tendencyjny dobór cytatów mających tylko potwierdzić tezę autora. Co ciekawe do tej pory nie ma żadnego rzeczywistego dowodu na potwierdzenie tej tezy tak więc te cytaty też są niewiele warte, także przez to, że są wyrwane z kontekstu i wsadzone w inny, niebiblijny.
"Pośród wielu astronomicznych i astrologicznych metafor w Biblii, jedna z najistotniejszych dotyczy Wieków (Er). W całym tekście jest wiele odniesień do "Wieku" (Ery). Aby to zrozumieć, musimy zaznajomić się ze zjawiskiem zwanym ruchem precesyjnym Ziemi. Starożytni Egipcjanie oraz wsześniejsze kultury odkryły, że co około 2150 lat wschód słońca o poranku w dniu przesilenia wiosennego występuje w innym miejscu w Zodiaku. Wynika to z powolnej zmiany kąta nachylenia Ziemi względem własnej osi. Zwie się to ruchem precesyjnym, bo obserwowane konstelacje cofają się w stosunku do ich normalnego cyklu rocznego. Czas potrzebny na precesyjne przejście poprzez wszystkie 12 znaków wynosi 25.765 lat Jest to tak zwany "Wielki Rok", a starożytni byli go bardzo świadomi. Każdy okres 2150 lat zwali "Erą". Od 4300 p.n.e. do 2150 p.n.e. trwała Era Byka. Od 2150 p.n.e. do 1 n.e. Era Barana. I od 1 n.e. do 2150 n.e. do dziś trwająca Era Ryb. W roku 2150 wkroczymy w nową Erę. Erę Wodnika. Biblia generalnie odzwierciedla symboliczną wędrówkę poprzez 3 Ery zapowiadając czwartą.
Tak więc zobaczmy co wskazuje na to, że Biblia prowadzi nas przez trzy Ery zodiaku Wielkiego Roku. W Starym Testamencie, kiedy Mojżesz schodzi z Góry Synaj z 10 przykazaniami jest bardzo zły widząc ludzi oddających cześć Złotemu Cielcowi. Rozbija więc kamienne tablice i nakazuje swojemu ludowi wzajenie się pozabijać - by się oczyścić. Większość badaczy biblijnych łączy ten gniew z faktem uwielbienia przez Izraelitów fałszywego bożka. W rzeczywistości złoty byk jest astrologicznym Bykiem, a Mojżesz reprezentuje nową Erę - Barana. Dlatego Żydzi do dziś nadal trąbią w barani róg. Mojżesz reprezentuje nową Erę Barana, a w tej erze każdy musi porzucić poprzednią".
Problem w tej interpretacji polega na tym, że Księga Wyjścia kształtowała się najprawdopodobniej pomiędzy X a VI wiekiem p.n.e. [38], czyli przed pojawieniem się zodiaku w takiej formie w jakiej opisuje go autor. Tym samym nie może być ona prawidłowa. Ponadto odwołanie się tutaj do szofar jest bardzo naciągane, ponieważ ten instrument nie musi być koniecznie wykonany z baraniego rogu, wystarczy, że zwierze jest koszerne i nie jest ani krową ani cielcem [39].
"Inne Bóstwa także wskazują to przejście np. Mithra, przedchrześcijański Bóg, który zabił byka w tej samej symbolice".
Faktycznie w ikonografii mitraizmu istnieje motyw Mitry zabijającego byka. Według naukowców jest on rzeczywiście związany z astronomią i najprawdopodobniej przedstawia kosmos. Nie jest jednak prawdą aby jednoznacznie miało to związek z przemianą er. Jego symbolika odnosiła się raczej do cyklu rocznego [40].
"Jezus jest postacią przewodnią następnej po Baranie ery. Ery Ryb. Symbolika Ryb pojawia się bardzo często w Nowym Testamencie. Jezus nakarmił 5000 osób chlebem i dwiema rybami. Kiedy rozpoczął nauczanie w Galilei, spotkał 2 rybaków, którzy za nim poszli. I myślę, że wszyscy widzieli znak ryby Jezusa naklejany na samochody, nie wiedząc co tak naprawdę znaczy. To pogański symbol astrologiczny Solarnego Królestwa Ery Ryb".
Faktycznie pierwotnym znakiem chrześcijaństwa była ryba [41]. Jednak nie przypomina ona w żaden sposób ryb znanych nam z zodiaku [42]. Symbole te są zupełnie odmienne nie mówiąc już o tym, że jeśli chodzi o znak zodiaku to odnosi się on do dwóch ryb, które są widoczne na niebie [43], podczas gdy znakiem chrześcijańskim jest jedna ryba. Podobieństwo więc jest przypadkowe, nie ma podstaw aby mówić o
wspólnym źródle.
"Poza tym dzień narodzin Jezusa stał się początkiem tej Ery".
Tutaj natrafiamy na kolejny problem. Nie jest faktycznie pewne kiedy zaczęła sie Era Ryb. Daty są różne i niekoniecznie pokrywają się z narodzinami Jezusa. Niektórzy twierdzą, że zaczęła się ona w 100/90 roku p.n.e. inna koncepcja mówi o tym, że 498 roku n.e. [44]. Tak więc skoro nie ma zgody ciężko uznawać to za wiarygodny argument. Ponadto data narodzin Jezusa nie jest znana a i tak raczej nie pokrywa się z 1 rokiem n.e.
"Św. Łukasz: 22:10 - gdy uczniowie spytali Jezusa gdzie będzie następna pascha gdy jego już nie będzie. Odparł: "Kiedy wejdziecie do miasta, ujrzycie człowieka niosącego dzban z wodą. Idźcie za nim do Domu, do którego wejdzie". Ten fragment jest jednym z najlepiej odkrywających wszystkie astrologiczne konotacje. Człowiek niosący dzban z wodą to Wodnik. Zawsze przdstawiany jako człowiek niosący wodę. Reprezentuje Erę nastającą po Erze Ryb i kiedy Słońce (Syn Boży) opuszcza Erę Ryb (Jezus), wejdzie do Domu Wodnika. Jako że Wodnik następuje po Rybach w ruchu precesyjnym. Jezus mówi więc, że po Erze Ryb nastąpi Era Wodnika".
Tutaj jedynie mamy na siłę doszukiwanie się jakichś podobieństw. Kontekst wypowiedzi nie wskazuje na jakąkolwiek wagę tego, że człowiek akurat miał dzban wody. Sam ten element nie ma najmniejszego wpływu na przebieg wydarzeń z tego fragmentu Pisma Świętego. Gdyby faktycznie miało to jakieś wyraźne znaczenie symboliczne zwrócona zostałaby na to zdecydowanie większa uwaga. Nic takiego się nie dzieje, to że człowiek miał dzban wody nie ma najmniejszego wpływu na narrację ani wydarzenia biblijne. Ponadto wadą tej interpretacji jest to, że Jezus wyszedł z domu domniemanego Wodnika i nadal był sobą. Jego dalsze dzieje też niestety nie mają nic wspólnego z aluzjami do znaku Wodnika.
"Słyszeliśmy już o czasach ostatecznych i końcu świata. W oderwaniu od obrazków z Księgi Objawienia, główne źródło tej idei pochodzi z Ks. Mateusza 28:20, gdzie Jezus mówi: "Będę z wami nawet do końca świata". W wersji Biblii "Króla Jamesa", "świat" jest złym tłumaczeniem, wśród wielu innych. Właściwym słowem powinno być "AEON" co znaczy "ERA".
"Będę z wami nawet do końca Ery" Co jest prawdą, bo Jezus, Solarne uosobienie Ery Ryb skończy się gdy Słońce wejdzie w Erę Wodnika. Słowo, które pojawia się w tamtym miejscu to ανος [45] i posiada wiele znaczeń w tym właśnie tożsame z pojęciem "era" [46]".
Jednak tłumacząc tekst należy się odwołać do kontekstu w którym powstawał tak aby z wyrazów wieloznacznych wybrać to znaczenie, które będzie najbardziej z nim zgodne. W tym przypadku należy się odwołać do tekstów eschatologicznych Starego Testamentu. Tam jednak znajdujemy teksty mówiące faktycznie o końcu świata i początku nowego, lepszego. To nie jest jakaś zmiana astrologiczna lecz realne odmienienie świata po Sądzie Ostatecznym [47]. Jeśli interpretuje się Nowy Testament to podstawą do szukania symboli jest przede wszystkim Stary Testament. Tak więc w jego kontekście interpretacja astronomiczna jest nieprawidłowa.
"Cały pomysł końca świata jest złym rozumieniem astrologicznych alegorii. Powiedzmy to prawie stu milionom ludzi w USA którzy wierzą, że nadchodzi koniec świata".
Niestety ta sama Ewangelia według świętego Mateusza która podobno jest astrologiczną alegorią wyraźnie wskazuje na to, że Jezus przybędzie na Końcu Świata aby sądzić żywych i umarłych [48]. Tak więc nie ma mowy o złej interpretacji alegorii.
"Więcej - postać Jezusa - będącego dosłownie astrologiczną hybrydą,
jest wyraźnym plagiatem egipskiego boga Słońca - HORUSA. Dla przykładu, malowidła sprzed 3500 lat na ścianach Świątyni Luxoru w Egipcie to obrazy wprowadzające koncepcję niepokalania, narodziny i uwielbienie Horusa. Obrazy zaczynają się od TOTa zwiastującego dziewicy, że powije Horusa potem NEF - Duch Święty zapładnia dziewicę, która rodzi uwielbianego. To jest dokładna historia cudu narodzin Jezusa".
Już wcześniej zajmowaliśmy się Horusem tak więc możemy to zrobić jeszcze raz. Zwróćmy więc uwagę co tak naprawdę znajduje się na ścianach tej świątyni [49]. Bardzo ważne jest tutaj zwrócenie uwagi, że w rzeczywistości nie dotyczy one poczęcia mitycznego Horusa co Amenhotepa III, a kobieta tam przedstawiona to tak naprawdę jego matka - Mutemwiya [50]. Faraon ten ze względu na swoją funkcję był uważany za inkarnacje Horusa, lecz należy pamiętać, że w tym przypadku przedstawienie nie mówi nam o tym mitycznym bóstwie a o mitycznym pochodzeniu danego króla Egiptu.
1. Nie ma tam mowy o niepokalanym poczęciu, które co ciekawe dotyczyło Marii a nie Jezusa [51]
2. Pierwszy panel odnosi się do imienia Amenhotepa które oznaczało "Amun jest usatysfakcjonowany" [52]. Widzimy na nim jak bóg Amun zbliża się do matki Amenhotepa III podczas jej nocy poślubnej pod postacią jej męża. Następnie bierze on czynny udział w jego spłodzeniu. Dopiero po tym Thot oznajmia Mutemwiyi, że jest w ciąży. Tak więc "zwiastowanie" ma tutaj miejsce już po spłodzeniu dziecka natomiast widzimy w rzeczywistości zaprzeczenie koncepcji dziewiczego poczęcia
3. Na drugim panelu, który według autora filmu pokazuje dziewicze poczęcie natomiast widzimy raczej wejście boskiej duszy do rozwijającego się płodu. Co ciekawe jeśli ktoś uważnie przyjrzy się temu przedstawieniu zobaczy, że kobieta ma już "brzuszek" czyli dziecko jest już dość dobrze rozwinięte.
4. Następnie widzimy narodziny i adoracje Amenhotepa III, inkarnacji Horusa i faraona Egiptu.
Tak więc nadal nie ma żadnych istotnych podobieństw do opisu narodzin Jezusa. Nawet gdyby te zbieżności byłyby prawidłowe to dotyczyłyby nie Horusa ale Amenhotepa III czyli nie potwierdzałby tym samym tezy autora.
"W istocie podobieństwa pomiędzy religią Egipskąi Chrześcijaństwem są uderzające".
Do tej pory nie zostało podane żadne istotne i rzeczywiście uderzające podobieństwo.
"Plagiat ma swą kontynuację. Historię NOEGO i jego arki wzięto bezpośrednio z tradycji. Koncept wielkiej powodzi jest wszechobecny w starożytnym świecie, z ponad 200 przykładami z różnych okresów i czasów. Ale na przedchrześcijańskie źródło najlepiej wygląda epos Gilgamesz, napisany 2600 p.n.e. Historia opowiada o wielkiej powodzi zesłanej przez Boga, Arce ratującej zwierzęta, a nawet uwolnieniu i powrocie gołębia, wszystko tak samo jak w biblijnej historii, obok listy wielu innych podobieństw".
Faktycznie podobieństwa eposu o Gilgameszu i biblijnej opowieści o potopie są uderzające. Ich źródło może leżeć w tym, że według Pisma Świętego Abraham, który dał początek narodowi żydowskiemu pochodził z Mezopotamii. Stamtąd także pochodzi epos o Gilgameszu. Tak więc faktycznie możliwe jest, że nie mamy do czynienia z plagiatem co faktycznie odwołaniem się do tego samego źródła.
"A potem pojawia się splagiatowana historia Mojżesza. Kiedy Mojżesz się urodził, miał zostać włożony do kosza i puszczony na rzekę, by uniknąć dzieciobójstwa. Został uratowany przez córkę króla i wychowany na księcia".
Tak więc zobaczymy czy plagiat jest taki oczywisty. Ta historia została zaczerpnięta z mitu o SARGONIE z Akkad, około 2250 p.n.e. Sargon po narodzinach by uniknąć śmierci został włożony do kosza i spuszczony rzeką. Został uratowany i wychowany na księcia przez królewnę AKKI".
Faktycznie podobieństwa na pierwszy rzut oka są niesamowite. Jednak warto zwrócić uwagę na okoliczności które związane są z dwoma historiami.
1. Matka chciała ochronić Mojżesza przed śmiercią z rąk sług faraona. Jeśli chodzi o Sargona to nie mamy wyraźnie zaznaczonego powodu dlaczego matka włożyła go do kosza. Jednak z legendy wiemy, że najprawdopodobniej była ona wysokiego pochodzenia a dziecko było z nieprawego łoża [53]. Tak więc podobieństwo zamienia się w rzeczywistości na różnicę.
2. Mojżesz został umieszczony w koszu w sitowiu ponieważ matka chciała go chronić przed śmiercią natomiast według niektórych badaczy Sargon został wrzucony do wody i opuszczony przez matkę i jej celem nie było zapewnienie mu przetrwania [54]. Tak więc mimo pewnych zbieżności mamy tutaj dwie różne historie. W jednej matka chroni dziecko przed śmiercią w drugiej najprawdopodobniej pozbywa się problemu.
Biorąc pod uwagę różnice w tych dwóch opowieściach ciężko mówić o plagiacie a podobieństwa zdają się być przypadkowe. Istnieje wiele opowieści o porzuconych dzieciach, które są do siebie podobne ale nie implikuje to od razu konieczności plagiatu.
"Poza tym Mojżesz jest znany jako Dawca Prawa, który dał 10 Przykazań. Ale idea dawania prorokowi przez Boga prawa na górze jest także starszym motywem. Mojżesz jest tylko kolejnym prawodawcą w długiej linii sukcesji takich postaci w chronologii. W Indiach - MANU był wielkim dawcą prawa. Na Krecie - MINOS - zstąpił z Góry Dicta, gdzie ZEUS dał mu święte prawa. W Egipcie był MISES, który zniósł kamienne tablice ze spisanym prawem. MANU, MINOS, MISES, MOSES (Mojrzesz)".
Każda cywilizacja ma swojego dawcę praw i poszukuje obecności swoich bóstw na szczytach gór tak więc podobieństwa mogą występować i nie być związane z plagiatem.
1. Nie ma informacji aby Manu zstąpił z góry z prawem, jest on wprawdzie dawcą prawa, lecz w tym kontekście nie pojawia się żadna góra [55].
2. Minos otrzymał prawa od Zeusa na górze Idaeon Andron lecz w przeciwieństwie do Mojżesza musiał co 9 lat wracać tam i unowocześniać je [56]. Dekalog natomiast został nadany raz i jest niezmienny. Nie byłem w stanie, niestety zweryfikować wiadomości odnośnie Misesa. Nie znalazłem żadnych konkretów, jedynie jedną wzmiankę, że był kapłanem w Heliopolis.
Tak więc wróćmy do Mojżesza, Manu i Minosa. Biorąc pod uwagę to co napisałem wcześniej podobieństwa mogą być przypadkowe i niekoniecznie musiało dojść do plagiatu. Dodatkowo warto zauważyć, że kamienne
tablice z prawem są dość powszechne na świecie, był to w zasadzie najbardziej odporny materiał jaki znali starożytni. Tak więc nie ma tutaj jednoznacznego dowodu na bezpośredni plagiat.
"Nawet 10 przykazań,zaczerpnięto bezpośrednio z egipskiej Księgi Zmarłych. Co w Księdze Zmarłych napisano jako "Nie ukradłem" stało się "Nie kradnij," "Nie zabiłem" - "Nie zabijaj," "Nie skłamałem" - "Nie dawaj fałszywego świadectwa", itd".
Przyjrzyjmy się też temu uważnie. Faktycznie istnieje podobieństwo jednak czy one jest znaczące? Nie zabijaj, nie kradnij i nie kłam to są podstawowe zasady naszego życia społecznego obowiązujące w każdej znanej nam kulturze. One nie są żadnym dowodem na plagiat. Pozostałe podobieństwa w tych dwóch tekstach są na takim samym poziomie ogólności i powszechności [57], tak więc nie można mówić o plagiacie. Te zasady występują na całym świecie a nie tylko w Dekalogu i Księdze Umarłych.
"Faktycznie religia egipska jest podstawą całej Judeo-Chrzścijańskiej teologii. Chrzest, życie po życiu, sąd ostateczny, dziewico-rództwo, wskrzeszenie, ukrzyżowanie, arka zbawienia, obrzezanie, zbawiciele, święta komunia, wielka powódź, Wielkanoc, Boże Narodzenie, Pascha i wiele wiele innych, to cechy koncepcji egipskich ..dłuuugo wyprzedzających Chrzścijaństwo i Judaizm".
Naprawdę? Sprawdźmy to:
1. Chrzest rozumiany jako jednorazowy akt oczyszczenia i wejścia do społeczności wierzących zdaje się być charakterystyczny dla chrześcijaństwa
2. Życie po życiu jest bardzo ważnym elementem wielu religii na świecie podobnie jak wiara w sąd po śmierci. Tego typu wierzenia są powszechne więc nie ma możliwości mówienia o plagiacie.
3. Dzieworództwo zdaje się też być domeną chrześcijaństwa. Nie miałem możliwości przejrzeć wszystkich mitów starożytnego Egiptu ale w kontekście postaci przedstawionych przez autora filmu nie ma takiego elementu w wierzeniach starożytnych Egipcjan.
4. Wskrzeszenie pojawia się w wielu kulturach i mitach tak wiec nie można mówić o plagiacie.
5. Ukrzyżowanie w obrębie postaci przedstawionych przez autora jest reprezentowane wyłącznie przez Jezusa
6. Arka Przymierza - no cóż, autor nie podał żadnych argumentów odnośnie Arki tak więc nie wiem nawet do czego mam się odnosić
7. Obrzezanie jest charakterystyczne dla tamtego terenu, nie ma więc mowy o plagiacie
8. Zbawiciel też jest motywem popularnym dla wielu religii tak więc nie ma mowy o plagiacie
9. Komunia - tutaj znowu niby podobieństwo bez podania żadnych argumentów
10.Wielka powódź jest mitem w wielu kulturach a co ciekawe wcześniej autor twierdził, że biblijna opowieść o potopie jest plagiatem z Eposu o Gilgameszu, który pochodzi z Mezopotamii a nie Egiptu. W każdym razie tam uzasadniałem dlaczego niekoniecznie musimy mówić o plagiacie także w tym miejscu.
11.Wielkanoc jest świętem typowo chrześcijańskim związanym raczej z żydowską Paschą niż równonocą wiosenną.
12.Boże Narodzenie nie jest pierwotnym świętem w chrześcijaństwie, lecz nawet jeśli jest schrystianizowanym świętem pogańskim to raczej dotyczy Mitraizmu niż religii egipskich
13.Pascha - tutaj autor nie podał żadnych argumentów na ten temat.
Tak wiec w rzeczywistości nie ma prawie żadnych podobieństw, a przynajmniej takich które charakteryzowałby jedynie te dwie religie i tym samym wskazywały na plagiat.
"Św. Justyn Męczennik, jeden z pierwszych chrześcijańskich historyków napisał: "Kiedy mówimy, że Jezus, nasz nauczyciel został poczęty bez seksu, umarł ukrzyżowany zmartwychwstał i wstąpił do Nieba,nie mówimy o niczym innym niż ci, którzy oddają cześć bogu Jowiszowi. " W innym tekście, Justyn powiada: "Był zrodzony z dziewicy, zaakceptuj to jako podobieństwo z twą wiarą w Perseusza. To oczywiste, że Justyn i inni wcześni Chrzścijanie wiedzieli jak bardzo podobne do religii pogańskich było Chrzścijaństwo. Justyn miał na to radę. Im bardziej go to niepokoiło, była to wina Diabła. Diabeł mógł przewidzieć co Chrystus zrobi, mógł więc stworzyć takie podobne mity w świecie Pogan".
Co ciekawe autor tutaj nieco wypacza to co Justyn chciał nam przekazać. Jeśli przeczytamy tekst źródłowy w którym pojawia się pierwszy fragment [58] zauważymy, że to sam Justyn zwraca uwagę na jedynie pojedyncze podobieństwa miedzy poszczególnymi bóstwami. Ktoś został ukrzyżowany a ktoś inny zmartwychwstał itp. Nie jest to nic aż tak wyraźnego jakby chciał autor i są one dość powszechne nie tylko w rejonie Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu. W rzeczywistości wskazuje także na różnice pomiędzy mitami o czym autor filmu jakoś nie wspomina. Ponadto autorowi do tej pory nie udało się wykazać żadnych naprawdę istotnych podobieństw.
"Fundamentalistyczni Chrzścijanie są fascynujący. Ci ludzie wierzą, że świat ma 12.000 lat. Zapytałem jednego z nich: "OK, a co ze skamielinami dinozaurów?" Odpowiedział: "Bóg podłożył je by sprawdzić naszą wiarę". "Myślę, że Bóg podłożył mi tu Ciebie by sprawdzić moją wiarę!" /"Którędy do Arki?"
Daruje sobie komentarz dla docinków pod adresem fundamentalistów. Ja do nich zdecydowanie nie należę.
"Biblia jest tylko astro-teologiczną literacką hybrydą, jak prawie wszystkie religijne mity przed nią. Do tej pory nie pojawił się na to żaden bezpośredni i jednoznaczny dowód. Aspekt przeniesienia jednej postaci i jej atrybutów do nowej można znaleźć w samej Biblii. W Starym Testamencie jest historia Józefa. Józef był prototypem Jezusa. Narodziny
UWAGA. Wersja tego posta do czytania offline(plik .pdf do ściągnięcia) znajduje się TUTAJ(albo na bartekkob.cba.pl). Wydanie trzecie z dnia 21.10.2007.
Hej. Zdecydowałem się napisać ten post, ponieważ wiem, że ludzie przed operacją często są niedoinformowani bądź boją się spytać lekarza o przebieg i rekonwalescencję. Sam przed zabiegiem znalazłem tylko 1 opis splenektomii z autopsji. To trochę mało i w dużej mierze opis ciut przesadzony, więc zamierzam podzielić się swoją historią operacji.
No i sorry za błędy składniowe, gramatyczne i interpunkcyjne:)
Krótkie to nie jest:) i ze szczegółami:)
Wiadomo, na początek trzeba streścić historię choroby. Choroby dość niezwykłej i rzadkiej.
Zaczęło to się w roku 2006, w październiku. Miałem wtedy 18 lat, złożony wniosek o dowód osobisty i maturę za 9 miesięcy. Wtedy przyszła choroba. Gorączka i nic więcej. Objawy podobne jak w chorobie 3 lata wcześniej(zaczęło się to w czerwcu a skończyło pod koniec lipca. Gorączka i nic więcej. Po 2 tyg. pobycie w szpitalu w Gdyni przepisano mnie do Akademii w Gdańsku na Oddział Chemioterapii. Wykryto tam tylko zmiany w śledzionie na USG. Choroba ustąpiła. Po roku przyszła podobna gorączka, ale dostałem antybiotyk doksycyklinę i mi przeszło). Lekarz 1-go kontaktu - badanka krwi. Jakaś monocytoza i wysokie OB(~40). Wymusiłem doksycyklinę. Pani doktor przepisała, ale nie pomogło. Później USG. Obraz gorszy niż w badaniach poprzednich - więcej obszarów o słabym echu, takie czarne plamy ok. 1,5 cm na szarym tle. Ponoć jakieś nacieki bakteryjne z komórek. Szpital Miejski w Gdyni. Seria badań wszelkich: TK, USG, echo(+ przezprzełykowe), wniosek - podejrzenie ziarnicy złośliwej. Nie przejąłem się, wiedziałem, że to się leczy. Skierowanie na splenektomię do Szpitala w Redłowie. Ale ja chciałem się leczyć, nie operować. Więc moja mama zainterweniowała u lekarza rodzinnego, a ten u dyrektora gdańskiego NFZ. Skutek - przyjęcie do Akademii Medycznej w Gdańsku na Oddział Chemioterapii Dziecięcej(miejsce, gdzie leżałem 3 lata wcześniej) z tytułu kontynuacji leczenia. A tam znowu - badania krwi, USG, TK, scyntygrafia śledziony i wątroby itd. Zdecydowano się pobrać dużego węzła z okolicy żołądka pod znieczuleniem ogólnym. Zgodziłem się, podpisałem co trzeba. Musiałem również zrobić wszystkie 8 chorych zębów. Prywatnie, za kwotę ok. 600 zł, w dwie sesje nałożyli mi plomby.
Wieczorem przed operacją miły pan doktor dał mi tabletkę na sen. Spałem całą noc. Obudziłem się lekko stremowany. Oczywiście musiałem być na czczo. Dostałem coś do wypicia, nie wiem co, ale kilka minut później było mi wszystko obojętne:). Rozwiązywałem krzyżówki(fajne uczucie - głowa ci opada, ręka nie słucha i nie rozumiesz najprostszych pytań typu „papuga na 3 litery, z czego 1 to 'A'”). Przyszły panie pielęgniarki, kazały położyć się na jeżdżącym łóżku i rozebrać pod kołdrą. Zawiozły mnie na chirurgię ogólną AMG prosto pod blok
operacyjny. Ja oczywiście z tego wszystkiego nabijałem się ostro:D, przejeżdżając obok gapiących się na ciebie ludzi. Na blok zawiozła mnie jakaś zamaskowana pani. Wjechałem na salę, która wyglądała na nową, a cała była niebieska. Kazali mi się przerzucić na stół operacyjny. Zrobiłem to nad wyraz ochoczo nie zwracając uwagi na odsłonięte przyrodzenie:) Mi naprawdę wszystko było obojętne w tej chwili. Przyszła miła pani anestezjolog. Lewą rękę
przesunęli w kierunku ściany, podstawiono pod nią jakiś stolik i wbito w moją zimną dłoń wenflon. Trochę bolało. Podłączono pulsometr i na całej sali rozległ się pulsujący dźwięk mojego szybkiego serca. Pani doktor kazała się uspokoić, ale ja nic na to. Oznajmiła mi, że teraz będą wtłaczane środki znieczulające i usypiające. Nałożono mi jakąś maskę na twarz i powiedziano, że zaraz będę spał. Rzeczywiście, zachciało mi się ogromnie spać. No i w końcu zasnąłem. Aha, miałem sen. Śniła mi się operacja. Nie wiem, czy moja czy kogo. W końcu budzę się. Słyszę jakieś stłumione dźwięki, nie rozumiem, co się dzieje. Ktoś mi każe oddychać głęboko. Biorę powietrze do płuc , zgodnie z nakazem, aż tu nagle poczułem wielką słabość i ogromny ból mięśni brzucha. Takie ogromne zakwasy. Oddychałem płytko, bo inaczej się nie dało. Chciałem spać. A ta mi tu mówi "Głęboki wdech robimy..." no to robię, trochę wbrew umysłowi. A tu kolejna niemiła niespodzianka. Wyjmuje mi jakąś rurę z gardła! Dławię się, kaszlę, czuję niepokój ból, ale zaraz spokój, mogę oddychać i wreszcie zrozumiałem, czemu coś czułem w gardle('głaskanie' krtani). Wyjeżdżam z sali operacyjnej. Każą mi się przerzucić na drugie łózko. Myślę sobie: jak to? Brzuch naparza mnie jak nigdy, spać mi się chce, a tu się muszę przerzucać? Resztką sił i woli i z pomocą pielęgniarzy jakoś mi się udało. Później obudziła mnie pani chirurg na sali pooperacyjnej. Coś mi powiedziała, że śledziona jest duża, że węzła wycięto i wysłano na badania. Nieważne, chce mi się spać. Budzę się znowu, widzę brata. 'Fajnie' - myślę sobie. Później widzę mamę. Wszyscy w zielonych fartuchach. Extra. Idę spać. Budzę się w nocy, chcę
mi się sikać. Ruszać się nie mogę, sił nie mam. Patrzę: widzę butelkę przystosowaną do moczu. Macham ręką, a raczej przedramieniem, coby pielęgniarka mnie zauważyła. Przyszła, podała, kazała obsłużyć się samemu. Co za męka: podsadzić się do tyłu 20 cm, rozchylić kołdrę, zobaczyć plaster na brzuchu i się załatwić. Ale ulga! Wydaliłem chyba pół litra. A ten brzuch dalej swoje: ostre zakwasy i jeszcze lepsze zmęczenie. Śpię dalej. Budzę się
znowu. Mam gorączkę, czuję to. Znów macham do pani pielęgniarki. Przychodzi, rozumie, że boli mnie brzuch i aplikuje zastrzyk w prawe ramię. Ważne, że pomogło. Rozglądam się po sali, widzę po lewej stronie jakiegoś pana z rurkami i plastrami. Nad głową widzę monitor z wykresem przypominającym etap górski z wyścigu kolarskiego: wzrastające pagórki.
Zrozumiałem, że to temperatura i to w dodatku moja. Śpię dalej. Godzina 5. Budzą nas wszystkich panie pielęgniarki. Dostaliśmy termometry pod pachę. Później miski z wodą z mydłem. Kazały się umyć. Musieliśmy się podsadzić, aby usiąść. Oczywiście używając mięśni brzucha. Ogromne zakwasy i ból, tego nie trzeba powtarzać. Znów z pomocą dałem radę. Myję się, ledwo utrzymując pionową pozycję. Idę spać. Budzę się z rana, w międzyczasie kilkoma mrugnięciami oczu radośnie witając obchód. Pielęgniarka każe się ubrać, bo wracam na Chemioterapię. Nie dowierzam. Znów mam użyć rozciętych mięśni brzucha. Ekwilibrystycznie za pomocą drabinki udaje mi się usiąść na łóżku. Bluzka jak bluzka, ale spodnie i skarpetki to dopiero wyzwanie .Nie mówiąc już o butach, ale je założyła mi mama. Miałem zjeść kleik, ale jakoś nie miałem ochoty. Przyjechał po mnie pan pielęgniarz z wózkiem i pojechałem na oddział. Wskoczyłem:) na łóżko i spałem dalej. Za 24 godziny byłem bardziej przytomny. Musiałem opracować technikę wstawania z łózka. Za pomocą drabinki było za ciężko dla mnie, więc obracałem się na prawy bok, chwytałem się poręczy i bokiem pionizowałem się(byle nie nadwrężać brzucha). Później już z górki: wskoczyć na kapcie, wstać, złapać równowagę i iść do toalety. Najgorsza była 2 noc po operacji. Dostawałem antybiotyk Klacid dożylnie. Okropnie bolała mnie ręka w którą Klacid wtłaczano(taki efekt uboczny). Wiłem się z bólu. Musiałem tak leżeć i czekać, aż skapie do końca. Nie wytrzymałem. Zadzwoniłem po pielęgniarkę. Przepłukała mi wenflon, ale dalej to samo. A nawet jeszcze gorzej, bo alarm się zaciął i brzęczał w mojej sali aż do rana... Do dziś nie mogę uwierzyć, że mogłem wtedy spać w takim hałasie. Szczęście, że byłem sam w sali. A spałem tylko w pozycji otwartej. Na bok nie mogłem się przewrócić przez 4 dni. Ale jak już się przewróciłem, to poczułem, jaki to luksus móc spać na boku. Przespałem wtedy całą noc. Następne dni minęły na wracaniu do ruchliwości i normalnego jedzenia. Zajęło mi to z 1,5 tygodnia. Nie ma to jak garść cukierków i paluszki na noc:).
Po tygodniu leżenia na chemioterapii wróciłem do chałupy. Miałem już zaklepany termin na splenektomię za ok. 2 tygodnie(początek grudnia). Lekarze nie mieli już pomysłu na co choruję, więc zdecydowali się wycinać. Zgodziłem się. Dobrzy lekarze na szczęście zapodali mi zastrzyki przeciw meningokokom, pneumokokom i zapaleniu opon mózgowych. Te dni wolne w domu minęły na ibupromie i pyralginie. Nadszedł dzień powrotu do szpitala. Spałem jak zwykle całą noc. Pojechaliśmy na Chirurgie Ogólną AMG dzień przed zabiegiem. Na łóżko czekałem ok. 5 godzin. W poczekalni był też jeden gość, mocno zdenerwowany czekaniem. Ja sobie czytałem w spokoju "Przedwiośnie". Jak się później okazało, razem z tym panem leżeliśmy w tej samej sali i tego samego dnia mieliśmy operacje. Oczywiście na noc dostaliśmy premedykację od pani anestezjolog. Spaliśmy jak niedźwiedzie. Podczas wywiadu lekarskiego dowiedziałem się, że miesiąc będę się kurował, a 3 miesiące później będę mógł uprawiać sport. Nic z tych rzeczy: 2 miesiące i byłem sprawny. W czasie tego wywiadu pan chirurg zażartował sobie, że 50%
pacjentów przeżywa. Na szczęście zrozumiałem, o co chodzi, ale moja mama niestety dobrą chwilę później.
Rano coś mnie obudziło. A to pani pielęgniarka goliła brzuch pana obok. Idę spać dalej, tabletki działają:). Budzę się i patrzę: mama z tatą już siedzą, a na moją salę przywieźli kogoś po zabiegu. Jakiś profesor czy ktoś. Oporządziłem się itp. Byłem dziwnie spokojny, a przecież za parę godzin miałem być chudszy o 450 g, czyli o śledzionę(muszę tu nadmienić, że jak brałem głęboki wdech to czułem lekki ból pod przedostatnimi lewymi żebrami z boku, czyli tam, gdzie powinna być śledziona). Pana sąsiada już zabrali na 8 godzinną operację.
Czekałem tylko ja. Poszedłem się wypróżnić. Gdy wróciłem, czekała już na mnie niebieska tabletka. Musiałem zjeść. No to zjadłem i, zgodnie z tradycją, zabrałem się za krzyżówki. I nawet nie pamiętam, kiedy straciłem świadomość(te krzyżówki to fajna pamiątka - same zygzaki zamiast liter). Pamiętam tylko, że byłem już na jeżdżącym łóżku i pani pielęgniarka pozwoliła mi zostawić skarpetki na nogach. Dalej przypominam sobie salę operacyjną: biała sala do laparoskopii, duży telewizor i drzwi z przodu, no i duży ból spowodowany wbiciem się wenflonu w moją lewą, piszącą rękę. Dalej nie pamiętam nic. Z opowiadań mamy ponoć machałem ręką do niej jak wyjeżdżałem z sali. Z sali, w której było pełno krwi na ziemi i fartuchach asystentów. Obudziłem się po 9 godzinach, po godz. 20. Miałem gorączkę, trząsłem się, puls około 100. Rozglądam się po sali: widzę tatę w fartuchu, sąsiada śpiącego podłączonego do rurek, profesora ruszającego się już. Zdałem sobie sprawę, że już nie mam śledziony, bo jak ruszyłem się lekko w bok, poczułem pustkę pod lewymi żebrami. Już nic tam mnie nie bolało. Ale brzuch: jak zwykle po laparotomii, napiernicza. Chce mi się do toalety. Tata podaje mi butelkę, rozchylam kołdrę, patrzę: wielki plaster i rurka wychodząca z brzucha, dren. Zawsze powtarzałem: róbcie wszystko co chcecie, byle nie wsadzać mi rurek do ciała! Nie posłuchali. Pani doktor z dyżuru przyszła, popatrzyła, powiedziała, że to może być sepsa. OK, liczyłem się z tym po splenektomii. Na szczęście nie, bo temperatura po pyralginie zeszła na dół. Śpię dalej. Z rana oczywiście mycie, ale ja już byłem uprzedzony, więc dałem radę wstać sam. Dalej pamiętam obchód, na którym dowiedziałem się, że mam 3 dodatkowe małe śledziony, a ta duża miała 15, a nie 11 cm, więc musieli wyjmować ją przez dziurę w brzuchu, a nie laparoskopem. Jak się później dowiedziałem, nie mieli worków do śledzion, żeby wyjmować laparoskopowo, więc wyjęli je przez środek brzucha. Drugi dzień po operacji cały przespałem, bo nic nie pamiętam. W trzecim dniu pielęgniarki kazały mi chodzić. Lekarze zdecydowali o wyjęciu drenu. To wyjmowanie to dopiero przygoda. Głęboki
wdech i czujesz jak ci wyjmują rurkę z najodleglejszych zakątków brzucha. Uczucie niesamowite, bardzo nieprzyjemne i nieciekawe, ale miałem już to za sobą, uff. Wybrałem się na spacer po szpitalu chwiejnym krokiem razem z tatą. Wróciłem na łóżko, pani pielęgniarka posłuchała słuchawką mój brzuch, czy coś tam się rusza i czy mogę jeść. A z apetytem było tak: raz chciałem jeść, a za chwilę kompletnie neutralnie nic mi się nie chciało. Ale zupę pierwszą od 2 dni zjadłem, po czym położyłem się. Zupę tą czułem jeszcze chyba 3 dni, tyle mi się trawiła(bulgotanie w przełyku, żołądku i jelitach). A gorączka jak była, tak była.
Panu lekarzowi prowadzącemu to się nie podobało i wysłał mnie na USG brzucha. A na USG pełno studentów English Division(czarni, biali, żółci) przyglądających się mojemu brzuchowi. Wyszło na to, że w loży pośledzionowej mam jakiś płyn. Więc musiałem poddać się drenażowi. Bez znieczulenia ogólnego. To gorsze niż operacja. Pan doktor zadecydował, że wkłuwać we mnie będzie się pan profesor. Termin był nazajutrz. Poszedłem pod salę chirurgii naczyniowej. Chwile później wszedłem, razem z trójką studentów.
Położyłem się na stole, na prawym boku, siostra wysmarowała mnie jodyną. Przede mną stał monitor USG, ponieważ mieli się we mnie wkłuwać właśnie pod kontrola USG. Przyszedł pan profesor, wziął sprzęt i zaczął się wkłuwać. Pierwszo znieczulenie. Później tylko czuję tylko napieranie na mój lewy bok, tak, jakby ktoś po mnie skakał, a ja tylko czuję, że się przesuwam. Pan profesor zażartował, że skórę mam twardą jak trampek. Ale jak już się wkłuł
na miejsce, to wtedy poczułem ból, ale zaraz minął. Profesor sobie poszedł, a ja poczułem, że jestem mokry jak pies. Spociłem się niemiłosiernie. Opadłem z sił całkowicie. Nie byłem w stanie wrócić pieszo. Student musiał mnie doprowadzić na wózku do łóżka. Aż sąsiad się przestraszył("chłopak wyszedł pełen życia, a wrócił nie do poznania"). Po pół godzinie wróciłem do siebie. Dren wbity był prawie na plecach, trochę przeszkadzał. Następnego wieczoru
gorączka znikła! Tak o, nie pojawiła się. Po raz pierwszy od 2 miesięcy nie miałem gorączki. Co za radość mieć normalną temperaturę! Jeszcze tydzień przeleżałem w szpitalu, płyn mi zleciał, dren wyjęto(mniejszy ból) i wyjechałem do domu zdrowy!
Po splenektomii nie czułem żadnych dolegliwości z brzucha czy coś(oczywiście nie licząc zakwasów na brzuch). Odporność miałem taką, jaką miałem przed chorobą. Przez 9 miesięcy od splenektomii nie zachorowałem. Jedyną zmianą w życiu będzie wizyta u immunologa raz do roku. Po specjalistycznych badaniach krwi wyszło, że wszystko mam w porządku, włącznie z immunoglobulinami. Jedynym przypominaczem o operacji są blizny: jedna 15 cm na środku brzucha i 3 po laparoskopii po lewej stronie. Codziennie 3 razy smaruję się Cepanem, efekty widać, blizny są jaśniejsze i bardziej elastyczne.
W wyniku badania his-pat śledziony wyszło: zmiany te występują w tularemii, chorobie kociego pazura i yersinozie(yersinia pseudotuberculosis). Pani doktor z chemioterapii wysłała moją krew do Warszawy na obecność p/cial yersinia pseudotuberculosis. Wynik przyszedł... dodatni! Wreszcie, po 5 miesiącach, gdy byłem zdrowy, dowiedziałem się co mnie trapiło i powodowało gorączki. Tak, to była yersinioza. W necie mało piszą o niej, ale co mnie to obchodzi, ja już jestem zdrowy. Nie leczono mnie żadnymi antybiotykami czy czymś. Moim leczeniem, trochę przypadkowym, była splenektomia. To był dobry wybór. Pani immunolog powiedziała, że mogę normalnie żyć, tylko muszę corocznie szczepić się na grypę. Aha, po operacji przytyłem 22 kg.
Muszę zaznaczyć, że na oddziale chirurgii były 2 części: męska i żeńska. Gdy robiłem sobie spacerki po stronie żeńskiej, z sal wydobywała się cisza i jakaś powaga. Niektórzy tylko cicho rozmawiali z rodziną i w spokoju cierpieli. A w moich stronach szum, gwar i śmiech. Tylko na mojej sali codziennie toczyły się dyskusje o seksaferze w Samoobronie("ta to musiała być niezła k***a, skoro nie wie z kim ma dziecko") w gronie ja, pan sąsiad-inżynier elektryk, profesor ekonomii i mój tata. W sali obok co chwila jakieś opowiadania wojenne kombatantów i synów kombatantów + pasjonatów. No i kłótnia: "z czego jest ta zupa? z marchwi! z brukwi! przecież to Kaszuby! panie, ja mieszkam w Poznaniu, u mnie też brukiew rośnie!". No i pan profesor co ma w diecie tylko kleik kradnący z pokoju pielęgniarek drożdżówki, który opowiada o koledze, co był na neurologii gdzie 1 na 5 pacjentów przeżywało noc. Ten sam profesor po operacji zaczął się wypróżniać 'normalną' stroną(przedtem przez rurkę). Czasem popuścił, nie zdążył do toalety... Oj, ileż bólu brzucha z panem inżynierem przez to było:)
Podsumowując, była kupa śmiechu na oddziale, w którym są biedni i zmęczeni chorzy. A te papierosy przemycane przez mamę dla pana inżyniera to już klasyka(palenie po cichu w toalecie). Ja też już z tego wszystkiego śmiałem się z rzeczy pozornie poważnych, typu chory wracający z operacji. Czyli atmosfera była luźna i mało poważna, bynajmniej dla mnie:)
Zaznaczam, że tak szybkie terminy zabiegów są możliwe, ale tylko dzięki chęciom i uporowi lekarzy-pediatrów z AMG. Po prostu dla dzieci przesuwają starszych o kilka terminów. Nic nie było płacone do kieszeni, co to, to nie. Jedynym prezentem były jakieś czekoladki dla pań pielęgniarek i jakiś alkohol dla chirurga. Wszyscy tak się odwdzięczają.
Narkoza po operacji wypłukuje się 7-8 miesięcy, więc ten tekst piszę już nie będąc 'pod wpływem':).
Aha, w czasie choroby dużo pomogła mi stale będąca przy mnie rodzina, to bardzo ważne. No i modlitwa codzienna + Komunia św. również, a może przede wszystkim.
Naprawdę, nie ma co się bać szpitali ani operacji, grunt, to dobre podejście psychiczne i nie branie wszystkiego do siebie, trzeba trzymać chorobę na dystans.
Mam nadzieję, że trochę rozwiałem wątpliwości dot. splenektomii i choć trochę komuś pomogłem:), bo taki był cel tego posta.
P.S. Z "Przedwiośnia", które czytałem całą chorobę, pisałem maturę z polskiego i zdałem, a od października idę na Politechnikę:).
!!!UWAGA!!! Ciąg dalszy pod nazwą SUPLEMENT w innym poście na drugiej stronie!bartekkob.cba.pl
jak było z moją wiarą?
Jak byłam dzieckiem była wspaniała, pełna uczuć… uczyła mnie jej babcia. Słuchałam o bogu z otwartą buzią. Nie mogłam się doczekać pierwszej komunii. Nie ze względu na prezenty, przyjęcie, czy coś takiego, ale ze względu na to, że miałam przyjąć Jezusa. Bardzo szybko nauczyłam się katechizmu, jak tylko skończyłam uczyć się katechizmu zaliczyłam pacierz na raz, bo znałam te modlitwy dużo wcześniej… Uczestniczenie we mszy św. jeszcze przed pierwszą komunią było prawie pełne.. prawie, bo nie mogłam przystąpić do komunii. A poza tym odpowiadałam na wszystkie wezwania, włączałam się w śpiewy, wsłuchiwałam w czytania, Ewangelię i kazania starając się je zrozumieć na tyle na ile wtedy mogłam. Z całej uroczystości pierwszej komunii najlepiej pamiętam mszę św. i to, że wieczorem czytałam biblię dla dzieci, którą dostałam w prezencie.
Potem moja wiara rosła… nie chciałam zdejmować medalika, który był pamiątką 1 komunii… dużo czasu spędzałam na modlitwie, szczególnie odmawiając z mamą i babcią różaniec. Po komunii też szukałam odpowiedzi na wiele pytań. Większość z nich odnajdywałam w swojej wierze…Dlatego się umacniała. W Bogu pokładałam nadzieję i kurczowo trzymałam się wiary jako ostatniej deski ratunku we wszystkim co się działo.
Jak miałam 11 lat wydarzyło się coś, co zaczęło negatywnie wpływać na moje relacje z Bogiem i niestety się powtarzało… Byłam rozdarta wewnętrznie przez kilka kolejnych lat. Niby wyznawałam nadal wiarę, niby nadal kochałam Boga, chciałam mieć czyste sumienie, ale zgadzałam się na coś i robiłam coś sprzecznego… Każda kolejna spowiedź zaczęła dla mnie być czymś straszny. Bałam się wyznawania ciągle tego samego grzechu. Czułam, że muszę z tym skończyć, ale jakoś nie mogłam się przełamać. Choć żałowałam, choć postanawiałam za każdym razem poprawę, to ciągle upadałam i do tego wracałam. . Wtedy oddałam się w opiekę Maryi – Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Jak miałam 12 lat w czasie spowiedzi wielkopostnej ksiądz powiedział, że muszę z tym skończyć. Po tej spowiedzi starałam się tego unikać, ale znów się nie udało… Po tym jeszcze bardziej dręczyło mnie sumienie. W tym czasie zgubiłam medalik. Coraz bardziej też oddalałam się od Boga, choć chciałam do niego wrócić.. nie potrafiłam. Jak miałam 13 lat zmarła moja babcia. Byłam z nią związana bardziej niż z kimkolwiek. Razem z nią umarła moja dziecięca wiara. Zaczęłam obwiniać za wszystko Boga, aż doszłam do wniosku, że nie istnieje. No ale nie mogłam przestać praktykować katolicyzmu, bo nie chciałam żeby mnie ludzie we wsi wyklęli. Zaczęły się świętokradzkie spowiedzi i przyjmowanie komunii… Nie czułam już Boga, bo nie chciałam, codzienne modlitwy odeszły w niepamięć. Na mszy świętej zastanawiałam się co kolejnego dnia ugotować na obiad, czy nie trzeba zrobić prania, czy jest drewno na opał, czego mam się nauczyć na sprawdzian… Zaczęłam pić, palić… Zaczęłam też myśleć o samobójstwie, bo miałam powyżej uszu swoich problemów. Ciężko się żyło z myślą, że Boga nie ma. Postanowiłam wtedy poszukać Boga. Oczywiście szukałam wszędzie byle nie w chrześcijaństwie. I tak był Islam, Buddyzm, Hinduizm, Dżinizm, Satanizm bierny. W końcu zrezygnowana wróciłam do katolicyzmu. To było jakieś dwa miesiące przed bierzmowaniem. Problemem było jednak ciągle powtarzanie tych samych grzechów, z których jeden był ciężki. Ale starałam się go coraz bardziej unikać, co mi się czasem udawało nawet miesiąc.
Jedno jest pewne do bierzmowania przystępowałam z pełną świadomością wyboru i chcąc być katoliczką. Starałam się odbudować wiarę, ale już była inna, bardziej świadoma i rozumowa. Na nowo zaczęłam praktykować wiarę ale już nie świętokradzko. Wtedy też po raz kolejny oddałam się w opiekę Maryi.
Jak miałam 15 lat chciałam uciec od starego życia i też uwolnić się od tego ciężkiego grzechu, którego łatwiej unikać będąc z dala od prowokujących sytuacji. Wybrałam szkołę oddaloną o 60 km. Rok później skończyłam z tym grzechem raz na zawsze. Jednak nie przestawałam myśleć o wszystkim co się wcześniej działo. Byłam zamknięta w sobie i przez całe życie tłumiłam wszystko co złe w sobie. Wtedy, gdy chciałam od tego uciec, to zaczęło mnie dręczyć jeszcze bardziej. Zaczęłam się ciąć… myślałam o tym, żeby się zabić coraz częściej. Przy życiu trzymała mnie wiara. Po kilku miesiącach się załamała. Nie była wystarczająco silna. Wtedy tkwiłam w depresji. Potem jakoś wróciłam do Boga i tak na zmianę przez rok. Po roku wszystko runęło i próbowałam popełnić samobójstwo. Jak mnie uratowali przeklinałam Boga, że nie pozwolił mi umrzeć. Nadal planowałam się zabić. Udało mi się uniknąć szpitala… Kilka tyg. Później trafiłam na spotkanie charyzmatyczne organizowane przez Odnowę. Tematem było Boże miłosierdzie. Słowa, jakie tam usłyszałam, rozmowa ze znajomym diakonem, modlitwy sprawiły, że coś się we mnie zmieniło i poszłam do spowiedzi. Jak odchodziłam jeszcze się trzęsłam.. ze strachu, choć wiedziałam, że Bóg mi już wybaczył.
Po spotkaniu starałam się jeszcze raz zbudować swoją wiarę, która jeszcze się załamywała.. czasem uciekałam od Boga. Potem spotkanie nad Lednicą i kolejny powrót z chęcią głoszenia wiary. Wysłałam deklarację, że chcę zostać ambasadorem. Chciałam stworzyć ambasadę… zapał minął w lipcu. Odpowiedzi od DA nie dostawałam i straciłam nadzieję na bycie ambasadorem. Kolejny raz moja wiara się załamała. Ale szybko ją zaczęłam budować, po raz kolejny na nowo. Przygotowałam się do modlitwy o uzdrowienie. jak już prawie wszystko było ok znów postanowiłam się zabić… Ciągle byłam uzależniona od autoagresji, więc to miało być tylko mocniejsze nacięcie nadgarstka. Ale rozmowa z pewnym księdzem mnie od tego odwiodła. Po tym postanowiłam wyspowiadać się z całego życia. Od tamtego czasu ciągle trwam przy Bogu. Niedawno zdecydowałam się na terapię połączoną z modlitwami aby uzdrowić wszystkie wspomnienia, pogodzić się z nimi i uwolnić od uzależnień. Pomimo tego, że było to bardzo bolesne udało mi się. Uwolniłam się od wszystkiego co było złe w mojej przeszłości. Jestem pewna, że to dzięki Jezusowi. Dzięki Niemu też teraz mogę być szczęśliwa. I choć są jeszcze problemy, które trudno jest rozwiązać to jest mi dużo lżej, łatwiej. Nawet najtrudniejsze chwile jestem w stanie przetrwać.
Dzięki Bogu całkowicie zmieniło się moje życie i patrzenie na nie. Dzięki Niemu żyję, bo uważam, że to, że nie udało mi się zabić to cud. Dzięki Bogu pogodziłam się z moją przeszłością. On uwolnił mnie od autoagresji i przywrócił chęć do życia. Przestałam pić, palić. Nauczyłam się dostrzegać dobro w najgorszych sytuacjach. Dzięki Niemu nauczyłam się skupienia i milczenia. Bóg nauczył mnie miłości.
Każdego dnia się nawracam.